Dekonspiracja

Dekonspiracja

Tydzień temu, dzień po śmierci Władysława Bartoszewskiego, przeglądałem sobotnio-niedzielne wydania dzienników prawicowych. Na pierwszych stronach tytuły krzyczały: „Nie będzie harców Nocnych Wilków”, „Operacja wilcza wataha”. Tak straszono kiedyś wilkiem dzieci. Świetnie rozgrywają to Rosjanie. Inna sprawa, że bawią się z formacją ociężałą umysłowo i niezwykle podatną na manipulacje. Szukam, na której stronie tych pism pojawi się informacja o śmierci prof. Bartoszewskiego. Nie było słowa. Nic. Jak bardzo muszą się go bać nasi miłosierni chrześcijanie, żeby tak nienawidzić? Problem z Bartoszewskim, że miał krystaliczny życiorys, przeżył heroicznie wszystkie możliwe okropieństwa minionego czasu. A jeśli można wypomnieć mu jakieś słabości, to były one też jego siłą. Mówił jak karabin maszynowy, nie było przerw między słowami, więc trudno było mu przerwać czy podjąć dialog.

Dwa lata temu prowadziłem spotkanie z prof. Bartoszewskim. Sam wybrał mnie na prowadzącego, było to zaszczytne wyróżnienie, tym bardziej chciałem to spotkanie naprawdę poprowadzić. Profesor zaczął mówić i w ciągu godziny znalazłem tylko dwa małe prześwity, w które, wiele ryzykując, wsadziłem coś w rodzaju pytania. A potem wszyscy mi gratulowali, że tak dobrze dałem sobie radę. Ale trzeba dodać: zawsze mówił niezwykle mądrze i dowcipnie. I nigdy się nie powtarzał. Było to oparte na fenomenalnej pamięci, żywej inteligencji i burzliwym temperamencie. Ta wada była więc też jego zaletą – zagadywał wszystkich, ale mądrze. Lubił ludzi, szczególnie porządnych, ale był niewolny od wściekłości na głupoty polskie, jak i na żydowskie. Byłem z nim przed laty na targach książki w Jerozolimie, więc coś o tym wiem.

Po wyborach przegranych przez PiS w roku 2007, mówił: „To jest dla mnie wielki dzień. Odchodzi władza butna, niekompetentna i arogancka wobec obywateli Polski. (…) Okazało się niestety, że w PiS są ludzie opętani nienawiścią, pychą, że mieszają kompleksy z przeświadczeniem o swojej nieomylności”.

Był profesor wrogiem polskiej prawicy neoendeckiej. A z mocą swojej biografii był dla niej groźny. Stąd takie emocje. A naprawdę był człowiekiem środka, co nie jest łatwe, gdyż u nas czasami tego środka nie widać. Jego ideologią był zdrowy rozsądek, w czym podobny zdawał się być do Jerzego Giedroycia.

Rok temu notowałem: „W dużej sali kina Atlantic, która okazała się za mała, obchodzimy 92. urodziny Władysława Bartoszewskiego. Tort był tak wielki, że setki gości nie były w stanie go zjeść. Jubilat w genialnej formie, tryskał energią i humorem, niesamowite. Dużo wzruszeń i emocji. Nie jestem skłonny do łatwych wzruszeń na temat ludzi. Nikt nie miał i już nie będzie miał tak pięknej i tak polskiej biografii jak Bartoszewski. I takiej jasności umysłu w tym wieku. I ów charakterystyczny rodzaj energii, poczucia humoru i ironii, którą nasycał słowa”.

Mój znajomy, który dostał się w krąg religii smoleńskiej, raczył mi kiedyś powiedzieć odruchowo: „Jaka szkoda, że Bartoszewski stracił szansę, aby umrzeć jako porządny człowiek”. Pomyślałem: tak się w tym ich odmiennym świecie mawia. Na pewno prof. Bartoszewski nie był autorytetem dla wszystkich. Zawsze tak jest z autorytetami. To zwykle ludzie wyraźni, mocni, więc dla niektórych kontrowersyjni. Przed wojną wielkim autorytetem stał się Piłsudski, ale bywał też często obiektem wielkich nienawiści. I to przecież on miał zginąć, a nie prezydent Gabriel Narutowicz. Niestety, pod koniec życia nie czuł się dobrze i pozwolił, aby wokół niego urósł kult jednostki. Śmierć Piłsudskiego w 1935 r. była jednak wstrząsem dla całego kraju, a obchody pogrzebowe miały niezwykłą skalę. Pochówek na Wawelu stał się powodem konfliktu z Kościołem. Bywały też incydenty na prowincji, niektóre znamienne. Biskup kielecki nie wywiesił żałobnych flag, a jedynie państwowe bez oznak żałoby, odmówił żądaniu władz bicia w dzwony kościelne. Wówczas członkowie Związku Legionistów Polskich i innych organizacji prorządowych weszli samowolnie na dzwonnicę katedry i zaczęli bić w dzwony. Biskup wysłał ludzi, którzy usiłowali temu przeszkodzić, ale bezskutecznie, po czym doszło do zamieszek – podburzony tłum usiłował wedrzeć się do rezydencji biskupa, co zostało udaremnione dzięki interwencji policji.

A dzisiaj PiS bierze Piłsudskiego na swojego patrona na spółkę z Dmowskim. Jakby można było te dwie postawy pogodzić. Jeśli da się to jakoś zlepić w całość, to dzięki cynizmowi.

Kurczy się nam religia, nie ma ideologii, chyba na szczęście, a my jesteśmy jak te baloniki: wysoko, na cienkich nitkach. Tym bardziej potrzebne są nam autorytety, ale o nie coraz trudniej. Nasza cywilizacja im nie sprzyja. Wszystko teraz jest na podglądzie i na podsłuchu. Wielka dekonspiracja. A żaden człowiek nie wytrzyma pełnej lustracji. Nasz świat jest więc prawdziwszy, niż był kiedykolwiek, ale czy ładniejszy?

Wydanie: 19/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy