Wyczuć właściwy moment

Wyczuć właściwy moment

Ważne jest, by wyczuć właściwy moment. Nie wszyscy jednak mają ten talent. Idzie kryzys, rząd zarządził oszczędności w poszczególnych resortach. Resortowi nauki i szkolnictwa wyższego obcięto równo cały miliard. W tym właśnie momencie kard. Dziwisz zaapelował do posłów, by zwiększyć finansowanie z budżetu Papieskiej Akademii Teologicznej. Wprawdzie od dawna z budżetu państwa wypłacane są pracownikom akademii uposażenia, a studentom stypendia, ale państwo nie finansuje inwestycji. A pod tym względem akademia ma akurat plany ambitne. Niby dlaczego państwo nie miałoby ich sfinansować? Tyle że moment może nie jest najlepszy. Nawet Platforma (choć Kościołowi wierna, a łagiewnickiemu nawet bardziej niż powszechnemu) może mieć kłopoty z realizacją tego zamówienia. Nawet poseł Gowin, wszczepiony do Platformy „in vitro”, może tu nie poradzić. Jednak kryzys, cholera!

Idzie kryzys. Obcięcie wydatków MON spowoduje brak zamówień dla przemysłu zbrojeniowego. W zbrojeniówce groźba redukcji zatrudnienia stała się znów realna. Recesja u naszych partnerów zagranicznych już dziś powoduje spadek naszego eksportu, a tym samym spadek popytu na rozmaite nasze produkty. Spadek rodzimej produkcji to nie tylko mniejsze dochody firm (i ich pracowników!), ale też mniejsze wpływy do budżetu z tytułu podatków. Mniejsze zarobki, wzrost bezrobocia to mniejszy popyt. Mniejszy popyt to mniejsza sprzedaż, mniejsza sprzedaż to mniejsza produkcja, mniejsza produkcja to wzrost bezrobocia i mniejsze dochody przemysłu i tak dalej spirala się rozkręca…

Nawet PiS to rozumie i cały swój kongres krakowski poświęca sprawom społecznym i gospodarczym (inna rzecz, nic nowego w tej sprawie nie mając do powiedzenia). Więcej w tym kabaretu niż poważnej refleksji nad państwem i gospodarką. Ale PiS przynajmniej udaje. Udaje, że troszczy się o państwo, o gospodarkę, o szarego człowieka.

Pan prezydent (równie dobry ekonomista jak jego brat) zatrudnia w pośpiechu dwóch doradców ekonomicznych: głęboko sfrustrowanego Ryszarda Bugaja i inwigilowanego niegdyś z powodów gospodarczych (w ramach inwigilacji prawicy) Adama Glapińskiego. Cokolwiek by o nowych doradcach prezydenta sądzić, prezydent daje sygnał czytelny: teraz ważna jest ekonomia. Sprawy gospodarcze, a w tle sprawy prostych ludzi, których prezydent chce przed skutkami kryzysu uchronić.

Premier wzywa kolejnych ministrów i zmusza do oszczędności w resortach. Dobrze czy niedobrze, skutecznie czy nieskutecznie, premier, a wraz z premierem rząd na swój sposób chcą walczyć z kryzysem.

Kryzys jak zwykle najboleśniej uderzy w biednych ludzi. Ci na całym świecie są pod opieką lewicy. W Polsce teoretycznie też. Co ma lewica dla biednych ludzi na czas kryzysu? Dość ogólną propozycję, że chce być alternatywą dla rządzącej prawicy (na Boga, co to znaczy?). O konkrety prosimy, o konkrety!

Prowadzi też lewica wewnętrzne dyskusje, czy iść do europarlamentu razem, czy oddzielnie: to znaczy centrolewica z SLD czy osobno, czy Partia Demokratyczna ma iść razem z SdPl, czy tylko na ten temat prowadzić rozmowy… Czy SLD może być w koalicji z PD i czy PD jest w stanie się przełamać i iść razem z SLD bez względu na przykre doświadczenia Janusza Onyszkiewicza i świadomość swej zdecydowanej przewagi intelektualnej nad tą postkomuszą formacją. Czy Filemonowicz może być w jednej formacji z Arłukowiczem, czy Napieralski jest w stanie zaakceptować Borowskiego i czy Brygida Kuźniak jest w stanie uzgodnić poglądy z Bogdanem Lisem. Czy cała centrolewica stawia na Rosatiego, czy może ma innego kandydata (nie bardzo już wiadomo, na jakie stanowisko). Czy konferencja warszawska jest kontynuacją krakowskiej, czy raczej nie (chyba jednak nie). Czy w razie zwycięstwa w wyborach do europarlamentu posłowie centrolewicy w całości zasiądą we frakcji socjalistów, czy też ci z PD zasiąść mogą w innej. Jak widać, problemy centrolewicy w zupełności pokrywają się z problemami, którymi na początku wielkiego kryzysu żyje społeczeństwo polskie.

Przeciętny Polak, zwłaszcza ten robotnik ze zbrojeniówki, zagrożony bezrobociem najbardziej dziś przeżywa, w jakiej frakcji europarlamentu zasiądzie Janusz Onyszkiewicz. Wylanemu w ramach redukcji zatrudnienia najbardziej zapewne doskwiera fakt, że Borowski zdradził kiedyś SLD, a bankrutującego przedsiębiorcę najbardziej gryzie konflikt Brygidy Kuźniak z Bogdanem Lisem. Ogół bezrobotnych z radością przyjmuje fakt, że centrolewica generalnie jest za związkami partnerskimi homoseksualistów i ma zdecydowanie dość rządów w stylu PiS. Likwidacja IPN (choć to postulat ze stu powodów słuszny) najbardziej ożywi zapewne nadzieje emerytów i rencistów.

Wyczucie nastrojów społecznych kluczem powodzenia w wyborach. Sukces lewicy wydaje się więc pewny.

Wydanie: 6/2009

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy