Komu wolno mniej?

Zapiski polityczne

Działania naszej opozycji politycznej przybierają coraz to bardziej patologiczny charakter. Dobrym prawem tych, co wyborów nie wygrali, jest krytykowanie poczynań tych, którym społeczeństwo powierzyło do następnych wyborów odpowiedzialność za państwo. Wśród opozycjonistów są posłowie rozumiejący rolę wyznaczoną im przez społeczeństwo, polegającą na rozważnym zwracaniu uwagi zarówno wyborców, jak i zwycięskich polityków na zagrożenia wynikające z ich postępowania, a także na jawne błędy, jakich się dopuszczają przy sprawowaniu władzy. Z chęcią bym wskazał nazwiska tych rozumnych posłów, ale obawiam się, że moja pochwała wcale by ich nie ucieszyła, gdyż mogliby mieć kłopoty wśród kolegów klubowych prowadzących zażartą walkę z tymi, którzy aktualnie sprawują władzę.
Nie mogę opisać dokładnie sytuacji, z jaką się niedawno zetknąłem, gdyż obowiązuje mnie lojalność wobec naszego państwa, którego interesy mogłyby doznać uszczerbku, gdybym napisał wyraźnie, co i jak się dzieje. Powiem zatem ogólnie. Posłowie opozycji przygotowują „działanie” mogące jednoznacznie zaszkodzić dobru naszego kraju. Na dodatek czynią tak nie z nieświadomości ujemnych konsekwencji dla Polski mogących wyniknąć z ich lekkomyślnych poczynań. Wszak niedawno sami sprawowali odpowiedzialne funkcje państwowe i dobrze wiedzą, jaki są granice pewnych poczynań gwarantujące dobro kraju. Jeśli zatem pragną te granice przekroczyć, to jawnie i świadomie decydują się na wyrządzenie Polsce tej szkody albo igrają z ogniem, ot tak sobie, dla samej rozkoszy szkodzenia tym, którzy wybory wygrali, niepomni na to, iż może się zdarzyć za kilka lat, przy nowych wyborach, że to oni właśnie będą pili piwo, jakie nawarzyli wrogom.
Inny przykład to sprawa całkiem świeża. Wicepremier Kołodko przygotował rodzaj amnestii czy abolicji dla tych, którzy do tej pory zaniedbali solidnie rozliczyć się z fiskusem. Gra profesora Kołodki jest, łagodnie mówiąc, ryzykowna, ale niektóre kraje już tę kombinację wypróbowały z dobrym skutkiem, co dało ich finansom spore wsparcie pieniężne. Politycy opozycyjni rzucili się na ten projekt rządowy jak lwy na stado antylop i bluźnią oraz straszą, jak tylko mogą.
Co gorsza, są to przecież politycy do niedawna sprawujący osobiście bądź jako członkowie pewnej formacji politycznej władzę w kraju – tak tragicznie odciśniętą na losach milionów obywateli. Z elementarnych zasad przyzwoitości wynika, że takim ludziom jak nasi obecni opozycjoniści mniej wolno niż tym, co nigdy władzy nie sprawowali, a przynajmniej nie uczestniczyli w rządzeniu krajem w ostatnim okresie. Powtarzam: są tacy politycy, którym mniej wolno w zakresie oceny próbujących wyciągnąć kraj z bagna, w jakim się znalazł za sprawą, nazwijmy rzecz po imieniu, za sprawą prawicy, która rządziła krajem nieudolnie, w sposób karygodny i zasługuje na większą dolegliwość niż samo odsunięcie od tłustych posad, jakie sobie i swoim kolegom partyjnym zafundowała, mimo iż ci nie mieli często gęsto minimalnych kwalifikacji do sprawowania władzy i może należą się im raczej cele w kryminałach niż fotele w lawach opozycji.
Przy zasiadaniu w tych fotelach potrzebna jest także pełna odpowiedzialność za los kraju. Nie wiem, czy eksperyment profesora Kołodki będzie szczęśliwym rozwiązaniem trudności finansowych państwa polskiego, lecz szanuję odwagę i zmysł przedsiębiorczości ujawniany przez profesora. Jemu – w moim przekonaniu – wolno więcej, gdyż w poprzednim dojściu do zarządzania finansami i gospodarką odniósł sukces. Zmalało bezrobocie, poprawił się ogólny stan ekonomiki krajowej. Te niewątpliwe osiągnięcia – zmarnowane później przez nieudolne rządy prawicy – uzasadniają moją nadzieję, że i tym razem los Polaków poprawi się. Jest jeszcze za wcześnie, by znalazły się dowody na to przypuszczenie, ale nie ma żadnego politycznie i moralnie usprawiedliwionego powodu, by opozycja, której spora część jest osobiście winna klęski, jaką ponieśli Polacy w dziedzinie gospodarczej, by ta nieszczęsna opozycja mogła teraz urządzać popisy napastliwości na obecny rząd. Powtórzę: opozycji z tytułu klęski, jaką jej ludzie sprowadzili na kraj w ubiegłych latach, mniej teraz wolno, gdy rozważa się publicznie sposoby wyjścia z kryzysu, w jakim znajduje się państwo polskie.
Niestety, w Polsce prócz niezadowolenia z przebiegu transformacji ustrojowej, przeprowadzonej pod komendą liberalnych ekonomistów, nie zawsze dobrze do tej funkcji przygotowanych, upowszechnia się bardzo groźne dla dobra kraju myślenie. Ludzie mający inne przekonania polityczne niż ci, którzy sprawują władzę w wyniku wyborów, zaczynają nagle uważać, że to nie jest „ich państwo”, „ich prezydent”, „ich premier” czy „ich rząd”. Prawda jest inna. Każdy rząd, każdy prezydent czy premier, każda władza państwowa, choćby jej dojście do rządzenia krajem było naszą osobistą katastrofą, jest „nasza”, gdyż jaki by był wynik wyborów, obywatelska odpowiedzialność za dalszy los kraju jest moralnym obowiązkiem każdego Polaka. Nie zawsze „nasi” muszą czy mogą nami rządzić, lecz póki żyjemy w demokratycznie administrowanym kraju, ponosimy pełną odpowiedzialność za jego los. To wcale nie znaczy, iż mamy biernie poddawać się władzy niespełniającej naszych oczekiwań, ale primum non nocere – po pierwsze nie szkodzić – tak brzmi podstawowa zasada obywatelskiej odpowiedzialności za Polskę. Obecna opozycja tej zasady, niestety, nie respektuje.
29 sierpnia 2002 r.

 

Wydanie: 35/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy