Demokracja na słupie

Demokracja na słupie

Dość kłamstw, korupcji i arogancji władz – nawołuje anonimowy Komitet Inicjatywny Obrońców Bukowna

Ulotki rozlepiono w ważniejszych punktach Bukowna i podrzucono do wielu domów. Były anonimowe, ale zawierały zarzuty wobec 14 urzędników, w tym pani burmistrz i jej zastępcy oraz przewodniczącego Rady Miejskiej. Zarzuca się im korupcję, nepotyzm, niegospodarność, dorabianie się na stanowiskach, brak zainteresowania sprawami gminy. Są też zarzuty bardziej osobiste. Niektórych nazywa się drobnymi pijaczkami, sługusami burmistrzyni, a wszystkich razem określono mianem “ośmiorniczki z Bukowna”.

Stracił 50 zł u adwokata

Bukowno to małe, 11-tysięczne miasteczko, leżące na pograniczu województwa śląskiego i małopolskiego. Mnóstwo lasów, spokój. Ale mieszkańcy nie widzą tej idylli.
– Bukowno jest miastem utraconych szans – twierdzi nauczyciel fizyki i radny od trzech kadencji, Stefan Piętka. – Zarząd i Rada działają na szkodę miasta i mieszkańców, roztaczają wizję świetlanej przyszłości, ale pod tym płaszczykiem uprawiają krecią robotę, prowadzącą do dewastacji Bukowna.
Ulotki oskarżające władze miasta nie są pierwszą próbą słupowej demokracji. Już trzy lata temu radny Piętka, który jest jednocześnie szefem Stowarzyszenia Obrońców Bukowna, zarzucał Zarządowi Miasta m.in. niegospodarność, ochronę aferzystów, dążenie do dewastacji lasów i środowiska naturalnego, sabotowanie działań stowarzyszenia, które chciało utworzyć jezioro na pokopalnianych wyrobiskach. Zarząd zareagował powiadomieniem prokuratury o znieważaniu funkcjonariuszy państwowych. Sprawa znalazła się w sądzie, nie trafiła jednak na wokandę. Radny stracił jedynie 50 zł na poradę u adwokata.
Od tamtego czasu stał się jeszcze bardziej krytyczny wobec władz miejskich. Głośno wytyka samorządowcom najmniejsze błędy, twierdzi, że w Bukownie doszło do korupcji władzy i nepotyzmu. Jako przykład podaje ostatnią zmianę na stanowisku kierowniczki biura Rady. Dotychczasową, z wieloletnim stażem pracy, zwolniono bez powodu. Jej miejsce zajęła młoda osoba, spokrewniona z przewodniczącym Rady i z panią burmistrz.
– Takich przykładów jest wiele
– twierdzi radny Piętka. – Mało jest osób, które nie mają żadnych krewnych na stanowiskach w urzędzie.

Rodzinne interesy

Pani burmistrz Bożena Piętka-Bogajewska (nie jest spokrewniona z opozycyjnym radnym) została przedstawiona w anonimowej ulotce jako miejscowy dyktator, który nie znosi krytyki. W Zarządzie Miasta zasiada od siedmiu lat. Zarzucono jej m.in. posiadanie sporego majątku i nowego samochodu, którego – zdaniem autorów ulotki – dorobiła się na swoim stanowisku. A także zatrudnianie na intratnych stanowiskach osób spokrewnionych lub znajomych. Pozostałych członków Zarządu nazywa się marionetkami w jej rękach.
– Dom, w którym mieszkam, dostałam od rodziców, a ziemia należała już do prababci – tłumaczy burmistrz Piętka-Bogajewska. – Nowy samochód? Przecież teraz w Polsce wiele pracujących osób stać na samochód.
Wiceburmistrzowi Andrzejowi Stryczkowi “miejscowe społeczeństwo” ma za złe, że się wzbogacił, prowadzi własną firmę zatruwającą środowisko i ma trzy samochody.
– Prawda jest taka, że prywatną działalnością zajmuję się od lat 20 – mówi Andrzej Stryczek. – Najpierw był to interes ojca, przetwórstwo wędlin. Już wtedy mieliśmy trzy samochody firmowe. Po studiach inżynierskich założyłem firmę przetwarzającą tworzywa sztuczne. Gdy zostałem wiceburmistrzem, firmę przejęła żona. Nigdy nie robiłem z tego tajemnicy.
– Być może zła opinia o władzach miasta wzięła początek z afery z jednostką wojskową – zastanawia się Andrzej Stryczek. – Poprzedni Zarząd sprzedał tereny byłej jednostki za symboliczną sumę prywatnej firmie. Pieniądze nie wpłynęły do kasy gminy do dziś. Wraz z obecną panią burmistrz oddaliśmy sprawę do sądu. Odzyskaliśmy te tereny. Sprawa jest już wyczyszczona, jednak smród się ciągnie.
– Zarzuca się nam, że nie wykorzystujemy walorów turystycznych miejscowości – mówi pani burmistrz – a trzy lata temu zostaliśmy laureatem konkursu Radia Katowice na Złotą Miejscowość Wakacyjną.

Obietnice na wiatr

– Od wielu lat zajmuję się sprawą utworzenia w Bukownie trzech jezior na terenach po eksploatacji piasku. Plany są albo odwlekane, albo torpedowane, a środowisko naturalne ulega coraz większej degradacji – szarpie się nerwowo za brodę Stefan Piętka.
Kilka lat temu miasto zleciło olkuskiej firmie opracowanie studium uwarunkowań rozwoju Bukowna. Za dokument ten zapłacono miliard starych złotych. Ujęto w nim m.in. plany utworzenia jezior Bór, Podlesie i Przymiarki. Miały powstać w dołach po eksploatacji piasku i być początkiem rozwoju miasta jako ośrodka turystycznego. Warunkiem jest jednak współpraca kopalni piasku Szczakowa. Trwa spór o to, jak wydobywać piasek. W tej chwili czyni się to powierzchniowo, gdyż kopalni nie opłaca się wydobywać piasku do dna złoża. Jedni twierdzą, że taki sposób degraduje środowisko, inni, że sięganie do spągu odbiłoby się na nim jeszcze silniej. Sprawa trafiła do posłów i poprzez ich interpelację do ministra ochrony środowiska, który poparł kopalnię.
– Dwa lata temu i ja byłem głęboko przekonany, że racja leży po stronie ekologów z Bukowna – twierdzi poseł Czesław Ryszka. – Niestety, ostatnio biorę też pod uwagę inne argumenty, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Jest to trudna sprawa. Kopalnia chce wydobywać jak najtaniej, miasto jest zainteresowane wydobyciem ze względów ekonomicznych (podatki i stanowiska pracy), argumentuje się też, że wydobycie piasku do spągu może odwodnić teren. Tymczasem rozwój turystyki jest niewątpliwie olbrzymią szansą dla Bukowna.
– Miasto ma niebywałe walory przyrodnicze i żadnego zaplecza turystycznego – mówi radny Leopold Derda, były dyrektor kopalni Siersza. – Dzieje się tak dlatego, że Zarząd Miasta prowadzi złą politykę budżetową, zbyt wiele wydaje się na drobne inwestycje, zamiast na duże, perspektywiczne.

Nie ma mocnych

W Bukownie tylko 5 na 22 radnych jest w opozycji do Zarządu i popiera Piętkę. Każde ich działanie może być przegłosowane. Tak było z referendum. Dwa razy próbowano zmobilizować do niego mieszkańców – w sprawie jezior i odwołania Rady. Zabrakło jednak głosów, mimo że zainteresowanie społeczne tymi problemami było duże.
W wywieszonym na słupie anonimie obecnego szefa Rady określa się mianem “żelaznego przewodniczącego od kilku lat”. Niedawno do kilku radnych, uważanych za opozycyjnych, przyszedł kolejny, otwarty list bez podpisu, dotyczący wyłącznie osoby Zdzisława Szotka, przewodniczącego Rady. Okazuje się, że jest on jednocześnie prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej “Buczyna”, która otrzymała pod nadzór mieszkania komunalne.
– Jest to olbrzymi majątek, a łączenie takich stanowisk łamie przepisy zawarte w ustawie o samorządzie gminnym – stwierdza Piętka.
W nowym anonimie “zatroskani i oburzeni mieszkańcy” dramatycznie apelują: “Szanowni radni! Weźcie sprawy w swoje ręce, zlikwidujcie bezprawie i doprowadźcie do sytuacji, aby w Bukownie prawo było przestrzegane”.
Wszyscy w Bukownie mówią, że inicjatorem anonimów jest Stefan Piętka. On jednak stanowczo zaprzecza.
– Gdybym to napisał, to bym się podpisał – oświadcza.
Dochodzenie, kto jest autorem ulotek, trwa już od roku.

Wydanie: 18/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy