Demony pandemii

Demony pandemii

Po roku życia z pandemią wiemy, że prostego powrotu do tych czasów, jakie pamiętamy, nie będzie.  A co z nami?

Kiedy będzie normalnie? Właśnie mija rok, jak o to pytamy. Niestety, ciągle brakuje odpowiedzi. Niewiele wiemy my, potencjalne ofiary wirusa. Co gorsza, nie za dużo wiedzą także liderzy Unii Europejskiej z całą jej machiną. I to jest gigantyczny problem. Bo przecież jesteśmy zdani na to, co i jak zrobią politycy.

A w Polsce są to ludzie o wyjątkowo skromnej wiedzy i małym doświadczeniu w zarządzaniu skomplikowanymi procesami. Wiadomo, że kryzysy są wpisane w nasze życie. Że były i są nieuchronne. Dlaczego więc dobrowolnie powierzamy nasze życie i przyszłość kolejnym ekipom amatorów, którzy nie potrafią temu sprostać? A oni, skoro im pozwalamy, czerpią z władzy pełnymi garściami. Nie biorąc odpowiedzialności za własne czyny i efekty rządów. Ukuto nawet takie bałamutne określenie: odpowiedzialność polityczna. W polskich realiach oznacza to hulaj dusza, piekła nie ma – pełną bezkarność.

Czy śmierć ponad 40 tys. ofiar pandemii też pójdzie na konto fatum? Czy naprawdę nie można było wielu z nich uratować? Ktoś przecież zarządza państwem. I nie są to wolontariusze, tylko funkcjonariusze opłacani z budżetu. Rozliczmy więc ich z tego, za co odpowiadają. A nie z liczby konferencji prasowych i występów w mediach rządowych. Jeśli jako społeczeństwo nie chcemy mieć tak wielu ofiar śmiertelnych, to nie możemy bez końca tolerować przypadkowych ludzi, którzy na nas eksperymentują. I nawet nie uczą się na własnych błędach.

Po roku życia z pandemią wiemy, że prostego powrotu do tych czasów, jakie pamiętamy, nie będzie. Świat bardzo się zmienił. A co z nami? Jak się zmieniliśmy? Mało o tym wiemy. Coraz więcej statystyk, analiz, badań i porównań, ale gdy je czytam, mam wrażenie, że ciągle daleko nam do pełnej wiedzy.

Każda i każdy z nas od roku niesie swój osobisty bagaż. Coraz cięższy. Są w nim liczne demony. Obawy o przyszłość. Samotność. Bezradność.

Przeżywamy pandemię na swój sposób. Im bliżej grupy wysokiego ryzyka, tym więcej stresu i smutku. Nadzieją na odmianę są szczepienia. A że jest ich mniej niż chętnych, rząd ma usprawiedliwienie bałaganu i ciągłej improwizacji. Polacy są przyzwyczajani do tego, że mogą liczyć głównie na siebie. Ale taki stan nie będzie trwał długo. Bo i po co komu taka władza? Bezradna i zajmująca się głównie sobą.

Wydanie: 10/2021

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy