Dla lewicowych wyborców jesteśmy jedyną alternatywą

Dla lewicowych wyborców jesteśmy jedyną alternatywą

Na naszej liście w Wielkopolsce nie ma spadochroniarzy

Waldemar Witkowski – przewodniczący Unii Pracy, kandydat do Parlamentu Europejskiego z listy nr 5 – Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Lewica Razem, poz. 1, okręg nr 7 Wielkopolska; ojciec czwórki dzieci

Smutny moment dla lewicy. Odszedł Karol Modzelewski…
– Był założycielem Unii Pracy. On, Iza Jaruga-Nowacka, Aleksander Małachowski, Wiesława Ziółkowska, Marek Pol, Ryszard Bugaj, Zbigniew Bujak – to były osoby, które, kiedy wchodziłem do Unii Pracy, błyszczały. To, co wtedy mówił Karol Modzelewski, podczas spotkań z nami, młodymi działaczami UP, było niezwykle mocne, przekonujące. Pamiętam te spotkania. I widzę, że to wciąż jest aktualne.

Karol Modzelewski jest dla lewicy jak wzorzec z Sèvres.
– Dla niego człowiek był ważniejszy do kapitału. Dzisiaj do tych słów możemy jeszcze dodać, że człowiek jest ważniejszy od kapitału, a środowisko naturalne jest ważniejsze od biznesu. Podczas pogadanek, które organizował dla młodych w Unii Pracy, przestrzegał nas przed szukaniem wrogów blisko, a przyjaciół daleko. Mówił, że mądrość każdego państwa polega na dobrosąsiedzkich stosunkach z tymi, którzy są najbliżej. Można powiedzieć, że dzisiaj nawiązaniem do tych słów jest hasło UP, że Unia Europejska jest ważniejsza od Stanów Zjednoczonych.

Powtarzacie to hasło od lat.
– Przypominam bezsensowne wejście do Iraku pod wpływem USA. Tę decyzję podjął rząd Leszka Millera, zdanie odrębne przeciwko temu złożyło dwóch wicepremierów – Marek Pol i Jerzy Hausner. Po co tam się znaleźliśmy? Ile ofiar pochłonęły te wojny?

Jak z punktu widzenia UP oceniane są powody obecnego kryzysu lewicy?
– Byłem niedawno na kongresie Partii Europejskich Socjalistów w Madrycie, tam o tym żywo dyskutowano. Słuchałem Hiszpanów, wygrali teraz wybory, słuchałem Portugalczyków. Mówili, że kłopoty lewicy wzięły się stąd, że być może chciano załatwić zbyt wiele problemów mieszkańców Afryki, Bliskiego Wschodu, otwierając się zbytnio na świat. To Amerykanie wywołali wojnę w Afryce, a płaci za to europejska lewica. Ponieważ chciała pomóc tym ludziom, a to przekroczyło nasze możliwości. I płacimy za to cenę. Coś w tym jest. A w Polsce? W Polsce Ludowej mieliśmy rozwiniętą pomoc socjalną dla dzieci, dla rodziny. Potem przyszły inne czasy.

Tzw. socjal ograniczono jako zbędny wydatek.
– Tłumaczono ludziom, że muszą ciężko pracować za małe pieniądze, po to, żeby rozwijać jakieś dziedziny gospodarki, co nie wpływało w żaden sposób na dobrobyt rodziny. Co z tego, że rośnie PKB, skoro dobrostan rodziny nie rośnie! I pusto w portfelu! To tak jak w socjalizmie – chwalono się, że mamy szybki rozwój, bo produkujemy dużo stali i dużo czołgów. W obecnej Polsce było podobnie – PKB rósł, przybywało dróg i lotnisk, często niepotrzebnych, natomiast podstawowa komórka rodzinna nie miała szans na poprawę warunków. Mogła oglądać reklamy wczasów, ale nie mogła z nich korzystać, bo nie miała pieniędzy. A jak ktoś zachorował? Ceny leków okazywały się barierą. Zwłaszcza dla emerytów i rencistów. Jak nie kupi leków, to umrze z choroby, jak kupi, to umrze z głodu.

Jak z tego wyjść?
– My, jako lewica, mamy rozwiązanie. W całej Unii za taką samą pracę powinna być taka sama płaca. Niezależnie od tego, gdzie się mieszka – czy w Polsce, czy na Słowacji, czy w Niemczech. Taka sama praca – taka sama płaca. Bo ceny towarów są zbliżone.

Czyli kierowca, który jedzie tirem do Hiszpanii, powinien zarabiać po hiszpańsku?
– Jeżeli tam jest – tak. On ponosi koszty życia, jakie są tam. Rozumiem tych europosłów, którzy mówią, że nie można konkurować niewolnictwem pracownika, a utrzymywanie pracowników na bardzo niskim poziomie płacowym to niewolnictwo. Jak długo człowiek może spać w kabinie ciężarówki? Będąc portierem tego samochodu, kucharzem i jeszcze kierowcą?

Jak to się stało, że pozwoliliście SLD wejść do koalicji chadeków?
– Nie, nie pozwalaliśmy. Tu nas trochę oszukano. Przypomnę, że przed wyborami samorządowymi rozmawialiśmy również z Platformą Obywatelską. Wychodziliśmy z założenia, że wybory samorządowe nie mają wymiaru politycznego. I nawet gdzieniegdzie nasi kandydaci startowali w różnych koalicjach obywatelskich. Natomiast generalnie, mimo że otrzymaliśmy pisemne zaproszenie PO, na posiedzeniu Rady Krajowej 30 czerwca 2018 r. zdecydowaliśmy, że nie podejmujemy tej współpracy. Wierzyliśmy w tradycyjny sojusz partii lewicowych, w którym było i SLD, i PPS, i my, i inne partie, i taką deklarację podpisaliśmy w świetle kamer.

I w lewicowej koalicji poszliście do wyborów samorządowych.
– SLD w sejmikach wojewódzkich ma tylko 10 radnych w całym kraju. I oni nagle zapragnęli stanowisk w zarządach itd. i zostali kupieni przez PO. Kupieni biurem, sekretarką, samochodem służbowym. W całej Polsce jest 10 radnych wojewódzkich SLD i wszyscy weszli do Koalicji Obywatelskiej. A później Włodzimierz Czarzasty zaczął prowadzić kuluarowe rozmowy, chcąc się wepchnąć do tego układu na dłużej. Wszystko robił, żeby wejść do Koalicji Obywatelskiej. Co mu obiecano – nie wiem, choć mogę się domyślać.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 20/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. materiały prasowe

Wydanie: 20/2019

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy