Dlaczego mamy odchodzić od sztachety?!

Dlaczego mamy odchodzić od sztachety?!

Pod koniec Wielkiego Postu mogę jak na spowiedzi wyznać, że w tegorocznym karnawale w polskiej przestrzeni medialnej najcudowniej objawił się format wideo „Przy kawie o sprawie”. Poraził mnie już blask styczniowej premiery, o której mówiłem naokoło, ale nie napisałem słowa ze względów dogmatycznych. Ta audycja wzięła się z buntu, a styczniowe insurekcje słabo rokują w naszym klimacie i nie ma co się podniecać.

Tym razem zgubiła mnie niechęć do polityki historycznej. Mamy koniec marca, a płomień rewolucyjnego formatu styczniowego „Przy kawie…” wcale nie gaśnie.

Z lekka zachowawczy tytuł audycji nie ułatwia widzowi inicjacji, nie pomaga w nawiązaniu wstępnej gry intelektualnej z dramatis personae. Kawa, owszem, pobudza, ale parzona jest dzisiaj pod tyloma zdegradowanymi szyldami telewizyjnymi, że już dawno zgubiła zapach i utraciła sens. Nadaje się do tytułu nowego programu jak stara ścierka albo inna pospolitość kuchenna. Mam więc pierwszą radę, drogi Czytelniku: odpal internet i jakby nigdy nic, bez wstrętu podaj wyszukiwarce hasło „Przy kawie o sprawie”. Zobaczysz, że tutaj kawa w dalszym ciągu smakuje.

Zaczęło się tak: do płaczu ze śmiechu doprowadziła grupę kobiet audycja „Kawa na ławę” (TVN 24), w której stadko samców z dość wysokiej gałęzi, czyli ze szczebla politycznego, rozprawiało o prawach kobiet. Zamiast się poskarżyć którejś z licznych rad narodowych, czyli pisać na Berdyczów, niewiasty postanowiły stworzyć alternatywę, co w świecie, w którym istnieją już alternatywne fakty (odkrycie administracji Trumpa), nie jest niemożliwe. I tak oto powstał showcase. Pod troskliwym okiem pani gospodyni Agaty Diduszko-Zyglewskiej, na widoku publicznym, popijając kawę, same damy omawiają tytułowe sprawy.

Mężczyzna w tym szołkejsie jest jeden i służy do podawania wody. Panie, chyba niezadowolone z występu Marcina Mellera w tej roli, organizują casting dla nowych aplikantów.

Istnieje niebezpieczeństwo, grożące zwłaszcza telewidzom, którzy już sporo się naoglądali, że co chwila wszystko będzie im się kojarzyć jak kapralowi z chusteczką. Dlatego, drogi Czytelniku, a przyszły widzu, mam dla Ciebie radę drugą: oczyść sobie umysł przed wystartowaniem wideo. Twój intelektualny rdzeń powinien być sauté. Nic, co zobaczysz albo usłyszysz, nie powinno budzić podejrzeń, że może to nie jest serio, że to zgrywa, niby na niby. Do wyciągania podobnych wniosków nie nadaje się nawet scena, w której prawie wszystkie uczestniczki debaty po zakończeniu programu jak na komendę pękły ze śmiechu. Sądziły zapewne, że kamera jest już wyłączona. Tak się zachowują ludzie rozpoczynający zawodową przygodę z telewizją. Trzeba koniecznie wierzyć, że się ogląda program serio o problemach serio. Nikt tu nikogo nie przedrzeźnia, nikogo nie naśladuje, nie ironizuje i nie szydzi.

Poważna jest lista tematów dotychczasowych debat, podawanych widzom w formie pytań, konstruowanych według najlepszych, misyjnych wzorów z Woronicza: Czy męska masturbacja powinna być zakazana? Czy viagra powinna być na receptę?,

Czy bicie mężczyzn to coś złego? Z tej ostatniej audycji wyrwałem sztachetę użytą w tytule, poruszony wywodem Agaty Szczęśniak o artefaktach związanych z kulturą bicia. Pani Szczęśniak twierdzi, że sztacheta się sprawdziła i byłoby niemądre odstępowanie od tradycji jej użycia. Bicie to nie jest przemoc, można było się dowiedzieć od prof. Agnieszki Graff, ale przykry obowiązek żon.

Objaśniamy mężczyznom świat – tak zaczyna program gospodyni i trzeba przyznać, że nie jest to rutynowa przechwałka telewizyjnej prezenterki. Żadna z pań, mimo że niektóre mają poważne tytuły naukowe, nie gmatwa. Wymienię zapamiętane: Elżbieta Korolczuk, Katarzyna Wężyk, Kinga Dunin, Paulina Młynarska.

Oglądałem w zachwycie i smutny na wspomnienie Tadeusza Boya-Żeleńskiego, który był sam ze swoją jednoosobową Ligą Odełgania Polski. Boy by chyba przyszedł na casting

Wydanie: 12/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy