Debata w tytule, a w środku miesięcznica

Debata w tytule, a w środku miesięcznica

Wydarzeniem medialnym ubiegłego tygodnia była rozmowa Wiktora Osiatyńskiego z Tomaszem Łubieńskim w radiu TOK FM, w poniedziałek o ósmej wieczorem. Przepraszam obu panów, że zanim napiszę, dlaczego jestem poruszony, przypomnę Czytelnikowi, kim są.
Osiatyński występuje tu w roli radiowca, gospodarza programu „Zrozumieć świat”. Całkowicie na swoim miejscu, bo ma wszelkie predyspozycje do bycia człowiekiem mediów, jest utalentowanym narratorem i ma temperament publicysty. Sęk w tym, że Osiatyński byłby również na właściwym miejscu, gdyby zasiadał w państwie najwyżej, jak tylko można sobie wyobrazić. Jest wybitnym konstytucjonalistą, nie dość, że starannie wykształconym, to na dodatek mądrym człowiekiem. Wykładał na wielu światowych uczelniach, napisał dziesiątki książek i setki artykułów, a doświadczeniem życiowym mógłby obdzielić kilka hufców nauczycieli życia.

Łubieński jest dramaturgiem, poetą i tłumaczem. Talent publicystyczny i erudycję objawia najżywiej w eseistyce. „Bić się czy nie bić?”, niewielka książeczka jego autorstwa, to bodaj najzasobniejszy inwentarz polskich dylematów powstańczych. Powiem tyle, że jest on wrogiem militaryzacji pamięci historycznej i zawsze ciekawie i odważnie o tym mówi i pisze.

W gruncie rzeczy nie ma takiego tematu, który ci dwaj autorzy mogliby zepsuć w godzinnej rozmowie przed mikrofonem. Obaj, co warto jeszcze wiedzieć, a co niekoniecznie radiosłuchaczom pomaga w odbiorze programu, są na ty, mają wspólne wspomnienia, przyjaźnią się, lubią sport, narty i Tatry.

W jakiej sprawie się spotkali? Bez owijania w bawełnę gospodarz audycji ogłosił, że będzie z gościem, na wyraźną, wręcz kategoryczną jego prośbę, rozmawiać o chorobie.

Są ludzie, którzy dlatego tylko chorują, żeby mieć pretekst do ustawienia się w kolejce do lekarza i posłuchania, że inni mają to samo, tylko jeszcze bardziej. Radiowe spotkanie Osiatyńskiego z Łubieńskim mogło zaspokoić także ten typ zainteresowania ludzi ludźmi i ich chorobami. Ponieważ jestem człowiekiem gruntownie wyleczonym z takiej ciekawości, słuchałem dwugłosu trochę inaczej, jak namaszczonego literacko dialogu, współczesnego traktatu filozoficznego o kondycji człowieka, nigdy nienapisanego i nieodnoszącego się do fikcyjnego bohatera. Trafiłem na słuchowisko (czy ktoś jeszcze pamięta taki format radiowy?!) bez reżysera, bez aktorów i bez scenariusza. O własnym losie dwóch osób, dobrze znanych z profesji oraz imienia i nazwiska. Wysłuchałem dwóch lekcji o pustoszącej organizm chorobie, w formie potoczystego i żywiołowego dialogu nadzwyczaj sprawnych umysłów, czerpiących energię z własnych pokładów woli. Zapisałem sobie: dojmująca szczerość, prostota i głębia przekazu na temat wymiarów odpowiedzialności człowieka w każdym momencie życia.

Mam jeszcze więcej niż dotąd szacunku dla obu Autorów. Muszą mi jednak wybaczyć, że nie przywołuję bezinteresownie tej rozmowy. Użyję ich przykładu jako wstępu do oskarżenia telewizji publicznej o bezprawne zwolnienie się ze świadczenia podobnej, fundamentalnej posługi cywilizacyjnej, która polega na podejmowaniu najpoważniejszych problemów kondycji ludzkiej i organizowaniu debaty publicznej. Z tym jest niedobrze od dłuższego czasu, a od roku krytycznie. Pod względem misyjności (humanistycznej i edukacyjnej wartości przekazu) nadawcę publicznego zdystansowały już stacje prywatne niekorzystające z opłat abonamentowych.

W ofercie TVP są audycje, które w tytule mają słowo debata, ale w środku – naturę miesięcznicy. SŁOWO i PRAWDA, i cały z tym związany zbiór pojęć, który odróżnia człowieka od szympansa, są na antenie publicznej własnością partyjną. Przyszła pora, aby PiS zaczęło pokrywać z własnych funduszy wszystkie koszty manipulowania słowem i organizowania partyjnych ustawek w TVP. Jest skrajną nieuczciwością finansowanie propagandy partyjnej z publicznego abonamentu. Powinien wystartować ruch na rzecz zasądzenia zwrotu składek abonamentu wpłaconych w dobrej wierze na rzecz nadawcy publicznego.

Jacek Kurski przypomniał sobie o misji, ściskając się noworocznie z pewnym artystą disco polo, który do spółki z Marylą Rodowicz zapewnił największą widownię zabawie sylwestrowej TVP. Odkrył, że przecież może być misją to, co warszawka miała do tej pory za obciach, a co ludzie (dawniej: ciemny lud) kupią. W czerwcu, na stadionie Polonii w Warszawie, pod patronatem TVP odbędzie się wielki jubel 25-lecia disco polo w Polsce.

To będzie w dorobku prezesa drugie najpoważniejsze przedsięwzięcie misyjne. Pierwsze, w postaci franczyzy do „Ucha Prezesa” Roberta Górskiego, ma już za sobą.

Autor jest analitykiem telewizyjnym, współtwórcą STUDIA 2

Wydanie: 3/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy