Prezydent nie słucha Trójki

Prezydent nie słucha Trójki

To wielka niestosowność – publicznie pytać prezydenta dużego państwa, dlaczego jakaś stacja radiowa w jego kraju nie podała w piątek ważnej wiadomości. Bo niby skąd mąż stanu, który ma na głowie całe państwo, może wiedzieć, co niedobrego zrobił w piątek jakiś redaktor?! Kiedy zapytanemu uda się przy tej okazji dobrze odegrać rolę politycznego niewiniątka, obecni na konferencji sprawozdawcy, a za ich pośrednictwem także wszyscy telewidzowie, zostaną dodatkowo poinformowani o niczym niekrępowanej wolności mediów w ich kraju. Dowiedzą się np., że „jak ktoś zgwałci kobietę albo są gwałcone kobiety, będzie to natychmiast opisane ze szczegółami”.

Niestety, ludzie domagają się podobnie nieskrępowanego zachowania mediów także w przypadku innego rodzaju gwałtów, kiedy np. ofiarą przemocy politycznej pada jakiś przepis ustawy zasadniczej. Tak właśnie było w Berlinie kilkanaście dni temu. Pytanie dotyczyło postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który nakazał Polsce natychmiastowe zawieszenie przepisów prezydenckiej ustawy o Sądzie Najwyższym, a wymieniona stacja to PR III, czyli Trójka, jedna z rozgłośni radia publicznego, od trzech lat wszystkimi siłami obsługującego propagandowo partię i rząd PiS. A wspomniany piątek to był 19. dzień października, rozpoczynający weekend z niedzielnymi wyborami samorządowymi. Do kompletu brakuje jeszcze tylko informacji, że pytanie skierowane było do prezydenta naszego państwa, a w tej roli występował w Niemczech Andrzej Duda, siedzący na konferencji obok prezydenta Republiki Federalnej.

Niestosowność bez dwóch zdań dyskwalifikuje autora pytania, ale prezydent Duda wielkodusznie nie wypomniał jej dziennikarzowi. Wyznał szczerze, że nie słuchał radia, co spotkało się ze zrozumieniem, bo nikt nie sądzi, że prezydent może mieć coś takiego w zakresie obowiązków. I dodał jeszcze, że nie ma żadnego wpływu na media, które są wolne, i w tym miejscu opowiedział o gwałtach, które podobno zaświadczają o wyższości swobód polskich nad wolnością prasy w Niemczech. Jako wytworny mąż stanu nie powiedział tego dosłownie, tylko pozostawił rzecz domyślności gospodarza, na którego wymownie spojrzał.

Co sobie pomyślał w tym momencie Frank-Walter Steinmeier, zapewne przeczytamy po latach w jego memuarach, jeżeli kogoś będzie jeszcze interesowało, kto był prezydentem Polski 100 lat po zakończeniu I wojny światowej. A my, którzy tu i teraz żyjemy, możemy tylko wyrazić podziw dla postępów w nauce Andrzeja Dudy, który miał przecież prawo, a może nawet obowiązek przejąć od swojego prezesa i jego partyjnych kumpli cały katalog traktowania dziennikarzy z buta, a nie robi tego, mimo że siedzi na najwyższym urzędzie. W odpowiedzi na dowolne pytanie prezydent nie zawsze życzy reporterowi dobrego dnia, jak kiedyś Macierewicz, a dzisiaj nawet Suski, ale czasem podejmuje rozmowę, tyle że na swoich warunkach. Udaje, że nie chodzi o prezydencką ustawę, udaje, że jeszcze nie wie, o co może chodzić Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej, udaje, że nie uczestniczy w październikowej rewolucji nowogrodzkiej, która ma ustanowić rządy PiS w samorządzie, czyli już wszędzie w Polsce. I robi wrażenie człowieka, który nie jest zorientowany, że na potrzeby inwazji zmobilizowano cały transport rządowy i wszystkie usta Polskiego Radia PiS i TVPiS. Słowem, ma reportera za hetkę-pętelkę, a opinię, dla której dziennikarz pracuje, za ignorantów nieliczących się w rozgrywce politycznej. Nawiasem mówiąc, teraz z akcji promocyjnej TOK FM można się dowiedzieć, że prezydent – co prawda nie osobiście – słucha tego właśnie radia.

Za przykładem Dudy z pałacu podąża Duda ze związku zawodowego. Jego arogancki rzecznik o nazwisku Lewandowski odmawia akredytacji na zjazd organizacji dwójce niedoszłych sprawozdawców: dziennikarzom radia TOK FM i „Gazety Wyborczej”. Pisze do nich, że ma prawo zapraszać, kogo chce. Piotr Duda ma własne towarzystwo, ale jak się domyślam, dziennikarzom niekoniecznie chodziło o dopuszczenie do tego zacnego grona. Chcieli posłuchać obrad zjazdu Solidarności w Częstochowie, a gestorami tego prawa w państwie prawa nie mogą być pojedynczo ani obaj prominenci, ani cały ich związek.

Przez pierwsze 100 lat niepodległej Polski nie udało się tego wytłumaczyć uzurpatorom.

Fot. MemyGorszegoSortu

Wydanie: 45/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy