Siódme: nie kuś złodzieja!

Siódme: nie kuś złodzieja!

Gdyby złodziej wiedział, co się dzieje w głowie człowieka, któremu ukradł portfel bądź auto, może by pomyślał o jakiejś innej robocie. Opowiadał mi niedawno taksówkarz, że od 30 lat dwa-trzy razy w miesiącu śni mu się polonez. Nie z powodu urody, ale dlatego, że ktoś mu go rąbnął. W tym śnie, jak się zorientowałem, istotne było nie tyle auto, ile jeden moment jakby wyjęty ze złego snu: wychodzisz rano z domu, patrzysz – nie ma samochodu. Zawsze stał, dzisiaj nie. Stoisz natomiast ty i zastanawiasz się, czy zacząć głośno bluźnić przeciwko całemu światu, czy rutynowo udać się do komisariatu, by pozbyć się resztek złudzeń.

O ileż świat byłby piękniejszy, gdyby każdy poszkodowany miał pewność, że złodziejowi śni się co noc, że go diabli ćwiartują bez znieczulenia, kroją w plasterki, przekładają cebulą, nadziewają na patyczki i fru na piekielny grill… Aż wreszcie rabuś się budzi w zmoczonej pidżamie.

Niestety, żeby tak było, musiałby każdy nowy obywatel, zaraz po urodzeniu, poddać się operacji wszczepienia sumienia. Inaczej nie da się opanować dzisiejszego bałaganu, kiedy jeden ma w środku to, co go gryzie, gdy przytuli nie swoje, a drugi tego nie ma. Wielowiekowe próby zastąpienia sumienia toporem do obcinania złodziejowi wybranych członków, kodeksowymi obietnicami jeszcze boleśniejszych mąk, drutem kolczastym albo surowymi strażnikami, policjantami czy księżmi nie przyniosły dotąd dobrego rozwiązania. W każdym razie nie wywołały oczekiwanego strachu przed karą na ziemi ani przed zesłaniem do piekła na sądzie ostatecznym.

Ciągle nie ma śmiałka gotowego do odpowiedzi na bardzo starożytne pytanie: quis custodiet ipsos custodes? (kto będzie pilnować samych strażników?). Już widać, że mgr Ziobro nie da rady, zwłaszcza gdyby ktoś się pomylił i zamiast IPSOS, to znaczy samych, napisał PISOS, co może znaczyć samych swoich i dotkliwie utrudnić zadanie prokuratorowi. Najbardziej zaś musi martwić, że dzisiaj także Kościół zrzeka się odpowiedzialności za łamanie siódmego przykazania (nie kradnij!) przez strażników i złodziei, co przecież musi piekielnie obciążać sumienia i dusze wszystkich wymienionych.

W tej ważnej sprawie nikomu nie pozostawił złudzeń ks. Marek Gałęziewski, dyrektor cmentarza Stare Powązki. Zdarzyło się mianowicie, że z nagrobka Niny Andrycz zniknął posążek, kopia statuetki, którą aktorka dostała z okazji jakiegoś jubileuszu od Związku Artystów Scen Polskich, a zapragnęła mieć blisko także po śmierci. Opiekunka jej grobu udała się z tym kłopotem do dyrektora Powązek. Czytam w „Gazecie Stołecznej” (autor Tomasz Urzykowski), że ks. Marek powiedział pani Lilianie Śnieg-Czaplewskiej, która jest wykonawczynią testamentu Niny Andrycz, że powiadamianie policji o kradzieży nie ma sensu. Pani Czaplewska nie posłuchała księdza (grzech?!). Poszła i zgłosiła szkodę (obywatelski obowiązek!). I stał się cud. Wyłamaną z nagrobka statuetkę ktoś (podobno) podrzucił do cmentarnej świątyni – kościoła św. Karola Boromeusza.

Ks. Gałęziewski poradził opiekunce, by już więcej nie stawiała odnalezionego posążka na grobie, bo na złodziei nie ma siły. W ten sposób skapitulował w trójnasób: jako strażnik nekropolii, jako jej dyrektor i jako duszpasterz. Przed złodziejami, przed odpowiedzialnością i własnym posłannictwem.

Jak można było przewidywać, wkrótce nie zgodził się na powrót statuetki także wojewódzki konserwator zabytków, wychodząc ze słusznego założenia, że jak posążka nie będzie, będzie spokój, bo nikt go nie ukradnie. Dobra zmiana siódmego przykazania: nie kuś złodzieja!

Każda władza, nie tylko ta cmentarna i konserwatorska, gotowa jest dla mitycznego spokoju uciec jak najdalej od odpowiedzialności, do krainy nicnierobienia, w której grzechem jest kusić złodzieja. Jeden z licznych w moim życiu prezesów telewizji, dr Juliusz Braun, którego kadencja akurat przypadła na czas, kiedy TVP powinna była własnymi siłami wyprodukować porządny dokument o katastrofie smoleńskiej, publicznie usprawiedliwiał to zaniechanie potrzebą utrzymania spokoju politycznego w kraju. Udało się o tyle, że ani filmu, ani spokoju nie ma w dalszym ciągu.

Fot. archiwum prywatne

Wydanie: 16/2019

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy