Francuz, a się nadał

Francuz, a się nadał

Szukanie po świecie entuzjastów nie tyle polskiej, ile pisowskiej szkoły praworządności jest pewnie zadaniem nadzwyczaj skomplikowanym, skoro w całym ubiegłym roku znalazł się tylko jeden, naprawdę jeden jedyny Francuz, i to bardzo, bardzo niedzisiejszy. Nazywa się Jean-Pierre Norblin de la Gourdaine i ostatnio przebywał w Polsce ponad 200 lat temu. Typowy dla swoich czasów artysta wędrowny. Gastarbeiter, specjalność: malarstwo parkowe. Pracował głównie dla Czartoryskich.

Obraz Norblina (uwaga, nie należy mylić Francuza ze znanym warszawskim wytwórcą wyrobów metalowych i platerowych o tym samym nazwisku!) pod tytułem „Wieszanie zdrajców in effigie” został w ubiegłym roku przez prokuraturę katowicką powołany na świadka w pewnej w sprawie. I się spisał.

Po dwóch latach wożenia się z opinią publiczną śledztwo umorzono. Całymi miesiącami nic nie przychodziło śledczym do głowy, kiedy wpatrywali się w postacie sześciu odważnych bojowców, wystawionych przez cztery ugrupowania narodowe ziemi śląskiej i wyposażonych w podręczne szubieniczki oraz portrety na sznurkach do powieszenia. Po prostu pustka. Zero skojarzeń.

Dopiero genialna intuicja prokuratora generalnego naprowadziła ich na właściwy trop. Przecież to jest żywy obraz, który gdzieś widziałem! – zakrzyknął. Francuskiego malarza namierzono szybciej niż każdego z członków oddziału egzekucyjnego. Interpretacja wydarzenia jako „jedynie inscenizacji obrazu słynnego malarza” została oficjalnie zapisana w uzasadnieniu. Nie było w tym akcie artystycznym żadnej groźby przemocy. Sama w sobie inscenizacja była przejawem dopuszczalnej krytyki.

Sznurek i szubienice dość rzadko służą uprawianiu krytyki, ale jeżeli śledczy są innego zdania, wypada zmienić własny pogląd. Nie było zatem żadnej groźby w intencjach ani zachowaniach egzekutorów spod pomnika Korfantego w Katowicach. Oni sami zresztą zapowiadali, że chodzi im o wyrażenie sprzeciwu wobec pomówień przede wszystkim „zachodnich demoliberałów i ich mediów” przeciwko Polakom wyrażającym dumę w trakcie marszu niepodległości. Przez co rozumieć należy, że to ci liberałowie i ich media uchwalili w Parlamencie Europejskim w roku 2017 rezolucję wzywającą Polskę do obowiązującej w UE praworządności, w której wymieniono niesławny marsz, nawiasem mówiąc, też dobrą okazję dla dochodzeniówki, żeby przejrzeć piwnice muzealne i znaleźć coś z malarstwa lub fotografii, co narodowcy inscenizują na ulicach 11 listopada w Warszawie.

Dlaczego w takim razie w Katowicach nie powieszono „demoliberałów i ich mediów” z Zachodu, tylko przygotowano do egzekucji portrety polskich europarlamentarzystów, którzy głosowali za rezolucją jak olbrzymia większość?! Może śląscy sympatycy i członkowie środowisk narodowych, jak czule nazywa egzekutorów katowicka prokuratura, nie mają aktualnych zdjęć ani adresów, pod które należałoby wysłać indywidualne zaproszenia na egzekucję. Słowem, wiele było niedoróbek organizacyjnych w Katowicach, a przede wszystkim przegapiono wielką szansę odnowienia jakże pięknej, średniowiecznej tradycji wieszania czy w ogóle wykonywania kary in effigie (wyrażenie łacińskie, więc czyta się dosłownie tak, jak jest napisane, bez angielskiej napinki), czyli na wizerunku przestępcy, który umknął albo umarł.

Przez dwa lata żyłem w przekonaniu, że w Katowicach 5 listopada 2017 r. dopuszczono do symbolicznej egzekucji. Organizatorzy mieli potrzebne pozwolenia. Policja oświadczyła, że nie było powodów do interwencji. Do równowagi powróciłem dopiero w listopadzie zeszłego roku dzięki oświadczeniu katowickiej prokuratury, która nazwała egzekucję symbolicznym happeningiem i uwolniła uczestników od odpowiedzialności karnej.

Byłem przekonany, że prokuratura ordynarnie zwleka, tymczasem okazało się, że dla szubieniczek i sznurów te dwa lata to był czas niezbędny, aby dojrzały do postaci nowych symboli. Prokuratura zadbała o zapewnienie procesowi dojrzewania odpowiedniej temperatury i spokoju. I jeszcze ten Jean-Pierre! Czy jest jakiś prokurator na świecie, który by tak kochał francuskie malarstwo parkowe?

Z tęsknoty za happeningiem chyba niedługo ogłoszę casting do tegorocznego. Nie wolno przerywać nowej i tak starannie wypielęgnowanej tradycji dochodzeniowej.

Fot. Wikipedia.org

Wydanie: 2/2020

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy