Koszt narodowej wiagry

Koszt narodowej wiagry

Mój wkład w dzieło utrzymania pokoju na świecie jest bardzo mały. Chodzi raptem o dwa czyny z czasów młodości, które muszę tu utrwalić, bo na podręczniki nie mam co liczyć. Otóż sprułem musztrę u mjr. Proniewicza po pierwszym roku studium wojskowego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Siwy major był dla nas, szeregowych, jak ojciec. Zawsze wiedział, co knuje wróg i jaką należy dać mu nauczkę. Nie cierpiał erzaców. Na egzaminie w Collegium Novum na parterze było tak: w niekompletnym umundurowaniu (bez czapki) położył się na wznak na podłodze świeżo wysmarowanej szuwaksem i powiedział, że to jest grób nieznanego żołnierza. Z tej pozycji skierował do mnie pytanie egzaminacyjne w formie komendy: – Szeregowy! Idźcie i zachowujcie się regulaminowo!

Egzamin z musztry zdałem dopiero w sesji poprawkowej po wakacjach. Kilkanaście lat po II wojnie światowej udało mi się w ten sposób odwlec trochę wybuch następnej, bo przecież nie zaczęliby beze mnie, bez ważnego zaliczenia w indeksie.

Drugą okazję do wykazania się umiłowaniem pokoju na świecie dostałem na poligonie, już jako starszy szeregowy (jedna belka). Forsowaliśmy Wisłę pod Sandomierzem, nie wiem po co, bo po obu stronach byli nasi. Wojsko bardzo lubi wojny na poligonach, gdzie zwycięstwo jest nieuchronne, bo wroga wyznacza się spośród swoich albo bierze z castingu. Z rozkazu kpt. Kawy pozorowałem nieprzyjacielski czołg. Pobrałem stosowną makietę z dykty pomalowanej jednostronnie na zielono oraz jedną świecę dymną.

Czołg nie był poręczny ani w obronie, ani w natarciu. W każdym razie nie udało mi się za pomocą tej bestii wywołać popłochu w szeregach npla, a świeca w ogóle nie chciała puścić dymu. I to był cały mój wkład w utrzymanie pokoju. Dzięki mnie zwycięska ofensywa trwała krócej, niż przewidywał plan zajęć, i nie było strat w ludziach ani w sprzęcie. Rekwizyty wróciły do magazynu, zachowując dawną sprawność bojową. Jednak zamiast pochwały usłyszałem od kapitana, że wlokłem ten czołg „jak starą k… za włosy”, z czego wywnioskowałem, że w wojsku tak się nie robi, choć w literaturze przedmiotu nie udało mi się znaleźć potwierdzenia niegodziwości mojego zachowania na polu walki. Podobnie zresztą długo nie umiałem sobie wytłumaczyć, dlaczego kapral musi drzeć mordę i dawać wycisk kotom, żeby zostać sierżantem, i robić to aż do następnych szlifów. Otworzyła mi oczy dopiero książka Jerzego W. Borejszy „Ostaniec”, a w niej wspomnienie profesora z czasów studium wojskowego, już nie pamiętam, czy w Moskwie, czy w Kazaniu. Na jego uczelni najsurowszy był ppłk Winokurow od topografii. „Myślisz, że was męczę?!”, odezwał się kiedyś ów oficer do naszego studenta. „Mylisz się. Wrócisz do Polski. Zapyta cię marszałek Rokossowski – kto cię uczył wojskowego rzemiosła? Powiesz – pułkownik Winokurow. Ch… on, a nie pułkownik, ten Winokurow, powie Rokossowski. Dlatego muszę wymagać. Rozumiesz?”.

Po tej lekturze i ja zrozumiałem, choć wzmiankowanego rzemiosła uczono mnie w cywilnym Krakowie. Nie mieliśmy prawdziwych mundurów i nie ćwiczyliśmy inwazji na Nowy Jork. Owszem, walczyliśmy o pokój, ryzykując śmieszność, ale w granicach cesarstwa austro-węgierskiego.

Choć zmieniają się dekoracje ustrojowe i kostiumy ministrów obrony, pytania o wojnę i pokój pozostają niezmienne. Rozsądny mieszkaniec naszej części Europy znajdzie na nie odpowiedzi u Józefa Szwejka. Kto uważa, że np. nam bardziej się opłaca stroszenie piór, a dokładniej odstraszanie stroszeniem, niech uwzględni w rachunku koszt narodowej wiagry niezbędnej do utrzymywania tej pozycji.

Minister Macierewicz srożył się na konferencjach organizowanych w coraz to innej twierdzy Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Ale przynajmniej był bezkosztowy, bo obiecywał, a nie kupował. Minister Błaszczak tymczasem już nabył jeden helikopter i – jak się zdaje – nie zamierza się liczyć z pieniędzmi na zakupy w USA. A musi wiedzieć, że dodatkowo słono może go kosztować nieproliferacja. Bo jeżeli nowa technologia wycieknie ze zbrojowni PiS, opozycja bez wahania porzuci korkowce i zawilgocone kapiszony. Użyje wydajniejszej amunicji.

Fot. Paczaizm.pl

Wydanie: 8/2019

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy