Ameryka zadziera z Kurskim

Ameryka zadziera z Kurskim

Jacek Kurski ma już upragnione lustereczko, które codziennie go zapewnia, że jest najpiękniejszy na świecie. Dostał przecież od Jarosława Kaczyńskiego całą wielką telewizję. Kto ogląda TVPiS, widzi we dnie i w nocy, co w akcie wdzięczności obdarowany mały prezes obiecał za prezent dużemu prezesowi.

Była telewizja publiczna niby nienagannie obsługuje pisowski dwór, czerpiąc z bogatego dorobku wszystkich macherów od propagandy we wszystkich despotiach, od Austro-Węgier Franza Josefa poprzez Rosję cara Mikołaja aż po Albanię Envera Hodży i NRD Ericha Honeckera. A jednak musiało być coś jeszcze w przyrzeczeniach złożonych u tronu na Nowogrodzkiej przez namiestnika z Woronicza, skoro lustereczko zaczęło wykrzywiać buźkę Kurskiemu.

Czary przestały działać, kiedy wyobrażenia prezesa o wielkości widowni pisowskiej telewizji zderzyły się z wynikami obiektywnego pomiaru oglądalności pozostałych stacji w Polsce. TVPiS nie jest czempionem na naszym rynku telewizyjnym, a Jacek musiał przecież dać słowo Jarkowi, że za to cacko, które dostał, w mig i bezapelacyjnie pokona konkurencję. Zuch, ale nie dał rady.

Z nauk wielkiego Stalina Kurski zapamiętał tę o wyborach: nieważne, jak ludzie głosują, najważniejsze, kto liczy głosy. Na polskim rynku telewizyjnym pomiarem oglądalności zajmuje się Nielsen Audience Measurement (NAM). Za codzienne raporty z wynikami badań trzeba oczywiście płacić, i to nie tysiące, ale miliony złotych rocznie. Trudno się dziwić bardzo ludzkiemu odruchowi prezesa, który zaprotestował, że za tak duże pieniądze dostaje tak niewielkie wyniki. Liczył na początku, że to ktoś od Tuska albo Timmermans sprowadził NAM do Polski, jak kiedyś zainstalowano Krzyżaków. Bez wahania i z ogniem w oczach wystąpił z oskarżeniami przeciwko celowemu zaniżaniu wyników jego stacji.

Okazało się, że nie tylko TVPiS jest ofiarą Nielsena. Międzynarodowy spisek objął już większość państw świata. Nadawcy, producenci reklam i reklamodawcy zrzeszeni w International Advertising Association (IAA) z siedzibą w Nowym Jorku umówili się, że będą szanować wyniki badań widowni w panelu zaakceptowanym przez prawie 80 państw. I to działa. Jest jaki taki porządek na ogromnym rynku, bo wszyscy szanują zasady funkcjonowania przemysłu reklamowego.

Kurski się przestraszył własnych zapowiedzi, że zerwie umowę z Nielsenem, ale nie zrezygnował z wypowiedzianej mu wojny. Otworzył nowy front. Zaczął mierzyć sam, do spółki z operatorem kablowym Netia. To nic, że ten operator może liczyć tylko swoich abonentów i tylko stacje, które ma we własnym portfolio, czyli 80, a samych polskojęzycznych jest u nas prawie 200. To nic wreszcie, że to, co robi Netia, można nazwać jedynie badaniem aktywności własnego dekodera u 180 tys. klientów. Kurski mnoży ten wynik przez 2,7 (taka jest przyjęta w Polsce średnia liczebność rodziny) i wychodzi mu, że najwięcej osób ogląda jego telewizję. Wmawia „ciemnemu ludowi”, że to jest MOR, model oglądalności rzeczywistej. Z rzeczywistością ta metoda ma tyle wspólnego, ile komunikaty wicemarszałek Mazurek o stanie kolana prezesa. Z panelem telemetrycznym, reprezentatywnym dla całej populacji i wszystkich nadawców sygnału, też nic, zero. Jest jego karykaturą.

Na starym froncie wojny z Nielsenem Kurski sięgnął po nową broń, kiedyś już wypróbowaną przez tego tropiciela dziadków w Wehrmachcie. W niedzielę 17 czerwca obwieścił w „Wiadomościach”, że szefowa spółki Nielsena w Polsce pracowała kiedyś w CBOS (Centrum Badania Opinii Społecznej), które było „jednym z głównych narzędzi komunistycznej propagandy”. Pomiar Nielsena nazywa się kontrowersyjnym; za chwilę dla TVPiS to będzie tzw. pomiar.

IAA przysłało w tej sprawie ostrzeżenie (list ujawnił portal Wirtualne Media), że taki materiał może mieć szkodliwy wpływ na postrzeganie telewizji Kurskiego i wizerunek Polski w świecie. Ameryce się wydaje, że niczego nie ryzykuje, zadzierając z Kurskim?!

Wydanie: 28/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy