Fejki do szkoły

Fejki do szkoły

Łukasz Jakóbiak, dobrze wyrośnięte i utalentowane dziecko internetu, ma w sieci własny show „20m2”. Jego widownia jest jakieś pięć razy większa od tej, którą gromadzi nowa śniadaniówka TVP 1 „Dzień dobry, Polsko!”, czyli program kierowany do ludności zamieszkującej 312 679 km kw.

Kosmiczne parcie na szkło wydmuchało Łukasza z Polski do Kalifornii, gdzie od dawna chciał wylądować u stóp niejakiej Ellen DeGeneres, gospodyni kultowego talk-show. I spełnił się jego amerykański sen. Jakóbiak wystąpił w programie. Jego życiowe pięć minut przedłużyło się do 20, bo tak długo udawało mu się odkładać upiorny koniec, kiedy nieuchronnie musiał dać znać widzom, że to jest lipa. W programie tylko on był sobą, a cała reszta jego teatrem: Ellen, studio, palmy i Kalifornia na 20 m kw.

Nie jest ważne, ilu widzów umarło z podziwu dla Łukasza, a ilu do samego końca mu zazdrościło, że siedzi obok gwiazdy Hollywood. Mistyfikacja była naprawdę zręczna i w oczach młodych widzów mogła dość długo uchodzić za transmisję rzeczywistego wydarzenia. Nie jest również istotne, czego dotyczyła sama rozmowa Łukasza z Ellen przed kamerą, bo w tym miejscu kuli ziemskiej dotyczy ona zawsze tego samego. Najważniejsze, co się stało potem. Otóż ten prawdziwie śmieszny numer wywołał śmiertelnie poważną dyskusję na forach, czy tak można oszukiwać w tym miejscu, to znaczy w mediach społecznościowych.

Burza z pewnością sponiewiera Jakóbiaka, a wszystkie nauki z tej lekcji będzie można wyciągać, dopiero jak chłop trochę przeschnie i dojdzie do siebie. Nie należy mu życzyć, by spadł w oglądalności do poziomu „Dzień dobry, Polsko!”, ale nie można wykluczyć, że dużo zapłaci za nadwyrężenie zaufania followersów.

Wszelkim nadawcom niech ten incydent przypomni, że jakiekolwiek przeinaczanie pozostaje zawsze w sprzeczności z misją. A wszystkich odbiorców niech nakłoni do zwiększenia krytycznego dystansu do tej ogromnej kupy wideo, którą pochłaniają codziennie przez prawie cztery godziny.

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, musi się nauczyć, albo trzeba go nauczyć, że to, co widzi na ekranie, to może być prawda, ale może tylko udawać prawdę, a w rzeczywistości jest podstępną przynętą. Najczęściej nadawcy, Łukaszowi też, chodzi wyłącznie o zbałamucenie jak największej liczby internautów i widzów, słuchaczy i czytelników. Reguły przyzwoitości wyparowały z komunikacji. Pojawiły się alternatywne fakty, czyli kłamstwa, fałszywki i zmanipulowane brednie. Stało się tak, zanim zaczęły powstawać stacje sanitarne do wykrywania i zwalczania groźnych infekcji w przekazie elektronicznym. I jest już za późno, żeby mieć nadzieję na ręczne powstrzymanie pandemii fejków w sieci.
Skuteczniejsza od walki wręcz z kłamstwem, propagandą i manipulacją może się okazać ofensywa przyzwoitości. Za światowy sygnał do takiej ofensywy można uznać decyzję Fundacji Wikimedia, wydawcy Wikipedii, o zablokowaniu „Daily Mail” i serwisu internetowego tego dziennika z powodu wybiórczego i kreatywnego traktowania faktów w jego praktyce redakcyjnej. Linki do brytyjskiej gazety zostaną usunięte z Wikipedii. Fundacja uznała, że jej wielki wynalazek traci na reputacji, kiedy powołuje się na „DM” jako źródło, i postanowiła wyłączyć gazecie prąd.

Bardzo niedawno Szwedzi dowiedzieli się od amerykańskiego prezydenta, że wybuchły u nich zamieszki, o których sami nie mieli pojęcia. Z tego powodu, i to jest najbardziej obiecujący znak, choć niestety nie na naszym niebie, szwedzki minister oświaty postanowił przyśpieszyć wprowadzenie do szkoły podstawowej nowego przedmiotu nazwanego fake news. Nauczanie rozpocznie się dopiero od roku 2018, bo tak dziwnie ukształtowała się u nich tradycja oświatowa, że reformę najpierw się przygotowuje, a potem wprowadza, a nie odwrotnie.

Unia Europejska dała 30 dni Facebookowi, Twitterowi i Google’owi, żeby uporały się z oszustami w serwisach społecznościowych, którzy zamieszczają nieuczciwe oferty. Nie będzie im łatwo zdejmować z siebie odpowiedzialności za cokolwiek, co nieprzyzwoitego dzieje się na ich platformach.

Jan Maria Jackowski, senator nieznanej mi ziemi, ale dobrze znanych barw, proponuje oznakowanie mediów z obcym kapitałem, tak jak oznacza się paczki papierosów. Nie, żeby dosłownie grozić czytelnikowi, że wcześniej umrze (kurcy pomirajut rano, można przeczytać na ukraińskich papierosach), ale ostrzec, np. tak: „Czytasz materiał propagandowy polityki niemieckiej”. Częścią polskiej ofensywy przyzwoitości powinien być czerwony pasek w „Wiadomościach” TVP 1, że audycja zawiera lokowanie produktu PiS.

Wydanie: 13/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy