VAT od wolności

VAT od wolności

Ciekawe, czy stanie kiedyś w Warszawie pomnik Nergala. Za istnienia PiS pewnie nie, ale można sobie wyobrazić, że kiedy już cały plac Kaczyńskiego (dawniej Piłsudskiego, jeszcze dawniej Zwycięstwa) zarośnie lasem pomników, ktoś odkryje, że przecież brakuje kota. I w ten sposób któryś z ulubionych behemotów wielkiego przewodniczącego trafi na cokół. A po latach będzie już łatwiej do słynnego diabła dostawić Adama „Nergala” Darskiego.

Gdyby dzisiejszy artysta rzeźbiarz, umiłowany i opłacony przez resort, stanął przed takim zadaniem, z pewnością zobaczylibyśmy na projekcie schody prowadzące głęboko w dół, do piekła, a na ich końcu domniemanego satanistę Nergala. I nie da się odmówić zalet takiej koncepcji. Będzie utrwalonym w marmurze głosem pobożnego polskiego kamieniarza patrioty, polemiką z opiniami zagranicy, że piekła nie ma. I nie trzeba będzie wykuwać samego Nergala, bo i po co. Darski jest przystojnym mężczyzną. Co gorsza, nie ma takiego drugiego – ponieważ brat kiedyś wyemigrował z kraju, nie można go z nikim pomylić ani tak wepchnąć w tłum konkurencyjnych pomników, żeby nic Nergalowego nie górowało na placu.

Ważna jest nie tylko oszczędność samego budulca. Istnieje jeszcze obawa, że magnetyzm żywej postaci Adama Darskiego może się udzielić wyrzeźbionej figurze i wywoływać niepokoje społeczne na placu, który przecież ze względu na bezpieczeństwo państwa przeszedł na własność wojewody mazowieckiego. Taka sytuacja zawsze generuje nowe koszty. Nie wiadomo, czy dwóch policjantów w systemie trzyzmianowym sprosta wymaganiom porządkowym, czy trzeba będzie sięgnąć po zasieki wypróbowane podczas procesji.

Trzeba pomyśleć o tym pomniku, chociaż Polska ma na razie Nergala – jak on sam twierdzi – w dupie. I pewnie po latach ta okoliczność może zainspirować autora przyszłego monumentu, zwłaszcza kiedy zacznie on główkować nad inskrypcją. Wówczas już różne wyrazy, które uchodzą jeszcze za nieprzyzwoite albo co najmniej niestosowne, będą miały obywatelstwo w radiu i w gazetach, tak jak je mają dzisiaj w kinie i na ulicy. Nikt nie użyje klauzuli sumienia literackiego, żeby zapobiec wyryciu w kamieniu tego szczerego wyznania artysty muzyka, kompozytora, wokalisty i autora tekstów, lidera Behemotha, pierwszego polskiego zespołu, którego nagrania trafiły na amerykańską listę Billboard 200.

Namawiam innych do odwagi, a sam śmiałości nie miałem, aby umieścić w tytule te jakże prawdziwe słowa o relacjach między Polską a Nergalem?! Z publicystycznych względów wybrałem z rozmowy Marka Górlikowskiego z Adamem Darskim (Wyborcza.pl/magazyn) cytat anatomicznie mniej ponętny, za to trafniej oddający stosunek dzisiejszego państwa polskiego do Polaka Nergala. „To, co spotyka mnie obecnie w Polsce – mówi artysta – traktuję trochę jak podatek VAT od mojej wolności”.

Nergal przykładnie płaci podatki i nie czuje się ofiarą modnego uszczelniania VAT. Jest ofiarą uszczelniania wolności artysty i człowieka w Polsce. Polska lubi go oskarżać.

Raczej słabo znoszę muzykę metalową, chociaż ostatnio spodobał mi się kawałek Metalliki w „Twarzy” Małgorzaty Szumowskiej. Po hałasie nie odróżniam Nergala od reszty. Mam najwyższy szacunek dla innego jego talentu niż ten, który mu dał światową markę. Ten zdolny człowiek ma oczy dookoła głowy i umie trafnie nazywać to, co widać na rumowisku polskiej demokracji. I robi to ciekawiej niż całe zastępy politologów i antropologów kultury, dziennych i wieczorowych magistrów.

Jego Behemoth nie jest w prostej linii krewnym Behemota, diabelskiego towarzysza i sługi Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa. Błaznuje na ogół poważniej niż on. Zespół najpewniej zapożyczył nazwę ze źródła bardziej religijnego od powieści. Tropy prowadzą do Wycliffe Bible z roku 1388. Papież Grzegorz XI potępił tezy Wiklefa, ale Jan Hus nimi się przejął. Hus ma pomniki niedaleko od Polski. Nergala nie wolno trzymać w niepewności, czy należy mu się stos, zanim trafi na pomnik.

Wydanie: 19/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy