Prezes TVP żąda od państwa, żeby mu nie psuć życiorysu

Prezes TVP żąda od państwa, żeby mu nie psuć życiorysu

Prezes TVP chyba gdzieś się wybiera, bo zaczął pisać swoje CV. Właśnie parsknął gniewnie w liście do pani premier, że nie ma środków na utrzymanie, a nie może splamić sobie życiorysu likwidacją Telewizji Biełsat.

Panią Beatę Szydło musiał zaskoczyć gniew Jacka Kurskiego, bo ciągle trzyma na premierowskim biurku dość świeże pokwitowanie od tego niewdzięcznika, który wziął od rządu wielką kasę. Sprawa jeszcze nie przyschła. Przeciwnie, wszystko wskazuje na to, że będzie rozwojowa przez najbliższe dziesięciolecie, a Kurski już się domaga nowego wsparcia, chociaż obraca pieniędzmi, za które mógłby utrzymać dwa tuziny takich stacji jak polska telewizja po białorusku.

Głównym inwestorem Telewizji Biełsat było do tej pory polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pokrywało mniej więcej dwie trzecie kosztów tego nadawcy. Minister Waszczykowski kutwił od początku, ociągał się i płacił coraz mniej, aż nareszcie zerwał umowę. Pomyślał zapewne, że jeśli jego rząd daje telewizji 800 mln zł (Ludu mój, to prawie dwa razy więcej, niż ta telewizja jest zdolna sama uzbierać z abonamentu!), to on już nie musi dosypywać resortowych groszy. Zdumiał go pewnie ten list jeszcze bardziej niż jego szefową.

Jacek Kurski domaga się od Beaty Szydło „jasnej deklaracji Państwa Polskiego”, czy ma zamknąć Biełsat, bo musi to zrobić, jeżeli nie dostanie nowych pieniędzy. Chce mieć w sprawie likwidacji tego kanału, cytuję za portalem WP: „placet możliwie najwyższej rangi”. Tak oto zwraca się do premiera rządu prezes dołującej spółki skarbu państwa, właśnie podłączony do rządowego respiratora. Nawet uwzględniając trudne dzieciństwo Kurskiego, nie można tego nazwać inaczej niż bezczelnym, politycznym szantażem.

Afera robi się niesłychana i rodzi nowe pytania dotyczące głośnych już 800 mln zł. Kto w istocie dał te pieniądze telewizji? Czy pani premier nie uzależniła swojej zgody od zmian w zarządzie spółki z Woronicza i bezwarunkowego odejścia jej nieudolnego prezesa?! Dlaczego na poziomie KRRiT i Rady Mediów Narodowych nie ustanowiono żadnego powiernictwa ani nie powołano poważnego organu do monitorowania wydatków z nowego portfela?

Bezprecedensowy charakter rządowej zapomogi wymaga nowych rozwiązań w otoczeniu ustrojowym dawnej telewizji publicznej, którą Jacek Kurski zamienił w upadające gospodarstwo folwarczne centrali PiS przy Nowogrodzkiej. Bezpośrednie zainkasowanie dotacji rządowej przez taką jednostkę to jest jakaś niewysłowiona porażka. Można by ją porównać z sytuacją upadającego Państwowego Gospodarstwa Rolnego, które po cichu doiło państwo, aby głośno kłamać o sukcesach kołchozowej gospodarki.

Kurski oczywiście nie zlikwiduje Biełsatu, nawet gdyby ktoś uniemożliwił mu podzielenie się odpowiedzialnością za to z panią premier. Bez udziału lekarza nie da się zresztą ustalić, o co tu chodzi. Jeżeli Biełsat ostatecznie padnie ofiarą nowej intrygi prezesa, w jego dorobku zawodowym ten czyn na pewno nie trafi do pierwszej dziesiątki kuglarskich sztuczek, które umożliwiły temu znanemu sprawcy wyprowadzenie dziennikarstwa na manowce, a z jego CV nie dadzą się nigdy wygumkować.

Nie wiadomo, co komu prezes obiecał za rządowe pieniądze, zwłaszcza Prezesowi. Mniej więcej jednak już wszystko widać o 19.30. Będzie jak za dawnych lat. Zaczynamy od gospodarskich wizyt i niezmiernie ofiarnej pracy członków rządu w lasach i na polach. Potem pierestriełka wytypowanych w przekazie porannym mord zdradzieckich i na koniec jakaś nauczka dla Europy, która ciągle nie rozumie swoich błędów.

Na deser gość programu. Tu miałbym uwagę. Nieelegancko jest nazywać gośćmi zapraszanych do studia gospodarzy, właścicieli całego tego folwarku.

Poza tym zgoda. Dopóki Prezesowi nie uda się postanowić za wszystkich, że każdy Polak w poczuciu odpowiedzialności uzna za swój obowiązek zaprzestanie oglądania innych stacji.

Wydanie: 35/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy