Dlaczego Polacy przestają uczestniczyć w masowych manifestacjach?

Dlaczego Polacy przestają uczestniczyć w masowych manifestacjach?

Prof. Marek Kosewski,
psychologia społeczna, Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania w Warszawie
Przyczyny tego są dosyć łatwe do odczytania: 1. Demonstracja lub manifestacja mają sens wtedy, gdy dajemy wyraz zdecydowanemu stosunkowi do czegoś dla nas ważnego, mając po drugiej stronie równie wyrazistego opozycjonistę, np. władzę lub jakąś zorganizowaną część społeczności. W istniejącej u nas realnej demokracji rząd nigdy nie mówi NIE, zastępując to TAK, ALE…, bo chce się przypodobać publiczności. Nawet Jarosław Kaczyński, jeśli nieopatrznie da jasno wyraz temu, co naprawdę myśli, natychmiast się z tego wycofuje. Za czym więc lub przeciw czemu tu protestować lub co demonstracyjnie popierać? Nie ma się za co złapać, a przy okazji można wyjść na głupa. 2. Dyskurs społeczny i polityczny przestał być porywający, rozmienił się na drobne. Przestało chodzić w nim o fundamentalne wartości decydujące o poczuciu własnej godności, o wolność, sprawiedliwość, uczciwość, solidarność. Skupił się na interesach mniejszych lub większych grup i społeczności. Manifestowanie w imię własnego interesu ma u nas miejsce, trudno jednak wtedy o prawdziwe emocje, aby bronić swojego przywileju jak niepodległości. Trudno także o masowe poparcie dla partykularnego interesu. 3. Do masowej manifestacji musi zachęcić jakiś autorytet, człowiek lub ludzie darzeni zaufaniem i szacunkiem. Byli tacy, ale uczestnicząc w rządach realnej demokracji, rozmienili się na drobne, stali się „normalni”, troszcząc się o interes własny lub swojej partii. Polacy słuchają, czy ktoś woła o wartości – ale nikt wiarygodny nie woła, więc zostają w domu i oglądają telewizję. Te trzy przyczyny wydają mi się najważniejsze. To one także decydują o malejącej frekwencji wyborczej – wybory to też masowa manifestacja poparcia.
Dr Małgorzata Grabus,
zarządzanie zasobami ludzkimi, psychologia organizacji, Wyższa Szkoła Finansów i Administracji w Sopocie
Powodem jest wzrost znaczenia sfery prywatnej lub możliwość jej akcentowania. Manifestacje odbywają się w przestrzeni publicznej, która nie kojarzy się pozytywnie: jest brudna, zaniedbana, wzięta we władanie przez przestępców, brutali i oszołomów. Różnorodność form spędzania wolnego czasu w towarzystwie jest coraz bogatsza, a tam można znaleźć inne, nowe podniety. Mam wybór, a czasem łatwiej wybrać nierobienie niż działanie. Jest też niechęć do dyskusji czy debaty w imię zachowania dobrych relacji. Wyjście na manifestację pokazuje, że ktoś opowiada się za jakąś opcją lub przeciw czemuś. To naraża na porównania lub utożsamienie nie zawsze z osobami czy zjawiskami, z którymi człowiek chce być identyfikowany. Może lepiej zachować swoje poglądy dla siebie?

Prof. Maria Lewicka,
psychologia społeczna, UW
Myślę, że (masowe) uczestnictwo w (masowej) demonstracji w demokratycznym kraju jest możliwe wtedy, gdy ludzie mają poczucie, że ich poglądy są podzielane przez innych podobnych do nich. Gdy podziały na „nas” i „onych” są klarowne, decyzja o masowym udziale jest prosta. Gdy podziały zaczynają iść w poprzek społeczeństwa, gdy dzielą znajomych i przyjaciół, wtedy motywacja do otwartego manifestowania poglądów musi osłabnąć. A poza tym w manifestacji musi być element spontaniczności i braku presji z zewnątrz. Tak było za „Solidarności”, w czasie wizyt papieża, po jego śmierci. To już nie te czasy, że na protesty zwozi się ludzi autobusami, żeby zamanifestowali „słuszne poglądy”. I po trzecie, niedawne „uroczystości” na Krakowskim Przedmieściu pokazują, że brak udziału jest najbardziej racjonalną i dojrzałą decyzją, jaką można było podjąć.

Dr Jerzy Głuszyński,
socjolog, dyrektor Instytutu Pentor
Nie ma klimatu rewolucyjnego do manifestowania racji na ulicach i wiecach, nawet w takim stopniu, jak to się dzieje we Włoszech czy we Francji. Powody są wielorakie. Mamy za sobą zwycięską rewolucję solidarnościową, która odniosła skutek i ogólnie jest w nas poczucie awansu i poprawy. Powodów do silnego rozczarowania jest mniej, bardziej dotyczą konkretnych kategorii zawodowych, np. pielęgniarek, górników, ale wyczerpał się potencjał protestu narodowego i społecznego. Społeczeństwo jest zróżnicowane, to, co dobre dla jednych, nie jest dobre dla drugich. Jesteśmy ciągle na etapie budowania pozycji jako państwo. Kapitalizm, demokracja, reguły wolnego rynku jeszcze nam się nie przejadły, bo w porównaniu z tzw. starymi demokracjami są u nas zbyt krótko. Masowe protestowanie zależy nawet od klimatu, w cieple łatwiej wiecować niż przy niepogodzie. Do tej pory manifestacje uliczne były zarezerwowane raczej dla lewicy. Populistyczny protest został jednak przejęty przez środowiska konserwatywne, co jest efektem koncepcyjnej i organizacyjnej degrengolady lewicy. W Polsce nie zadziałał ruch zielonych ani ruchy antyglobalistyczne, ruch feministyczny zaś, w którym uczestniczy była pierwsza dama i była minister, jest elementem establishmentu i odbywa się w ramach elity, a nie szerokiego sprzeciwu społecznego.

Wydanie: 16/2011

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy