W jaką obietnicę najchętniej byśmy uwierzyli?

W jaką obietnicę najchętniej byśmy uwierzyli?

Wiesław Łagodziński,
Główny Urząd Statystyczny
Po pierwsze, w zagwarantowaną pracę, po drugie, w lepszą płacę, a także w to, że będzie malała inflacja. Uwierzylibyśmy, że ilość pieniędzy do własnej dyspozycji, po odliczeniu wydatków koniecznych, będzie rosła, co oznaczałoby, że będziemy mogli oszczędzać, kupić samochód, zmienić instalacje w domu, kupić sprzęt audio-wideo itp., pojechać nad morze, kupić dodatkowe przedmioty budujące nasz prestiż, działkę, elegancki rower (poza samochodem) itd. Uwierzylibyśmy w obietnicę gwarancji pracy dla siebie i dla naszego dziecka, w edukację którego włożyliśmy od cztery do pięciu razy więcej środków niż 10 lat temu. Chodzi także o perspektywę pracy w Unii Europejskiej. Uwierzylibyśmy w obietnicę, że łatwiej nam będzie dbać o zdrowie własne i naszych dzieci, że będą tańsze leki i dostęp do lepszego lekarza. Uwierzylibyśmy w zapewnienia, że nie ukradną nam naszego samochodu, że nasza nastoletnia córka bez obawy może wieczorem wyjść z jamnikiem na spacer i nic jej się nie stanie.

Prof. Janusz Sztumski,
socjolog, Uniwersytet Śląski
Ludzie życzą sobie stabilizacji ekonomicznej, aby sytuacja się nie pogarszała, by nie następował wzrost bezrobocia. Chcielibyśmy stabilizacji na przyzwoitym poziomie, nieco powyżej minimum socjalnego. Ludzie życzą sobie spokoju, aby czuć się bezpiecznie na ulicy, w tramwaju, pociągu, nie chcą zagrożeń nie tylko ze strony światowych centrów terrorystycznych, ale i miejscowych osobników czujących się bezkarnie i będących bezkarnymi, bo wymiar sprawiedliwości dosięga tylko tych, którzy nie potrafią się bronić. Liczy się też wiarygodność obiecującego, która zależy od tego, w jakim stopniu dotąd dotrzymywał słowa.

Magdalena Środa,
filozof, etyk, Uniwersytet Warszawski
Im bardziej przyjemna jest treść obietnicy, tym mniej prawdopodobna jest możliwość jej realizacji. Obiecywanie powszechnego dobrobytu, łatwego zbawienia czy po prostu kolorowego życia jest niemożliwe, bo niewiarygodność tegoż „w oczy kole”. Obietnica, której realizacja jest prawdopodobna, ale której koszty będą wielkie, a gratyfikacje symboliczne (na przykład: „Będzie ciężko, ale za to wasi wnukowie będą z was dumni”), nie należy do zbioru obietnic, w które chętnie byśmy wierzyli. Wierzylibyśmy w nie raczej z rozsądku, ale z pewnością nie z zapałem. Pytanie o obietnicę odsłania zasadniczą dla naszego życia społecznego antynomię. Albo jesteśmy krajem katolickim, którego większość (bardzo znaczna) obywateli wierzy w wartość zbawienia, a wtedy narzekanie na biedę, cierpienie, niesprawiedliwość i bezrobocie nie ma żadnego sensu (bo wszak obietnica zbawienia owe nieprawidłowości bierze pod uwagę i je gratyfikuje), albo jesteśmy państwem demokratycznym i świeckim, a wtedy trzeba uwierzyć, że jeśli naszym celem ma być dobrobyt (a nie zbawienie), to dla jego realizacji potrzeba raczej polityki małych kroków, rozsądku, praworządności i pracy, a nie obietnic i „ciepłych” wizji.

Urszula Krasowska,
dyrektor działu badań społecznych i politycznych OBOP
Polacy wierzą w obietnice przedwyborcze, a potem się rozczarowują, zwłaszcza gdy ci, którzy dochodzą do władzy, nie potwierdzają obiecywanych sukcesów i nie ma kontynuacji obietnic. Ludzie wierzą w to, na czym się nie zawiedli, w rodzinę, która jest znaczącą ostoją, w swoich deklaracjach wierzą też w Boga. Część społeczeństwa wierzy, że będzie lepiej, gdy wejdziemy do Unii, ale to nie jest większość. Polacy wierzą też w inne rzeczy, są np. przesądni, unikają czarnego kota, piątku 13 i nie chcą podejmować wtedy ważnych decyzji.

Andrzej Tucholski,
psycholog pracy
Człowiek najlepiej zapamiętuje takie obietnice, które są zbieżne z jego oczekiwaniami i obawami. Wierzy w likwidację zagrożeń, gdy ma poczucie mniejszego bezpieczeństwa. Zapamiętuje takie obietnice, a nawet je nadinterpretuje, zgodnie z własnymi ocenami rzeczywistości i osobistymi celami, które chce realizować w życiu. Ma pozytywny stosunek do obietnic, które zapewniają realizację jego celów, integrują się z nim we wspólnym celu lub biedzie. Najłatwiej zapamiętujemy i nadajemy osobisty kontekst sprawom bezpieczeństwa.

Anna Tanalska-Dulęba,
psychoterapeutka i tłumaczka
W mojej praktyce ludzie mówią, że nie wierzą w żadne obietnice, są sceptyczni i dlatego szukają pomocy u psychoterapeuty. Liczą, że on weźmie odpowiedzialność i naprawi im życie, bo rzeczą specjalisty jest naprawianie życia. Tę utopię podtrzymują rozmaite media, a ludzie są gotowi uwierzyć w mit specjalisty. Wierzą też w różne poradniki, np. jak być młodym, bogatym, zdrowym w weekend, jak dobrze wychowywać dziecko itp.

Sławomir Wiatr,
minister, pełnomocnik rządu ds. informacji europejskiej
Część Polaków będzie wierzyła w każdy typ obietnicy, będzie szukała światełka w tunelu i spodziewała się, że będzie lepiej. Takich obietnic słucha się najchętniej. Część opinii publicznej nie wierzy jakimkolwiek obietnicom, twardo stąpa po ziemi. Nie wiemy, jaki jest efekt naszej kampanii informacyjnej, potrzebna byłaby analiza, oczekujemy jednak, że poznamy odpowiedź na pytanie, czy Unia Europejska daje nam szanse na przyszłość, bo możemy być bogatsi, lepiej zorganizowani, zdrowsi itd. Wiele jednak zależy od tego, z czyich ust płyną zapewnienia. Np. redaktorowi Wołoszańskiemu ludzie mogą wierzyć, bo on nie tyle opowiada, jak dobrze będzie Polsce w Unii, ile pokazuje, co zyskały kraje już przyjęte, zwłaszcza wstępujące niedawno. Zresztą jeśli chodzi o naszą kampanię, jeszcze nie wkroczyliśmy w fazę obietnic.

Marek Janicki,
prezes agencji reklamy McCann Erickson
Obietnice dotyczące różnych reklamowanych produktów mają sens, jeśli w odczuciu konsumentów przynoszą korzyści materialne, emocjonalne, prestiżowe i inne. Np. perfumy nie dają korzyści materialnych, ale emocjonalne, może społeczne, samochód daje inne korzyści: finansowe i użytkowe. Istnieje oczywiście milczące założenie, że obiecywane korzyści są prawdziwe. Podając nieprawdziwe obietnice, nie można klienta trwale związać z produktem ani nadawcą reklamy. Reklama oparta na niespełnionych oczekiwaniach ma krótkie nogi. Klient już do produktu nie wróci, nabierze nieufności do marki. Nierzetelne obietnice nie są więc profesjonalnie stosowane w reklamie.

Prof. Tadeusz Kowalik,
ekonomista
Społeczeństwo najchętniej uwierzyłoby, że rząd ma program zwalczania bezrobocia, zwłaszcza że koalicja SLD-UP obiecywała to jako najważniejszy problem do rozwiązania po wyborach parlamentarnych. Niestety, programy rządowe zakładają, że do końca kadencji rządu, tj. do 2005 r., nastąpi zwiększenie bezrobocia, a nie zmniejszenie. Widać po zestawieniu danych dotyczących przyrostu ludności w wieku produkcyjnym i planowanego wzrostu zatrudnienia, że dla kolejnych kilkuset tysięcy osób zabraknie pracy, a tego nie wypełnią nowe przedsiębiorstwa ani samozatrudnienie. Społeczeństwo nie ma w co wierzyć, skoro rząd nie ma programu w najważniejszej i katastrofalnej sprawie. Nawet prognozy mówiące o możliwych niepokojach społecznych nie mobilizują rządu do przedstawienia programu zwalczania bezrobocia.

Wydanie: 47/2002

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy