Dlaczego Polacy nie szanują swego państwa?

Dlaczego Polacy nie szanują swego państwa?

Prof. Tomasz Nałęcz,
wicemarszałek Sejmu, historyk
Znam wielu Polaków, którzy szanują swoje państwo, dostrzegam jednak również inne zachowania, które można objaśnić argumentami z dziedziny historii. Szacunek dla państwa rodził się w Europie wraz z upowszechnianiem się świadomości narodowej i politycznej od XVIII w., a więc w okresie, gdy Polska nie miała swojej państwowości. Tego nie było w stanie odwrócić dwudziestolecie międzywojenne, zaś okres PRL, kiedy ta forma państwowości nie była akceptowana przez wielu obywateli, odnowił stary sposób myślenia. Potocznie np. obowiązywało przekonanie, że „zabrać państwowe to nie kradzież”. Nawyki te nadal pokutują w naszej świadomości i stanowią podłoże np. dla niezasługujących na usprawiedliwienie posunięć opozycji, która w walce politycznej przedstawia legalne władze polskie jako uzurpatorskie.

Prof. Wiktor Osiatyński,
prawnik
Nie szanują, bo to nigdy nie było ich państwo, mimo niepodległości w dwudziestoleciu międzywojennym. Poza tym w Polsce odbijał się zawsze rozdźwięk między społeczeństwem a elitami. W tym przypadku pokutował mit sarmacki, podświadomie przenoszony na czasy współczesne.

Prof. Leon Kieres,
prezes Instytutu Pamięci Narodowej
Ja za państwo oddałbym życie, nie tylko pieniądze. Znam wielu takich ludzi, nie odnoszę więc wrażenia, że Polacy nie lubią swojego państwa.
Zdarza się, niestety, że czasami go nie szanujemy, nie traktujemy jak naszego dobra wspólnego. Wynika to może z dystansu, który obywatel czuje w stosunku do struktur państwa, kiedy np. na szczeblu lokalnym państwo nie pomaga urządzić życia według indywidualnych wyborów, gdy nie ma mądrej polityki komunalnej. Dlatego państwo powinno się do nas przybliżać i przekazywać nam więcej wolności i odpowiedzialności. Nie zwalnia to nas od potrzeby zastanowienia się nad tym, dlaczego niektórzy z nas nie chcą należeć do tej wspólnoty i Polska jest dla nich daleka. Nie można obojętnie przechodzić nad takimi postawami.

Dr Wiesław Łagodziński,
socjolog i statystyk, Główny Urząd Statystyczny
Polska jest fenomenem społecznym i politycznym. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat odbył się ogromny proces walki wszystkich ze wszystkimi o wszystko. Efekt jest taki, że w życiu codziennym nie ma już autorytetów. Tradycyjne społeczeństwa gospodarki rynkowej opierają się na poszanowaniu dla określonych funkcji społecznych, np. dyrektora banku, listonosza, nawet stróża, i tak jest nawet w Estonii czy na Litwie, tymczasem w Polsce zamknęliśmy się na wartościach w kręgu najbliższej rodziny. Trudno Polakowi znaleźć wartość poza Ojcem Świętym i panem prezydentem, pozostałe autorytety są rozszarpywane i nie szanuje się ich. Przez kilkadziesiąt lat byliśmy socjalizowani w ideologii sprawiedliwości i egalitaryzmu. Weszliśmy więc jako społeczeństwo słabo przygotowane do cywilizacji masowej. Nie umiemy wybierać informacji wartościowych. Na szczęście pokolenie wyżu lat 80. już jest inne, odróżnia wartości i pozory wartości, cenność od iluzji.

Grzegorz Królikiewicz,
reżyser, dyrektor Teatru Nowego w Łodzi
Dlaczego Polacy mają promować system, który nie jest równością ani sprawiedliwością, ale oligarchią? Przedstawiciele klasy politycznej przed narodem udają szczerych demokratów. Mamy jednak gorzką świadomość, że przez ok. osiem miesięcy pracujemy dla państwa na sumę opodatkowaną, tuczymy to chude, biedne i systematycznie dojone państwo, a tylko przez cztery miesiące pracujemy dla rodziny.

Prof. Mirosław Karwat,
politolog
Nie wykształciła się u nas kultura pracy, więc solidność zawodowa nie przekładała się na szacunek dla państwa. Bardzo słaba była warstwa mieszczańska, właściwie obca, gdyż stanowili ją Żydzi i Niemcy. Nie można też było oczekiwać wzorów płynących od uciśnionego chłopstwa, bo chłopi długo nie czuli się obywatelami państwa ani nie mieli z czym się identyfikować. Antykomunistyczne stereotypy braku szacunku dla państwa są żałośnie śmieszne. W Polsce Ludowej skupienie własności w rękach państwa stanowiło lepszy podmiot do identyfikacji. Dzisiaj stosunek do pracy, do przedsiębiorstwa, do klienta przenosi się na państwo. Nastąpiła realna demokratyzacja, a baza rekrutacyjna kadr politycznych się poszerzyła, jednak zwykli zjadacze chleba traktują klasę polityczną jako środowisko hermetycznie zamknięte. Obowiązuje kamerdynerski sposób naświetlania polityki, do której ludzie nie mają szacunku. I to się przenosi na uprzedzenia do państwa – „koryta, przy którym mnie nie ma”. Kiedyś ludzie czuli, że są pod opieką Polski Ludowej, teraz państwo się wyzbywa czego tylko może, ucieka od trudnych decyzji socjalno-bytowych, nie daje nic w zamian. Masy ludzi tęsknią za atrybutem pracy, a tu jest państwo, które nie daje pracy, ale często ją odbiera.

Tomasz Jastrun,
poeta, publicysta
Są miejsca kluczowe, po których można poznać, jaki jest stosunek społeczeństwa do dobra wspólnego i do państwa. To są przystanki, budki telefoniczne, podwórka. Bardzo dbamy o nasze mieszkania, są zwykle czyste, a klatka schodowa i podwórka to katastrofa. Czyli wszystko, co nie moje, na zewnątrz, jest już obojętne, a nawet wrogie. Polacy jako ojczyznę traktowali swoje mieszkanie i swoje mity. Na zewnątrz był wrogi urząd i jacyś Oni. Wolność nas zaskoczyła i okazało się, że króluje zasada: brać swoje i w krzaki. Przystanku autobusowego nie można zabrać, ale można go zasmarować czy nadwątlić, tak symbolicznie też bierze się go w posiadanie.

Kazik Staszewski,
rockman, tekściarz
Zostaliśmy wychowani w komunizmie, który pojęcie własnego państwa wyrugował z ogólnospołecznej świadomości i postawił sprawę na głowie. To, co państwowe, można było ukraść, zniszczyć, bo to dobro niczyje i ten bagaż determinuje zachowania, także elity, która jest hołotą. W każdej demokracji bywają takie zachowania, ale są tam też lepsze instrumenty do ich zwalczania. My natomiast jesteśmy mentalnie dziećmi socjalizmu realnego i to będzie się za nami wlokło.

Prof. Tadeusz Kowalik,
ekonomista
Powodem jest źle przeprowadzana transformacja ustrojowa zmierzająca do społeczeństwa coraz bardziej spolaryzowanego i do tworzenia na siłę klasy średniej. Najważniejszy problem to ogromne bezrobocie, które miało być niskie i przejściowe. Tymczasem pobiliśmy już trzy europejskie rekordy w tej dziedzinie. Przede wszystkim nigdzie na zachód od Bugu nie ma tak wysokiego bezrobocia, które sięga 25%. Po drugie, nigdzie nie ma tak wysokiego, bo sięgającego 40% odsetka osób młodych poza pracą. Po trzecie, nigdzie nie ma w Europie takiej sytuacji, że mniej niż jedna szósta zarejestrowanych bezrobotnych otrzymuje zasiłki. To skandal i absolutna wina państwa. Z dokumentu Ministerstwa Pracy wynika, że w latach 1996-2001 liczba osób żyjących poniżej minimum egzystencji, tj. minimum biologicznego, więcej niż się podwoiła i wzrosła z 2,2 mln do 4,5 mln osób. To również skandal. Rząd w tej sprawie robi kroczki, a nie kroki, za co więc społeczeństwo ma cenić i szanować władzę? Przy tak wielkim zubożeniu społeczeństwa i drastycznym zmniejszeniu redystrybucji dochodu narodowego mówienie o podatku liniowym można nazwać błazenadą.

Wydanie: 37/2003

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Komentarze

  1. danuta
    danuta 14 marca, 2019, 09:47

    To jest cała prawda ludzi w błąd wprowadzono i wprowadzają dalej dla korzyści jednostki.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy