Dlaczego ustawa reprywatyzacyjna jest szkodliwa?

Dlaczego ustawa reprywatyzacyjna jest szkodliwa?

Marek Borowski,
wicemarszałek Sejmu, SLD

Ustawa jest szkodliwa, bo zakłada wykorzystanie majątku państwowego, którego systematyczna sprzedaż w ramach prywatyzacji powinna służyć realizacji ważnych celów gospodarczych i społecznych. Stoimy przed dylematem, bo, z jednej strony, mamy zasadne roszczenia jakiejś grupy spadkobierców raczej niż posiadaczy, ale mamy i potrzeby, których spełnienie zadecyduje o sytuacji gospodarczej Polski i jej miejscu w świecie, będzie też miało wpływ na stopę życiową w przyszłości. Przyjęcie bądź odrzucenie ustawy reprywatyzacyjnej to wybór między przyszłością a przeszłością. SLD poszukiwał zdrowego kompromisu, który nie polega na przeznaczeniu 44 mld zł na zaspokojenie roszczeń z przeszłości, ale na potrzeby lat najbliższych, w tym spłatę polskiego długu zagranicznego. Następuje gwałtowny wzrost płatności: w latach 2001-2002 spłaty wynoszą 7,2 mld zł, w 2003-2005 ponad 10 mld zł, zaś w latach 2006-2008 – 14 mld. Zatem przez najbliższe 7 lat spora część wpływów z prywatyzacji zostanie przeznaczona na spłatę zadłużenia zagranicznego, a różnica będzie musiała być pokrywana z budżetu albo poprzez wzrost podatków. Kolejne obciążenie to zasilanie II filaru funduszy emerytalnych, do których przystąpiło nie 6 mln Polaków, jak zakładano, ale 10 mln. Do 2005 r. rząd będzie musiał dodatkowo wydać na ten cel 25 mld zł. Następnie mamy jeszcze rekompensaty dla emerytów sfery budżetowej, które przez trzy lata wyniosą 9 mld zł. Do tego trzeba dołożyć popartą przez wszystkie kluby inicjatywę UW – narodową fundację stypendialną – i przekazanie na nią majątku 11 mld zł. Gdy to wszystko podsumujemy, okaże się, że majątku państwa z trudnością wystarczy na te cele. Do tego dojdą wydatki związane z wejściem Polski do UE i konieczne inwestycje np. w rolnictwo. Kwota 44 mld zł, proponowana przez rząd, jest za duża i wcale nie jest pewna, bo ustawa jest otwarta – nie wiadomo, ile wynoszą roszczenia. Nie jest rozwiązana kwestia zwrotu części majątku w naturze (ok. 14 mld zł), a przecież tam są szpitale, domy dziecka, domy kultury itd. Są też budynki mieszkalne, np. prawie całe centrum Warszawy. Ustawa nie liczy się z tymi realiami, lecz podyktowana jest wyłącznie przesłankami ideologicznymi i wąskim interesem niektórych grup obywateli. Nie należy jej przyjmować w tej postaci.

Jarosław Kalinowski,
prezes PSL

Stanowisko naszej partii było od początku jasne. Proponowaliśmy zamknąć sprawę reprywatyzacji w formie ustawy, ale dokonywać zwrotu na zasadach symbolicznego zadośćuczynienia, bo nie stać nas w Polsce dziś, aby połowę majątku skarbu państwa oddać niewielkiej grupie obywateli, gdy brakuje pieniędzy na edukację, służbę zdrowia, wspieranie wytwórczości. Co powiedzieć pielęgniarkom, nauczycielom, bezrobotnym, że dla nich pieniędzy nie ma? Prawdą jest, że wielu obywateli zostało skrzywdzonych przez historię, ale czy jest jakaś rodzina, która nie została skrzywdzona w okresie wojny, po wojnie, a nawet nie tak dawno? Zakres ustawy reprywatyzacyjnej odbiera szansę na rozwój przyszłym pokoleniom, liczymy więc, że prezydent zawetuje ustawę, która zresztą traktuje wybiórczo poszkodowanych. Nie wspomina np. o rolnikach, których objęły obowiązkowe dostawy, pobierane do roku 1971. Ani tych, którzy na przełomie roku 1989-1990 stracili oszczędności lokowane na książeczkach mieszkaniowych. Dlatego reprywatyzacja powinna się odbywać na zasadach symbolicznego zadośćuczynienia.

Marek Pol,
lider Unii Pracy

To jest bardzo zła ustawa, niesprawiedliwa, groźna ekonomicznie i wątpliwa prawnie. Miesza różne tytuły do własności ze sobą, ale przede wszystkim za ogromne pieniądze próbuje zaspokoić i zrekompensować straty niewielkiej grupy. To zamyka przyszłym rządom możliwość uruchomienia wielu programów, np. edukacji, bo majątek państwowy, który służy jako uzupełnienie wpływów do budżetu, przejdzie w ręce niewielkiej grupy Polaków. Ustawa spowoduje, że na te 170 tys. osób, które zgłaszają roszczenia, na ich zaspokojenie będzie pracowało całe społeczeństwo i pokolenia, które nic nie miały wspólnego z nacjonalizacją. Ustawa uchyla wszystkie akty, włącznie z reformą rolną i dekretem nacjonalizacyjnym. Obawiam się, że sam fakt podejścia do prawa, które przez wiele lat obowiązywało, wywoła wiele dalszych konsekwencji o nieprzewidywalnych skutkach. Mam nadzieję, że ustawa nie stanie się nigdy obowiązującym w Polsce prawem.

Prof. Tadeusz Kowalik,
ekonomista, PAN

Ustawa reprywatyzacyjna jest szkodliwa z dwóch punktów widzenia. Po pierwsze, podważa porządek prawny, legalność ustaw reformy rolnej i nacjonalizacji. Po drugie – jest społecznie niesprawiedliwa, bowiem mamy wiele grup społecznych poszkodowanych w poprzednim systemie i nie uważam, aby właśnie ta grupa uprzywilejowana powinna dostać tak dużą część majątku, który mógłby przyczynić się do wzrostu gospodarczego w kraju. Natomiast ogromne zdziwienie wzbudziła wypowiedź szefa Kancelarii Prezydenta, która podawała w wątpliwość prawa reprywatyzacyjne osób, które utraciły obywatelstwo, co przeczy zasadom sprawiedliwości społecznej i zasady społecznej gospodarki rynkowej. W tej chwili jednak budżet będzie musiał ponosić zwiększone spłaty długu zagranicznego, dopłaty do niefortunnej reformy emerytalnej. Obciążenie budżetu wydatkami na te cele zmniejszy nadzieję na rozwój dziedzin, które nastawione były na wzrost gospodarczy.

Dr Ryszard Bugaj,
polityk i ekonomista

Ustawa ma wiele mielizn i może mieć przykre konsekwencje. Podważa akty prawne, takie jak reforma rolna i ustawa nacjonalizacyjna, które przeprowadzano przy poparciu i zgodzie większości sił demokratycznych. Zresztą np. przedwojenna struktura agrarna Polski miała jeszcze charakter feudalny. Można też zapytać, dlaczego uwzględnia tylko roszczenia części poszkodowanych, a nie np. rolników, którzy objęci byli dostawami obowiązkowymi, kiedy ten proceder trwał aż 35 lat i nosił wszelkie znamiona łamania prawa. Inna wada ustawy, która może stać się wręcz pułapką o przykrych konsekwencjach dla kraju, to ograniczenie dotyczące majątku osób, które nie miały polskiego obywatelstwa w przewidzianym terminie. Nie jestem fanem Aleksandra Kwaśniewskiego, ale myślę, że tutaj zawetowanie ustawy nie wystarczy. To trzeba ponownie opracować i zadośćuczynić sprawiedliwie tym, którym mienie odebrano z naruszeniem ówczesnego prawa, natomiast pozostałym poszkodowanym zrekompensować straty majątku, którego wartość i tak po ponad 50 latach trudno oszacować, w formie symbolicznej.

Notował B.T.

Wydanie: 4/2001

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy