Dlaczego zdaję na filozofię?

Dlaczego zdaję na filozofię?

Nieliczni chcą studiować Epikteta i Platona. Większość trafia tu, bo powinęła im się noga na prawie czy psychologii

– Rok temu wszystko wyglądało inaczej – mówi Paweł, student II roku filozofii, który przyszedł trzymać kciuki za kolegę z bloku. Nie czuje tego stresu jak przed rokiem, kiedy jeden przed drugim popisywał się wiedzą. – Nie widać tej filozoficznej ściemy oczytanych. Nikt się nie popisuje – mówi. Faktycznie, w rozmowach dominuje pragmatyzm. Zamiast pytań o lektury, której ktoś nie doczytał, słychać krytykę tegorocznych egzaminów. Na pierwszy ogień idzie język polski. 52 pytania testowe przypominały teleturniej „Milionerzy” – denerwuje się Monika, która nie pamiętała, kto tłumaczył „Cyda” Corneille’a i tym sposobem zgubiła dwa punkty niezbędne, żeby załapać się na wymarzoną psychologię.
Piotr próbował sił na prawie, odpadł, przyszedł na filozofię. Z pomysłem: dostanę się tu, postaram się o średnią, w przyszłym roku przeniosę papiery na prawo.
– Chyba nie jest trudno… – zerka na Pawła, który nie przeczy. Zdecydował się w ostatniej chwili i teraz trochę ma stracha, bo z pięciu lektur przejrzał dwie, z tego jedną w całości. Przemek, który zdawał na Międzywydziałowy Instytut Studiów Humanistycznych, jest zaskoczony. Spodziewał się erudytów popisujących się wiedzą, pasjonatów, a zastał ludzi, dla których filozofia to „schron” po próbie dostania się na prawo, psychologię, informatykę.
Trzy osoby na miejsce to nie tyle, co 14 na psychologię, ale strachu niełatwo się pozbyć. Zwłaszcza że Przemek ma za sobą pierwszą porażkę. – Egzamin na filozofię to przy MISH-u pestka, ale dla pewności warto przeczytać, co kazali – mówi i zaszywa się w czytelni.
W południe przed salami egzaminacyjnymi robi się cicho. – Człowiek ma ambicję i głupio tak stanąć przed kimś, kto jest oczytany i zajmuje się tym na co dzień – rozmawiają dwie dziewczyny, które podobnie jak Przemek nastawiły się na pasjonatów rozprawiających o Platonie albo odmieniających słowo „postmodernizm”. Na szczęście, tacy się nie ujawniają. Za to widać zmęczenie, czasem znudzenie i obawę, co będzie, gdy się nie uda. Gdy ostatnia furtka zamknie się z trzaskiem. Bo miłośnicy wiedzy to już znikomy procent. Wśród tych, którzy próbują swych sił na filozofii, dużo jest takich, którzy przedtem obstawiali modne kierunki z myślą o pracy i kasie. Marzenia, czyli „odloty” odstawiali na bok, „jak czasu starczy”. Pasje okazały się deską ratunkową.

Schron na przetrwanie
– Zdawałem na prawo. Nie udało się, no to myślę, że jest szansa na wieczorowe. Weszliśmy z kumplem na stronę internetową z wynikami i okazało się, że ze swoimi punktami zająłem 2170 miejsce na 4000 zdających. Czar prysł – uśmiecha się Piotr.
Jako „schron” zostawił sobie filozofię, żeby przez rok chłonąć intelektualny klimat, a w czerwcu odbić na prawo. Bo filozofia to fajna sprawa, człowiek się rozwija, dużo czyta, wie, co w świecie piszczy. Wyzbywa się złudzeń. Trening myślowy, precyzja wygłaszania sądów, wiedza – to wszystko zapewnia człowiekowi pewność siebie. Weźmy stoików. Uczyli, że człowiek powinien oddzielić to, na co ma wpływ, od tego, co od niego niezależne. Poza tym trzeba liczyć na siebie i nie załamywać rąk. Ktoś, kto to przejmie, nie da się łatwo złamać.
– Nie ukrywam, że fajnie byłoby być bogatym – dodaje. – Stąd pomysł z prawem. Filozofia sama w sobie bytu mi nie zapewni, ale da satysfakcję, że coś wiem, zrozumiem, co się wokół dzieje. Chociaż na karierę to chyba za mało.
Na filozofię rodzina Piotra zareagowała spokojnie. Matka nie wtrącała się. Niech dziecko robi w życiu, co chce. Ojciec machnął ręką. Wcześniej przełknął anglistykę, iberystykę i informatykę. Dalej Paweł przejął inicjatywę i po konsultacjach zawczasu zapisał się do WSHiP na prawo, co kosztowało go 900 zł (rocznie ok. 5500 zł) i trochę stresu, że już jest za późno i miejsc nie starczy. Może odetchnąć z ulgą. Jakby co, nie zostanie z niczym. Taki jest realny scenariusz. W obecnej sytuacji filozofia jest mu najbardziej na rękę. Mógłby dokończyć powieść, którą zaczął pisać. Na razie idzie mu opornie, bo tekst ma być filozoficzny, ale Piotrowi brakuje wiedzy. Zna Platona, podoba mu się Nietzsche, ale to za mało. Na razie, wzoruje się na Witkacym, który jest jego mistrzem. Ale Piotr jest realistą, z pisania się nie utrzyma, więc hamuje fantazję.

Co kręci Magdę?
Od trzech lat cel był jeden: dostać się na psychologię. Już na początku ogólniaka Magda czytała książki psychologiczne. Chłonęła z zapałem, co tylko się da, bo w ogóle jest ambitna i pracowita. Jak coś ją wciągnie, to sobie nie odpuści. – Chciałam i chcę wiedzieć, jak funkcjonuje człowiek – mówi. Jaka jest jego psychika, jak może sobie z nią poradzić.
Na życie patrzy trzeźwo. Nic w tym dziwnego, takie są dzieci z rozbitych rodzin. Dojrzewają wcześniej i szybciej pozbywają się złudzeń. Trzy lata mieszkała sama, wynajmowała mieszkanie w Tarnowie, potem przeniosła się do rodziny do Warszawy. Wie, co to samodzielność i zna jej cenę. Filozofia zbytnio jej nie kręci. Szczerze mówiąc, drażnią ją dumania i szukanie odpowiedzi w teoriach oderwanych od życia.
– To wszystko na pewno rozwija i zastępuje terapię – ocenia. – Podejrzewam, że wielu zdających na filozofię chce znaleźć odpowiedź na dręczące ich wątpliwości. Weźmy na przykład problem wiary w Boga. Jeśli ktoś wierzy, ma to z głowy. Cokolwiek mu się przytrafi, wytłumaczy wyższą koniecznością. Ci, którzy są pozbawieni tej łaski – Magda powtarza za św. Augustynem – mają gorzej. Muszą sami znaleźć klucz do wszystkiego.
Magda nie wierzy. Chciałaby, ale nie może. Jej klucz tkwi w zdrowym rozsądku. – Przeczytałam kiedyś książkę Murphy’ego „Potęga podświadomości” i to mnie odmieniło – wyznaje. – Wiem, że sama jestem odpowiedzialna za to, co robię. To, co sobie zaplanuję, może się spełnić, więc staram się być optymistką. W ubiegłym tygodniu plan Magdy trzeba było zaktualizować, gdyż zabrakło jej punktów z języka. Słabe wyniki zamknęły jej drogę na dzienną psychologię. Została możliwość studiów wieczorowych, no i ewentualnie filozofia, którą Magda wpisała do podania odruchowo. Przejrzała plan zajęć: epistemologia, ontologia. – Brzmią kosmicznie – uśmiecha się. – To, co najciekawsze, czyli etyka, jest dopiero na trzecim roku. Jeśli się dostanę, nie wiem, czy dotrwam. Lektury na egzamin ustny mnie nie zaintrygowały, najciekawsza okazała się jedynie logika i precyzja myślenia.
– Gdy zdajesz na kilka kierunków, to nieważne, na którym będziesz studiować – poważnieje na chwilę. – Czujesz paraliżujący strach przed kolejną porażką. Jedna nieudana próba i człowiekowi z mety opadają skrzydła. Po chwili dodaje pewniejszym głosem: – Ale ja wierzę, że sobie poradzę.

Medytacje nad Tatarkiewiczem i Pascalem

Ostateczna decyzja w sprawie filozofii zapadła w związku z nazwiskiem. – No, bo czy ktoś, kto nazywa się Ossowski, nie jest predestynowany do tego, by zająć się socjologią lub filozofią – żartuje Agnieszka, która nie mogła pójść na socjologię z powodu wstrętu do matematyki ze szczególnym uwzględnieniem statystyki. W przeciwieństwie do Magdy czy Piotra jest entuzjastką. Tatarkiewicz ją zainteresował, choć wzbudził chęć polemiki. – Napisał, że ci, którzy od piękna od razu przechodzą do marzenia, a nie do refleksji, to ludzie prości – mówi. – A ja nie mogę się z tym zgodzić. Bo co, jeśli nasze emocje okazują się nieprzekładalne na słowa? Nie ukrywam, że na egzaminie temat „sztuka” to byłby traf w dziesiątkę.
Medytacje nad Tatarkiewiczem i Pascalem rodzice przełknęli dość łagodnie, chociaż nie bez oporów. Sceptycyzm ojca zmniejszył się, gdy się dowiedział, że na Politechnice Gdańskiej, na której wykłada ekonomię, filozofia jest przedmiotem obowiązkowym. W ten sposób Agnieszka uzyskała wolną rękę.
Jednocześnie zdawała na polonistykę. Gdy powiedziała, jaka jest liczba chętnych na jedno miejsce, zamknęła znajomym usta. Niestety, na dzienną polonistykę zabrakło jej sześciu punktów. Dlatego przyłożyła się do filozofii. – Zawsze lubiłam czytać i pisać, stąd taki wybór – tłumaczy się. – Co po studiach? Może dziennikarstwo, tego jeszcze nie wiem. Za to wiem, że nie pasuję do tego wyścigu szczurów, który się teraz napędza: prawo, psychologia, ekonomia. Lubię spokój. Zresztą, studia nie przesądzają, kto kim będzie i komu się powiedzie. Filozofia uczy precyzji myślenia, a to warunek dobrego pisania. Nie chodzi przecież o zapisywanie strumienia myśli, ale o umiejętność porządkowania informacji. O spójność, logiczność, prostotę. Że z tym krucho, to widać w naszej prasie.
Ale na razie w głowie Agnieszki panuje chaos i strach przed porażką. Pojawia się nawet myśl, żeby wyjechać, gdy się nie uda. Dokąd? Najlepiej do Australii. Nie jest jeszcze tak oblężona przez Polaków, a daje młodym spore możliwości. Można się uczyć i pracować. – To takie lepsze Stany – śmieje się. Skąd ten pomysł? Na Krakowskim Przedmieściu zauważyła reklamę z ofertą wyjazdu. Zerwała kartkę i schowała do notesu. Na razie do niego nie zagląda. Co prawda, kontynent jest OK, Australia pachnie przygodą, ale lepiej nie kusić losu.

Ale to już było
Kiedy Paweł zagłębiał się w „Państwie” Platona, koledzy z klasy biegali po kursach na psychologię na korki z historii albo z matmy. Na Pawła zerkali z pobłażaniem. Jak na niegroźnego oszołoma, który chce dumać nad światem. – Nikt się ze mnie nie śmiał, bo był zajęty sobą. Zresztą każdy taki jak ja to jeden wakat więcej na prawie – śmieje się.
Więc gdy kumpel złożył papiery na matematykę i informatykę, Paweł w drodze z Biblioteki Narodowej gapił się na siedzącą parę. Rozważał, czy dałoby się obiektywnie sprawdzić, co naprawdę czują, gdy kierują nimi uczucia. W jakiej mierze można by takim wynikom zaufać? I choć dla kolegów Pawła takie rozważania nie są szkodliwe, to przynajmniej bezcelowe. Ale Paweł i tak jest przekonany, że właśnie medytacje pchają cywilizację naprzód i cytuje Arystotelesa: „Człowiek jest istotą rozumną” i puka się w głowę.
Marcin, na którego czekał, odetchnął z ulgą: – Trafiłem na logikę. Miałem fart. Jest zadowolony, ale gdy zerka na wyniki z egzaminów pisemnych, mina mu rzednie. Obawy rozpędza po stoicku. Epiktet przecież nauczał, aby nie dać się niepowodzeniom i nie robić dramatu, gdy nam się nie powiedzie. I choć Marcin w pełni podziela zdanie Epikteta, to swoje wie. Epiktet nie musiał się martwić, gdzie wyląduje po szkole. Nie było takiego demograficznego wyżu. No i pędu na studia.

 

Wydanie: 31/2001

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy