Pomniki na wolności

Pomniki na wolności

Raz Kościuszko, raz Świerczewski – taki przekładaniec panował przez pół wieku. Od niedawna cokoły na placach i ulicach okupują najdziwniejsze postacie

Do postaci historycznych – a jest ich tłum – można się przysiąść. W Łodzi na Piotrkowskiej do Tuwima, w Niepołomicach do Stańczyka, w Łomży do Hanki Bielickiej (tak szczupła to ona pewnie w życiu nie była), przed poznańskim uniwersytetem do pierwszego rektora Heliodora Święcickiego itd. Obok rodowego pałacu w Opinogórze figuruje żeliwny Zygmunt Krasiński, ale w pozie nieprzysiadalnej. Turyści jednak sobie radzą i siadają mu na kolanach.

Od rycerstwa wręcz się zaroiło. Najczęściej rzezani w drewnie są rycerze-fallusy. Szereg takich ustawiono – przykładowo – na Lednicy przed rzędem toi toiów. Nie wiadomo – bronią dostępu czy pobierają opłaty. W Kruszwicy za to prężą się przepisowo, choć Popiela przed myszami i tak nie uratowali. Rycerstwo piastowskie uhonorowane zostało na rynku w Cedyni umieszczeniem w fontannie. To znaczy posągi rycerzy tkwią po pas w wodzie, która bulgocze wokół nich. Jak w jacuzzi. Cóż, bohaterom się należy. Za to król Władysław Łokietek pręży się bezskutecznie na postumencie w centrum Brześcia Kujawskiego. Rzeźbiarz zapewne chciał dobrze, ale nieco przesadził. Już Długosz pisał, że król był mikry. Ale – na Boga! – nie konus wzrostu siedzącego psa!

Glan przy Macu

Wśród artystów – żadnych proporcji. Tych starszych zatrzęsienie, ale interesujący jest chyba tylko Bolesław Prus w rodzinnym Hrubieszowie. A to z racji, że jest ogromny (choć pisarz był niski i drobny), przede wszystkim jednak z powodu hipsterskich lennonek. Artystów współczesnych prawie się nie widuje. Roman Wilhelmi na poznańskiej starówce został usytuowany w zasięgu ręki, więc co rusz jakaś ręka pryska go sprejem. W Lubomierzu (Lubuskie), gdzie nakręcono parę scen „Samych swoich”, ustawiono (na placu Wacława Kowalskiego) drewnianych Kargula i Pawlaka. Hołdem dla anonimowego artysty punkowego jest glan w Jarocinie. Tuż przy McDonaldzie. Ach, i jeszcze Grudziądz, gdzie na murach starówki widnieją ułan i dziewczyna. Pamiętamy: „Dupy mają jak z mosiądza / to ułani są z Grudziądza”.

Papież pod pleksiglasem

Rzadkością jest w Polsce parafia, która nie chlubi się figurą Jana Pawła II. Wynika z tego, że przed nim nie było żadnych – a już na pewno żadnych godnych uwiecznienia – papieży. Wyjątkiem jest zwalista sylweta Jana XXIII na wrocławskim Ostrowie Tumskim. Ale ją postawiły władze państwowe, tamtejszy kościół wcale tego nie chciał i do dziś uważa ją za element obcy. Ogłaszane raz po raz konkursy na najbrzydszy pomnik papieża nie mają sensu. Z dwóch powodów. Po pierwsze, panuje tu ogromna konkurencja. A po drugie, przeciętny posąg podpisany „Jan Paweł II” przedstawia po prostu innego mężczyznę. Wielu z nich zdradza podobieństwo do Frankensteina, jak choćby u pallotynów na Krzeptówkach w Zakopanem. Czy na rynku w Białymstoku. Z tym że zakopiański papież pokazuje w dodatku, jak wielką rybę złowił. Bywa papież ślepiec, bywa papież tknięty nieznaną chorobą, która okrutnie zeszpeciła jego rysy. Godny odnotowania jest pomysł jednej z parafii pod wielkopolskim Stęszewem. Otóż tam popiersie papieskie umieszczono w czymś w rodzaju akwarium z pleksi. Ptaki nie sprofanują, a to są drogie rzeczy! Cóż, Poznań blisko…

Z „papieży kroczących” najciekawszy wydaje się ten, który zamierza przejść przez ulicę w Brzegu (Opolskie). Niepotrzebnie – po drugiej stronie jest bowiem tylko sklep Wszystko po 5 zł.
W temacie pomników religijnych roi się od paradoksów. Oto bowiem nad Świebodzinem i okolicą góruje największy na świecie Chrystus. Ale pieniądze na utrzymanie rzeźby i jej otoczenia płyną ze sprzedaży miniaturek w pobliskim sklepiku. Zbudować coś największego, ale tak, żeby to coś zarabiało sprzedażą rzeczy najmniejszych – oto wyrafinowanie!

Z kolei na rynku w Kostrzynie Wielkopolskim pomnik drogowskaz zaprasza na pobliską Lednicę (wiadomo: chrzest Mieszka, o. Jan Góra, Brama Trzeciego Tysiąclecia itd.). Ale ma on postać pogańskiego Światowida. Czyżby już przeczuwał, że nowe bóstwa zepchną go w cień?

Jeleń typu gender

Na postumenty i cokoły weszło mnóstwo zwierząt. Najczęściej orłów. I to wkurzonych na maksa – nie podchodź, bo dziabną! Najagresywniejsze orły ustawiono przed bazyliką w Licheniu. Dzioby, pazury i część skrzydeł mają pozłacane – nie darmo to Licheń! A przecież ptak z narodowego godła wyraża i inne emocje. Bywają orły, które kulą się, jakby dostały po łbie. Są orły, które podnoszą skrzydła, jak gdyby usłyszały: Hände hoch! Są i takie, które wydają się załatwiać potrzebę fizjologiczną.

W miasteczku Siedlec pod Wolsztynem przed urzędem gminy na cokole stoi świnia (waga 150 kg) i jest tam jak najbardziej na miejscu. Wszak Siedlec to zagłębie hodowli tucznika i na każdego mieszkańca gminy przypada tu kilkanaście świń. A najważniejszym dniem w roku jest sierpniowe Święto Świni. W pobliskiej Wschowie na cokole stoi byk o imieniu Ilon. W latach 80. rekordowy rozpłodowiec. Byka uhonorowano w miejscu, gdzie Niemcy postawili pomnik Bismarckowi.

Poza tym co zwierzę, to problem. Przy wjeździe do Konina przybysza wita koń z dumnie uniesionym ogonem. O tym, czy jego ogon ma być wzniesiony (czynność fizjologiczna!), czy opuszczony, obradowano na początku lat 90. na kliku sesjach rady miejskiej. Na rynku Starego Konina umieszczono dodatkowo mężczyznę z końskim łbem. Trudno dociec, czy to odwrotność figury centaura, czy ilustracja do westernu „Człowiek zwany Koniem” (1970).

Strony: 1 2 3

Wydanie: 31/2015

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy