Do lasu nie tylko po grzyby

Do lasu nie tylko po grzyby

Przerób czarnej jagody/ właśnie kończyli / w firmie Małgorzaty Skurczewskiej w Żabnie

Dzisiaj do lasu niektórzy wpadają jak do marketu, chcą zostać szybko obsłużeni i pędzić dalej Na obrzeżach Czerska rankiem pachnie grzybami, jakby ktoś rozsypał maślaki wokół. Choć do najbliższego zagajnika jeszcze kawałek, ten zapach jest wszechobecny, w zależności od tego, jak wiatr zawieje, raz słabszy, raz intensywniejszy. Kiedyś prawie wszyscy żyli tutaj z darów boru, dzisiaj czasy się zmieniły, z 12 skupów runa leśnego w Czersku zostały dwa. – Prowadziłem taki punkt kilka lat temu – opowiada pan Józef – woziłem grzyby do Kinic pod Brusami i do samych Brus, w których jest jedno z największych grzybiarskich zagłębi w województwie pomorskim, kolejne jest w powiecie bytowskim. Z Kinic podczas dużego wysypu wyjeżdżały nawet dwa tiry dziennie. Część runa szła na eksport do zachodniej Europy. Zrezygnowałem z działalności, bo siły już nie te i z roku na rok grzybów jakby mniej, a też zbierać ich nie ma kto. Zostali tylko renciści i emeryci jak ja. Mimo to z grzybobrań nie rezygnuje. Dzisiaj miał szczęście, jego godzinny urobek, nie licząc dojścia na miejsce, to skrzynka i dwa wiaderka borowików, koźlaków i podgrzybków. Borowiki już pociął i właśnie je suszy. – Do lasu trzeba wychodzić wcześnie. Dziś, jak wracałem, spotkałem troje zbieraczy, co zmierzali na moje miejsce. Teraz możecie sobie iść, pomyślałem z satysfakcją – śmieje się, tłumacząc, że czasami odstrasza konkurencję, celowo zostawiając na widoku obrane nóżki, żeby inni widzieli, że ktoś tu już był, i nie szperali. Prawdziwy grzybiarz swoje miejsca, czyli grzybniki, chroni, dba, żeby ich nie zadeptano, a małe grzybki zostawia, aby dorosły. U Ewy Lipskiej w firmie przy ulicy Starogardzkiej w Czersku pomarańczowieją na paletach dorodne kurki. Kobieta mówi, że to kurki z Litwy. Jej zakład, który nastawia się na import i eksport i pracuje cały rok, nie trudni się skupem grzybów od pojedynczych osób. Po to ma sieć punktów rozrzuconych po wioskach, w promieniu 50 km od Czerska. – W tym roku z lokalnych skupów dostajemy niewiele, sierpniowe upały wysuszyły grzybnię, czekamy na deszcz – dodaje szefowa. W skupie od rana do wieczora W Złotowie za Czerskiem, w budce przy szosie mieści się skup, który współpracuje z firmą pani Ewy. Jest otwarty, mimo że dochodzi godz. 19, wystarczy zadzwonić dzwonkiem. Na rowerze podjeżdża chłopczyk z siatką borowików, dostaje 20 zł. Większość grzybów, które przywiózł, to borowiki z żółtym podbiciem, za które płaci się mniej niż za te z białym. Cena za kilogram białych to 13-14 zł, a za najtańsze „seledynki” można dostać jedynie 3 zł za kilo, jak za koźlaki, podgrzybki są droższe. Prowadząca skup pani Gabrysia wyjaśnia, że chłopiec zagląda tu często, jest z dużej rodziny i po szkole zawsze zdąży coś nazbierać. Po nim z tatą przychodzą dwie dziewczynki w wieku „zerówkowym”. Mają ładnie posegregowane borowiki, ale białych niewiele. Dostają po 6 zł każda. – Na lody starczy – żartuje pani Gabrysia. – My nie zbieramy na lody, lecz na karuzelę – odpowiadają rezolutnie. Rzeczywiście w centrum Czerska kręci się wielka karuzela; gdy przyjeżdżam po trzech dniach, już jej nie ma. Ciekawe, czy małe grzybiarki zdążyły się na niej przejechać. W skupie w Czersku przy stawie czuwa Ewa Jastak. Sezon zaczyna się dla niej z początkiem lipca i trwa do końca października, a właściwie do pierwszych większych przymrozków. Widać, że lubi tę pracę, sama przerabia dary lasu. Pochodzi z okolic Brus, opowiada, że najsmaczniejsze rydze jadła w dzieciństwie bez przypraw, pieczone wprost na „placie”, czyli na rozgrzanej płycie opalanej drewnem westfalki. Rydze w jej skupie kosztują tyle co kanie, po 12 zł za kilo. – Teraz jest właśnie czas na rydze, a w tym roku ich nie ma – ciągnie. Wszyscy liczą, że jak napada, to może jeszcze się pokażą, to jesienne grzyby. – Gorzej może być z borowikami, ich wysyp opóźniła sierpniowa susza, a we wrześniu przyszło ochłodzenie, u nas kilka dni temu temperatura w nocy spadła poniżej zera, a borowik lubi wygrzaną ziemię. Skupujemy też maślaki, po 4 zł, ale tylko ciemne, żółte są jadalne, ale niedopuszczone do handlu. Te najbardziej chyba aromatyczne grzyby są najlepsze w śmietanowym sosie, a gąski w zupie. Najpierw robi

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2020, 41/2020

Kategorie: Kraj