Do pubu zamiast do urny

Do pubu zamiast do urny

Korespondencja z Dublina

W Irlandii zainteresowanie wyborami wykazał zaledwie co piąty polski emigrant. Komorowski zdobył ponad trzy razy więcej głosów niż Kaczyński

W Irlandii, gdzie mieszka ok. 100 tys. Polaków (dane naszego MSZ mówiące o 200-250 tys. są już nieaktualne), do spisu wyborczego w ostatnich wyborach prezydenckich zapisało się 20 tys. rodaków. Najwięcej, bo ponad 11 tys. osób, zapisało się do wyborów w Dublinie. Mogło być gorzej, gdyby nie akcja „Nie zwlekaj, ZAREJESTRUJ SIĘ już teraz!”, wspierana przez organizacje i media polonijne. Przed drugą turą wyborów na listy głosujących dopisało się ponad 5,5 tys. rodaków. Frekwencja wyborcza w drugiej turze wyniosła 72%. Tak jak w pierwszej turze w prezydenckiej rozgrywce zwyciężył Bronisław Komorowski, na którego oddało głos 11.285 Polaków (77,6%). Jarosława Kaczyńskiego swoim zaufaniem obdarzyło 3256 wyborców (22,4%). Razem oddano 14,5 tys. głosów, dziesięć razy więcej niż podczas wyborów w 2005 r.
W Irlandii Północnej było gorzej. W spisie wyborczym Okręgowej Komisji Wyborczej nr 246 w Belfaście zapisanych zostało niespełna 1,1 tys. osób. Zwyciężył Komorowski (684 głosy). Kaczyński zebrał 289 głosów.

Dwa krzyżyki czy kogoś poprzeć?

– Szkoda mi rodziny w Polsce – mówi Anna, ekonomistka z Gdyni z pięcioletnim stażem na wyspie. – Przekonałam się, że dla polskich polityków obywatele to tylko mięso wyborcze. Po wyborach wszystko wraca do normy, czyli nikt nie przejmuje się niczym. Niestety. Moja odpowiedź to dwa krzyżyki. Oddałam głos nieważny.
Jej imienniczka z Limerick, rodowita poznanianka, także miała dylemat, kogo poprzeć w drugim wyborczym rozdaniu: – No i jest problem, kogo wybrać. Zaklinałam się, że za Chiny ludowe nie będę głosowała na Kaczyńskiego, ale teraz zaczynam mieć wątpliwości co do postawy Komorowskiego, tak ogólnie. Pierwszy raz w moim życiu wyborczym nie mam na kogo postawić, by była to w stu procentach pewna decyzja. Co będzie mniejszym złem?
Zdradza także, że w pierwszej turze głosowała na Grzegorza Napieralskiego, bo „wierzy odmłodzonej lewicy”: – Powiem więcej, Grzegorz Napieralski będzie premierem wcześniej czy później. Lewica, mam nadzieję, będzie wzmacniała swoją pozycję przez kilka kolejnych lat. Ważne, by Napieralski dostrzegał fachowców. W końcu ruch na karuzeli kadrowej musi być, a prawica już ledwo dycha.
Kamila Domagalska, 26-latka z Dębna (w Dublinie od dwóch lat), w pierwszej turze też głosowała na reprezentanta lewicy, choć wcześniej zamierzała zaufać Bronisławowi Komorowskiemu: – Napieralski ujął mnie swoją postawą i tym, co mówił do nas, wyborców. Znalazł nawet czas, by porozmawiać z dziennikarzami polskiego programu w jednej z irlandzkich stacji. Trafił do mnie i grona moich znajomych. A druga tura, cóż… jak to się mówi, mniejsze zło, ale po której stronie ono teraz jest?
Na marginesie tylko można dodać, że poza Grzegorzem Napieralskim nikt z kandydujących nie poświęcił Polonii w Irlandii nawet pięciu minut swojego czasu.
Część moich rozmówców wyborców do tematu podeszła bardzo pragmatycznie. Bartek Kowalski, 36-letni pracownik firmy poligraficznej, nie miał żadnych wyborczych dylematów. W pierwszej turze postawił krzyżyk przy nazwisku Janusza Korwin-Mikkego. Z uśmiechem, ale i przekonaniem mówi: – Mój lider powiedział: „Tym, co chcą głosować, radzę: zamknąć oczy, zatkać uszy – i głosować na Jarosława Kaczyńskiego!”. Tak też zrobiłem, mam dość PO i ich „obiektywnych przyczyn”, dlaczego nic nie mogą zrobić. Raczej nie chcą.
Maciej Nowak, 27-letni Mazowszanin, przyjechał do Irlandii trzy lata temu. Jak twierdzi, nie zastanawiał się, na kogo głosować w drugiej turze: – Przeanalizowałem kilka głosowań sejmowych panów Komorowskiego i Kaczyńskiego. W głosowaniu w sprawie utrzymania w mocy głupiej ustawy o przechowywaniu faktur przez 10 lat przez osoby prowadzące działalność gospodarczą Bronisław Komorowski był za, Jarosław Kaczyński przeciw. Ponadto to Jarosław Kaczyński był za przyjęciem ustawy obniżającej podatki z 19%/30%/45% do poziomu 18%/32%. Pan Komorowski był przeciw, dlatego bez zbędnych ceregieli w drugiej turze głosowałem na prezesa PiS.

Każdy sobie

Odpowiedź na pytanie, dlaczego zainteresowanie wyborami było tak niewielkie, nie jest jednoznaczna. Irlandia dla wielu Polaków to jedynie miejsce do zarabiania pieniędzy. Mimo że stanowimy wciąż największą community, żyjemy z dala od siebie. Jesteśmy jedyną mniejszością, która się nie integruje, nie pomaga sobie, nie wspiera się i nie podtrzymuje na duchu. Pogoń za euro, byle dalej, byle do przodu, byle jeszcze jeden dzień, byle do następnej tygodniówki. Stres, wyobcowanie i nienazwany strach pogłębiają się. Socjolodzy twierdzą, że większość Polaków została od swoich korzeni odcięta na długo przed decyzją o emigracji. Powodów jest wiele. Zdaniem zdecydowanej większości emigrantów na wyspie wszystkie rządy w Polsce po roku 1989 „zamiast dawać nadzieję, w nieskończoność ją odbierały”. Polska transformacja trwa zbyt długo i niestety nie dba o człowieka jako jednostkę. Statystyczny Polak się nie liczy. Być może dlatego imigrant Jan Kowalski na wybory nie chadza, nie udziela się społecznie i jest notorycznie rozdrażniony.
Zdaniem wielu Polaków czas wreszcie zrobić coś wspólnie, by nie czuć się obco. I to nie tylko między Irlandczykami, ale i między sobą. Ale cóż z tego, skoro nawet najstarsze organizacje polonijne w Irlandii – Irish-Polish Society i Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny – od lat boczą się na siebie, mimo oficjalnych zapewnień, że jest inaczej. Czy Polaków na wyspie stać będzie na to, by „finansowo-robociarską wegetacyjną pogoń za pieniędzmi” ozdobić dobrym samopoczuciem i dumą z przynależności do teamu POLAND? Czas pokaże.

Wydanie: 28/2010

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy