Donosy z miasta papieża

Donosy z miasta papieża

Wadowiccy samorządowcy piszą do Jana Pawła II, żeby rozsądził ich konflikty

Dawny Rynek jest dzisiaj placem Jana Pawła II, papież jest patronem szkoły, szpitala, zawodów sportowych, konkursów. Przed wjazdem do miasta wielka tablica informuje, że wkroczyliśmy „Z Janem Pawłem w Trzecie Tysiąclecie”. Dzięki temu, że w centrum miasta odbywają się liczne koncerty i uroczystości z okazji różnych papieskich rocznic, odnowiono elewacje wielu kamienic, wyremontowano chodniki, powstały nowe parkingi i fontanna. W Wadowicach bowiem wszystko, co tylko możliwe, jest papieskie.
Nie ma powodów do zmartwień ksiądz prałat Jakub Gil, proboszcz z Bazyliki Mniejszej Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, gdyż każda wycieczka odwiedza tę świątynię z ukoronowanym przez papieża obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. W kościelnym sklepiku też można kupić pamiątki związane z papieżem. W pobliżu jest muzeum, gdzie stoją autentyczne drewniane narty Karola Wojtyły i jego równie oryginalny kapelusz kardynalski, a obok można zwiedzić całoroczną szopkę, w której oprócz Świętej Rodziny są też: Jan Paweł II, kardynał Franciszek Macharski i królowa Jadwiga.
Zadowolony jest nawet Ron Balamuth z Nowego Jorku, wnuk zamordowanego przez hitlerowców Yechiela Balamutha, w którego domu przy ul. Kościelnej urodził się Karol Wojtyła. Najpierw ten dom próbował odzyskać jego ojciec Chaim, teraz on sam stara się przejąć od miasta kamienicę, w której mieści się Muzeum Jana Pawła II. W listopadzie ub.r. Ron Balamuth był w Wadowicach i zapewnił władze miasta, że po przejęciu budynku nic nie zmieni, nie tknie muzeum. Chce jednak mieć tytuł własności, bo wie, ile ten dom jest teraz wart i ile można na nim zarobić.
Władze nie są jednak zadowolone z papieskiego biznesu, gdyż – jak obliczono – pielgrzymi przebywają w Wadowicach około trzech godzin. Tylko niektóre grupy zostają na obiad, a z noclegów korzysta niewielu, choć przy nowej parafii św. Piotra wybudowano Dom Pielgrzyma. Aby jednak zostali tu dłużej, miasto musi zaoferować coś więcej.
Trudno mieć pretensje do Wadowic, że chcą robić pieniądze na papieżu. Ale obecne władze miasta chyba zatarły granicę pomiędzy tym, co ziemskie a co boskie. Na budynku Urzędu Miejskiego wisi kilkunastometrowy transparent z herbem Wadowic po lewej stronie, papieskim po prawej i napisem „Wadowicki samorząd zawsze wierny Janowi Pawłowi II”. Przed budynkiem trzy maszty z flagami Wadowic, watykańską i polską, na korytarzu urzędu zdjęcia z kolejnych wizyt Jana Pawła II i sceny powitania z miejscowymi notablami. Nic dziwnego, że o konfliktach w miejscowym samorządzie informowany jest Jan Paweł II.

Jest szatan
Jeden z takich listów został opublikowany na łamach miejscowego „Echa Wadowic”. Mieszkaniec gminy, który prosił redakcję o zachowanie nazwiska w tajemnicy, informuje Jana Pawła II, że jego rodzinne miasto jest w niebezpieczeństwie, bo „od kilku lat umysły młodych i dorosłych wadowiczan niszczy »medium«, które narusza i łamie podstawowe zasady dekalogu oraz elementarne normy ludzkiej przyzwoitości, rozgłasza obrzydliwe kłamstwa i paszkwile, niszczy dobrą opinię o papieskim mieście i jego mieszkańcach”. To „medium” sieje nienawiść i przerażenie, podważa zaufanie do instytucji życia publicznego i Kościoła. Z każdym rokiem systematycznie rośnie liczba ofiar „medium” i ubywa ludzi mających odwagę je krytykować. Autor prosi swojego rodaka na tronie papieskim o pomoc, bo „tym triumfem szatana w papieskich Wadowicach” jest głęboko zaniepokojony.
Donos do papieża ukazał się w „Echu Wadowic” – prywatnym piśmie Stanisława Kotarby, rzecznika prasowego wadowickiego Urządu Miejskiego. Na konferencjach prasowych rzecznik wypowiada się dyplomatycznie, a jak chce komuś dowalić z nazwiskiem, to pisze w swojej gazecie.
Kotarba to szara eminencja samorządu – tak charakteryzuje go Zbigniew Jurczak, radny powiatowy i prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej, który z rzecznikiem prasowym też zaliczył kilka spotkań w sądzie.
„Medialnym diabłem”, który zagnieździł się w papieskim mieście, jest Edward Wyroba, wydawca i redaktor naczelny dwutygodnika „Nad Skawą” – pisma regionalnego ziemi wadowickiej. Co ciekawsze, wydawnictwo „szatana” nosi w nadtytule cytat z Jana Pawła II: „Największym niebezpieczeństwem jest, kiedy się człowieka zniewala, mówiąc mu jednocześnie, że czyni się go wolnym. Musimy temu zapobiec”.

Niech papież
Edward Wyroba jest niemal pewien, że donos do Jana Pawła II napisał nie jakiś pragnący zachować anonimowość mieszkaniec gminy, lecz sam Kotarba, gdyż zarówno stylistyka, jak i słownictwo przypominają wypowiedzi rzecznika prasowego. Usiadł więc do komputera i też napisał list do papieża. Wysłał go do Watykanu pocztą, z licznymi załącznikami, a treść opublikował w 133. numerze „Nad Skawą”.
„Szatan” poinformował papieża, że „od kilku lat życie oraz umysły wadowiczan zatruwa wąska grupa ludzi, która powołując się na wspaniały autorytet Waszej Świątobliwości, łamie podstawowe zasady dekalogu, demokracji oraz elementarne normy zwykłej, ludzkiej przyzwoitości i tym samym niszczy opinię Twoich rodzinnych Wadowic”. Ci ludzie to lokalna władza, która toleruje korupcję, niegospodarność, cechuje się brakiem tolerancji i nepotyzmem, a na co dzień wiesza transparenty, że samorząd jest zawsze wierny papieżowi. Wszelkie próby krytykowania polityki Zarządu Miejskiego są odbierane jako ataki na Ojca Świętego. Taka postawa miejscowych władz, polegająca na szukaniu pomocy u papieża, „ośmiesza Najwyższy Autorytet Kościoła, jakim bez wątpienia jest osoba Waszej Świątobliwości”. Na zakończenie „szatan” prosi papieża o zapoznanie się z dołączonymi do listu dokumentami dotyczącymi władzy, która pozaprawne działania podpiera autorytetem Kościoła katolickiego i majestatem papieskim.
Reakcja miejscowych władz samorządowych na opublikowany w „Nad Skawą” list do papieża była natychmiastowa. Burmistrz Wadowic, Ewa Filipiak, wniosła przeciwko Edwardowi Wyrobie sprawę do Sądu Okręgowego w Krakowie, zarzucając mu publiczne pomówienie samorządu o popełnianie przestępstw, malwersacji finansowych, skorumpowanie, prowadzenie działalności kryminogennej, medialny terror, łamanie podstawowych zasad dekalogu, uzależnienie wymiaru sprawiedliwości, a także o nepotyzm i prywatę. Pani burmistrz dodała, że Edward Wyroba ma pełną świadomość rozgłaszania nieprawdziwych zarzutów, gdyż złożył już kilkadziesiąt zawiadomień o rzekomo popełnionych przestępstwach i wszystkie okazały się bezzasadne. Załącznikiem do sądowego pozwu był egzemplarz „Nad Skawą” z 29 września ub.r. z opublikowanym listem do Jana Pawła II.

Czarne owce
Pozew przeciwko Edwardowi Wyrobie został rozpatrzony przez sąd w ciągu doby, gdyż pani burmistrz uznała, że list do papieża był jednym z elementów kampanii przed zapowiedzianym referendum w sprawie odwołania miejskich władz samorządowych. Bez wezwania „medialnego szatana” na rozprawę i nawet bez dostarczenia mu wezwania krakowski sąd skazał go w trybie przyspieszonym na jedną grzywnę w wysokości 10 tys. zł na rzecz samorządu i drugą w tej samej wysokości na rzecz opieki społecznej oraz nakazał mu zamieścić przeprosiny.
Również Sąd Apelacyjny w Krakowie, do którego odwołał się Wyroba, nie wysłuchał redaktora, ale ograniczył grzywny do jednej, w wysokości 10 tys. zł dla opieki społecznej i nieco zmienił treść wyroku. Podtrzymał wprawdzie zakaz pisania o malwersacjach finansowych, nepotyzmie i prywacie, ale nie dopatrzył się niczego nagannego w sformułowaniach, że działalność samorządu jest kryminogenna i skorumpowana. Z powodu braku zawiadomienia o terminie rozprawy Wyroba wystąpił z żądaniem wznowienia postępowania i czeka na decyzję sądu.
Trzeba wspomnieć o pewnym wydarzeniu z lata ub.r. W czerwcu 20 mieszkańców Wadowic utworzyło Obywatelską Grupę Inicjatywną mającą na celu odwołanie Rady Miejskiej. W skład tej grupy wszedł również Edward Wyroba, a pismo „Nad Skawą” stało się trybuną opozycjonistów. Zebrano wymaganą przepisami liczbę podpisów i 4 września rozpoczęła się kampania przed referendum wyznaczonym na 21 października.
Inicjatorzy referendum zarzucali, że pobożność i „papieskość” miejscowej władzy są na pokaz, przynoszą szkodę zarówno samemu papieżowi, jak i Kościołowi, bo za aktami hołdu dla wielkiego syna ziemi wadowickiej kryją się bezprawie, korupcja i nadużycia. Władze Wadowic – choć ustawa zabrania im angażowania się w kampanię referendalną – nie pozostały obojętne. Pani burmistrz w programie regionalnej telewizji kablowej zaatakowała grupę inicjatywną i wezwała mieszkańców do bojkotu referendum. Kolportowano ulotki zachęcające do pozostania w domu. W obronę miejscowej władzy włączyli się księża, a jeden w trakcie mszy w kościele Ojców Karmelitów Bosych nazwał pomysłodawców referendum „garstką oszołomów i czarnych owiec”. Członkowie Obywatelskiej Grupy Inicjatywnej dysponują zdjęciami i zeznaniami świadków, że pracownicy magistratu zrywali i niszczyli plakaty opozycji.
Choć referendum z powodu zaledwie 8,5-procentowej frekwencji okazało się nieważne, obydwie strony odtrąbiły zwycięstwo. Władze uznały, że społeczeństwo udzieliło im poparcia i nie poszło głosować. Opozycja stwierdziła, że 96% biorących udział w głosowaniu wypowiedziało się za odwołaniem Rady Miejskiej. Następna runda w wyborach samorządowych.

Zgoda między nami
Odpowiedzią wadowickich władz na krytykę ze strony opozycji miała być Wielka Zgoda. Kilka tygodni przed referendum zaplanowanym na 21 października ub.r. w całym mieście pokazały się transparenty „Wielka Zgoda – 28 X 2001”. Nie podano ani miejsca, ani godziny tego wydarzenia.
– Wielka Zgoda to szerokie porozumienie mieszkańców Miasta i Gminy Wadowice – mówi Stanisław Kotarba. – Zgoda, której pomysłodawczynią jest pani burmistrz, nie ma ani statutu, ani władz. Obradom przewodniczy pani Ewa Filipiak, ale nie jako burmistrz, lecz jako obywatel miasta.
Występująca pod dwiema postaciami pani burmistrz ma też w swoim biurku deklaracje przystąpienia do Wielkiej Zgody, które podpisało już ponad 500 osób. Aby dostać druk, trzeba popierać działania władz. Pani burmistrz zapowiedziała na konferencji prasowej, że w Wielkiej Zgodzie nie ma miejsca dla inicjatorów zorganizowania referendum, ani też dla „radnych destrukcyjnych”. W Wielkiej Zgodzie „nie ma miejsca dla radnej Janiny Kamińskiej, która szeroko wypowiadała się na łamach prasy o swoim udziale w referendum”, nie ma miejsca dla radnego Piotra Laska, a wśród radnych SLD „o Wielkiej Zgodzie może myśleć tylko Franciszek Tyrała”. Oprócz kilku zaprzyjaźnionych dziennikarzy w obradach nie bierze udziału prasa, gdyż – jak stwierdziła pani burmistrz – mieszkańcy nie życzą sobie fotografowania i cytowania.
– Masowe przystępowanie mieszkańców do porozumienia – dodaje rzecznik Kotarba – świadczy, że bardzo wiele osób chce wspólnie działać w dobrym kierunku.
Inaczej Wielką Zgodę ocenia opozycja. – Jeżeli chcę doprowadzić do zgody, to apeluję do swoich adwersarzy, aby usiedli ze mną do stołu i porozmawiali – mówi Edward Wyroba. – Tymczasem oni zapraszają tylko swoich, a do tego wszystko jest tajne przez poufne.
– To wielka zgoda ich klakierów na to, co robią – komentuje radny Zbigniew Jurczak.

Zagłaskanie kota
Im bardziej Wadowice stają się „papieskim miastem”, tym mocniejsza jest tu miejscowa lewica skupiona m.in. wokół dwutygodnika „Nad Skawą”. Podczas ostatnich wyborów prezydenckich blisko połowa mieszkańców głosowała na Aleksandra Kwaśniewskiego.
W ostatnich wyborach do Sejmu, choć reprezentujący AWS wiceburmistrz Marian Sołtysiewicz nazwał kontrkandydatów z lewicy „zdrajcami ojczyzny, którzy teraz cieszą się poparciem swoich ofiar”, wadowiczanie wybrali do parlamentu reprezentantkę miejscowego SLD, Halinę Talagę.
Podobnie może być w wyborach samorządowych, bo choć każdy mieszkaniec Wadowic jest dumny, że właśnie tu urodził się Karol Wojtyła i że do miasta przyjeżdżają pielgrzymi, nie wszystkim odpowiada nieustająca atmosfera odpustu, zapach kremówek, uroczystości i koncerty „ku czci”, ubezwłasnowolnienie miejscowych władz wobec decyzji kościelnych.
– O piśmie „Nad Skawą” miejscowe władze mówią jako o triumfie szatana w papieskich Wadowicach – mówi Zbigniew Jurczak. – I fakt, że Edward Wyroba czasem jest jak walec, jak taran. Ale gra idzie tu o edukację mieszkańców, o ich świadomość. Gdy Wadowice należały do województwa bielskiego, to dzięki wpływowi protestanckiego Cieszyna było znacznie lepiej, jeśli chodzi o wolność wypowiedzi. Teraz w Małopolsce do polityki wciąga się ambonę i papieża.
Wszyscy w Wadowicach cieszą się, że dzięki papieżowi miasto pięknieje, stało się znane w całym świecie i przyjeżdżają tysiące pielgrzymek. To fakty bezsporne. Równocześnie, jak pisze „Nad Skawą”, doszło tu do zagłaskania kota na śmierć, w jarmarczno-odpustowej atmosferze nie ma miejsca na zadumę nad myślami wielkiego Polaka, a hołdy wierności ze strony miejscowej władzy nie zawsze odpowiadają jej uczynkom.
Dlatego – choć istnieje papierowa Wielka Zgoda – obydwie strony piszą listy do papieża, prosząc o pomoc. Władze pieklą się, że w papieskim mieście zwycięża lewica, lewica donosi, że prawica wykorzystuje autorytet Jana Pawła II do niecnych celów. Wszyscy liczą, że papież przyjmie zaproszenie bernardynów z pobliskiej Kalwarii Zebrzydowskiej i w 2002 r. przyjedzie na jubileusz 400-lecia tamtejszego sanktuarium. Tylko wielki rodak tej ziemi może doprowadzić do Wielkiej Zgody.

Wydanie: 1/2002

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy