Dopóki tli się życie

Dopóki tli się życie

A gdyby chłopczyk nie miał skarpetek, które włożyła mu babcia?

– Może zamoczyłby stopy i wtedy doszłoby do odmrożenia? A może już nie dałoby się go uratować? Przecież tak niewiele brakowało… Różne okoliczności złożyły się na to, że przeżył.

Czego pan profesor najbardziej się obawiał, gdy ratowaliście Adasia?

– Niewiadomych i zagrożeń było bardzo wiele. Na początku nie wiedzieliśmy, czy nie dojdzie do rozpadu tkankowego. Czy serce ruszy? Czy nie nastąpi martwica narządów? Czy podejmą pracę?

Kiedy zaczęła się pojawiać nadzieja?

– Stopniowo. Najpierw, po otwarciu klatki piersiowej, ucieszyliśmy się, że serce wykonuje jakieś ruchy, nawet te niewielkie – to był pierwszy zwiastun nadziei. Drugi, gdy po kilku godzinach ogrzewania zwęziły się źrenice dziecka. Trzeci, kiedy nastąpiło wydzielanie moczu. Ważny był moment, kiedy zaprzestawaliśmy podawania środków zwiotczających i Adaś się poruszył. Pojawił się wtedy umiarkowany optymizm. Najbardziej zagrożony był mózg, choć kiedy zwęziły się źrenice, wiedziałem, że działa. Ale czy nie doszło do jego uszkodzenia i nie ucierpiał intelekt chłopca? Nie mogliśmy być tego pewni. Dopiero gdy się odezwał, zaczął mówić, uwierzyliśmy, że mózg funkcjonuje właściwie. Teraz przed Adasiem długa rehabilitacja, by w pełni udało się usprawnić go ruchowo. Bo przecież, teoretycznie, mogą się ujawnić jakieś drobniejsze uszkodzenia obwodowe, o których jeszcze nie wiemy. No i trzeba wyleczyć infekcje, ale przecież spodziewaliśmy się tego.

Po takim stresie temperaturowym wystąpienie infekcji jest chyba normalne. Zresztą pan profesor zapowiadał, że u Adasia może się rozwinąć zapalenie płuc.

– Nie można było nawet przypuszczać, że wyjdzie ze szpitala bez konieczności leczenia infekcji.

Czego nauczył was Adaś, a raczej jego przypadek?

– Na każdym etapie leczenia Adaś pozytywnie nas zaskakiwał. Jego przypadek potwierdził, że nigdy nie należy rezygnować z ratowania człowieka, dopóki tli się w nim choć iskra życia. O tym wie mój zespół, historia Adasia była tylko potwierdzeniem.

A gdyby to wydarzenie miało miejsce gdzieś daleko od waszego szpitala, tam, gdzie nie ma ECMO?

– Wtedy Adaś by nie przeżył. Stwierdzono by zgon i nikt nie mógłby mieć o to do nikogo pretensji.

Czy to znaczy, że w kraju musi być więcej tak dobrze wyposażonych ośrodków?

– Niekoniecznie, wystarczy należyty transport, z dobrze przeszkoloną służbą transportową. W tym samym czasie, w którym przetransportowano Adasia z Racławic, można by go przecież przewieźć do nas samolotem czy helikopterem np. z Lublina. Oczywiście przez cały czas prowadząc umiejętnie reanimację. Podobnie wyposażone jak nasz są ośrodki na Śląsku – w Zabrzu i Katowicach, a także w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Gdańsku. Muszę przyznać, że ta akcja ratownicza była dobrze zorganizowana, doceniam poświęcenie policjantów, straży, sąsiadów poszukujących chłopca oraz istnienie w Małopolsce Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej, jednak wyprowadzenie pacjenta to już była nasza sprawa.

Gratuluję więc sukcesu. Wiele pisze się o nim również za granicą, była to sensacyjna wiadomość w mediach całej Europy, ale i w Japonii, w USA, nawet w Singapurze, Australii, RPA i Kenii. Wszędzie podkreślano, że to osiągnięcie na światową skalę. Bo dotąd nikogo po tak dużym wyziębieniu ciała nie udało się uratować.


Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II powstało przed rokiem Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej, którego celem jest ratowanie osób będących w stanie dużego wychłodzenia, zagrażającego życiu. Bazuje ono na stosowanej w chirurgii metodzie obniżania temperatury pacjenta przed zabiegiem operacyjnym, a potem jej przywracania. Placówka dysponuje lądowiskiem dla helikopterów. Do centrum są przywożone głównie nadmiernie wychłodzone ofiary wypadków i osoby zaginione w górach oraz ludzie starsi, samotni i bezdomni. To pierwszy taki ośrodek w Polsce, obejmuje działaniem województwo małopolskie. Z powodu wychłodzenia umiera w kraju od 328 do 606 osób rocznie, szacuje się jednak, że liczba ta może być znacznie większa.

Foto: archiwum prywatne prof. Skalskiego.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 1-2/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy