Dwa zamachy

Są dwie radykalnie sprzeczne wersje, a właściwie interpretacje taktyki, jaką zastosowała Moskwa, ażeby zlikwidować atak czeczeńskich terrorystów na teatr pełen widzów. Większość ekspertów uważa, że użycie narkotyzującego gazu było nieodzowne, albowiem udaremniło odpalenie wybuchowych ładunków przez kobiety-kamikadze. Krytycy utrzymują jednak, że należało już to wprowadzić do akcji specjalistów z Zachodu, już to zadbać o należyte odtruwanie wszystkich zagazowanych.
Jeżeli jednak przymierzyć tragedię moskiewską do amerykańskiej sprzed roku, dostrzeżemy – przy wszystkich zachodzących różnicach – następujące podobieństwo. Ani Amerykanie, ani Rosjanie na skierowane przeciwko nim akcje do tego stopnia nie byli przygotowani, że zarówno w jednym, jak drugim przypadku nieodzowne okazały się doraźne improwizacje. Prezydent Bush latał przez dłuższy czas samolotem Air Force One, zaś rzeczywisty rozmiar arabskiego ataku pozostawał zrazu nieznany. Dowiedzieliśmy się dopiero po dłuższym czasie, jak starannie i systematycznie została przygotowana akcja Al Kaidy w Ameryce.
Takim samym zaskoczeniem było również ogarnięcie całej widowni moskiewskiego teatru przez Czeczenów. Od pierwszych chwil ich akcji okazało się jasne, że przedłużone pertraktacje, jakimi rutynowo eksperci usiłują rozmiękczyć porywaczy, nie dadzą się zastosować. Postępowanie Rosjan, którzy zamiast groźnego gazu bojowego zastosowali środek narkotyczny, używany przy operacjach, wydaje się zrozumiałe i właściwe. Jednakże zarówno wielka przestrzeń zamknięta, jak znaczny rozrzut wieku zakładników i terrorystów, a wreszcie nieuchronnie rozmaite stężenie gazu w teatralnej sali musiały doprowadzić do nierównomiernego zatrucia poszczególnych osób.
Za największy błąd Rosjan poczytuje się obecnie to, że skuteczna odtrutka, jaką stanowi preparat nalokson, nie została użyta szybciej. Jest to jedna z przyczyn śmierci ponad 120 zakładników. Trzeba jednak lojalnie dodać, że komandosi rosyjscy siłą rzeczy nie byli ani przygotowani do optymalnego zastosowania środków ratunkowych, ani też – ze względu na rozmiary akcji – nie było czasu na ich odpowiednie przećwiczenie.
Chociaż zatem różnice między dramatem amerykańskim i rosyjskim są bez wątpienia ogromne, godzi się przyznać, że każda z tych zaatakowanych stron działała w szoku i pośpiechu. Dlatego zajścia takie systematycznie i metodycznie łatwo jest oceniać dopiero post factum.

Wydanie: 45/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy