Konia z rzędem temu, kto udowodni, że kolejne szkolenie komputerowe dla bezrobotnych w Górkach Dolnych pomoże im znaleźć robotę Prof. Kazimierz W. Frieske – pracuje w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego (gdzie jest kierownikiem Zakładu Socjologii Problemów Społecznych i Planowania Społecznego) oraz w Instytucie Pracy i Spraw Socjalnych. Jest też wiceprzewodniczącym Komitetu Socjologii PAN. Autor wielu prac poświęconych socjologii problemów społecznych i zbiorowym stosunkom pracy. – U pana w gabinecie wisi duże zdjęcie Józefa Cyrankiewicza. Czy to nostalgia, czy podkreślenie PPS-owskich korzeni? – Ani to, ani to. Prawdziwym, uczciwym socjalistą był natomiast prof. Jan Malanowski, po którego śmierci objąłem tę katedrę. Wśród książek, które zostawił, było kilka zabawnych pozycji, takich jak krótki kurs WKP(b), dzieła zebrane klasyków i inne, dzisiaj już bardzo egzotyczne książki. Ten księgozbiór, chcemy tego czy nie, jest częścią naszej historii i nie widać powodów, dla których mielibyśmy o tym zapominać. Postanowiłem kupić konterfekt, pasujący stylistycznie do tych książek. Szukałem bardzo długo, w jakimś antykwariacie znalazłem zdjęcie Bieruta, w końcu, po kolejnych poszukiwaniach zdecydowałem się na kupno Cyrankiewicza. Nie jest on największym bandytą PRL-u, więc pomyślałem, że mogę go powiesić. – Części społeczeństwa może on przypominać czasy, kiedy państwo wprawdzie trzymało obywatela za twarz, ale i jakoś się nim opiekowało. A czy dziś Polska jest jeszcze krajem opiekuńczym? – Uważam, że nasze państwo troszczy się o swych obywateli w sposób porównywalny do tego, jak robią to inne państwa Unii Europejskiej. Udział wydatków socjalnych w wydatkach budżetowych w Polsce jest nawet nieco wyższy niż w pozostałych krajach Unii. – Może więc rację mają ci naukowcy, którzy zachęcają do ograniczenia wydatków socjalnych i zastosowania w Polsce modelu amerykańskiego… – Nie dajmy sobie robić wody z mózgu! W USA poziom transferów socjalnych jest relatywnie i realnie znacznie większy niż w Polsce. Spore grupy społeczne żyją tam wyłącznie z pomocy świadczonej przez państwo amerykańskie. Dynamika przyrostu wydatków społecznych w przeliczeniu na jednego mieszkańca w ostatnim dwudziestopięcioleciu, mimo całej republikańskiej retoryki, była w USA wyższa nawet niż w krajach Unii Europejskiej. Patrzmy więc na to, co rzeczywiście robią Amerykanie, nie na to, co mówią. – Natomiast u nas prof. Leszek Balcerowicz namawia do zlikwidowania niemal w ogóle nakładów na cele socjalne i stawia pytanie: czy ludzie przestaną posyłać dzieci do szkół albo zrezygnują z chodzenia do lekarzy, jeśli zaczną płacić za to z własnych portfeli? – No, chyba duża część właśnie by zrezygnowała, zresztą z dostępnych badań, m.in. z analiz GUS i z kolejnych Diagnoz Społecznych, wiemy, że już tak się dzieje. Regułą jest więc to, że w krajach niezamożnych udział wydatków socjalnych w budżecie jest nieco większy niż w bogatszych. Żadne cywilizowane państwo nie chce bowiem nadmiernie ograniczać dostępności dóbr i usług publicznych, bo nie może sobie pozwolić na rozmaite nieszczęścia związane z niskim poziomem dochodów ludzi. Pomysły, by likwidować państwo opiekuńcze, są empirycznie chore. Inną sprawą jest efektywność wydawania pieniędzy publicznych, to prawdziwe nieszczęście. Część tych sum – trudno powiedzieć jaka, bo nie umiemy mierzyć porządnie efektywności wydatków socjalnych – jest po prostu spuszczana do kanału. – A czy u nas to wycofywanie się państwa z dostarczania ważnych dóbr i usług publicznych – w połączeniu z marną sytuacją dochodową wielu rodzin – nie uczyniło ze sporej części Polaków ludzi biednych? – Stosowany powszechnie w Unii wskaźnik relatywnego ubóstwa pokazuje, iż w Polsce 17% obywateli żyje w biedzie. W innych państwach UE 14-16%, różnica jest więc niewielka. Unijną granicę ubóstwa wyznacza suma niższa od 50-60% przeciętnych wynagrodzeń. Oczywiście państwa „starej” Unii są wielokrotnie zamożniejsze niż Polska, u nas często posługujemy się zatem, rzadko już stosowanym w innych państwach europejskich, pojęciem minimum socjalnego. Koszyk dóbr i usług składających się na takie minimum jest wprawdzie bardzo skromny, ale umożliwia partycypację w życiu publicznym i kulturalnym, obejmuje np. wydatki na bilety komunikacji miejskiej i na jedną gazetę. Z badań GUS wiemy, że poniżej tej granicy żyje ponad 60% społeczeństwa. – Jak można ocenić wielkość zróżnicowania społecznego w naszym kraju? – Skala nierówności
Tagi:
Andrzej Dryszel







