Rok bez Ojca

Rok bez Ojca

Ojca brakuje mi w wielu momentach, ale bywają takie, kiedy myślę, że dobrze, że tego nie doczekał Monika Jaruzelska – publicystka, dziennikarka, stylistka. Autorka trzech bestsellerów o życiu jej rodziny: „Towarzyszka panienka”, „Rodzina”, „Oddech”. W internecie prowadzi cykl wywiadów „Bez maski”. Wykłada antropologię kultury w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Czy rok bez ojca zmienił pani patrzenie na świat? – Nie, moje postrzeganie świata się nie zmieniło, bo mam taką niezmienną wewnętrzną ciągłość narracji. Tyle że w poprzednich książkach stosowałam być może większą autocenzurę przy opisywaniu własnych emocji, zdarzeń. Był we mnie pewien opór ze względu na ojca. A jeśli chodzi o jego śmierć, to paradoksalnie przyniosła mi spokój. Ojciec umierał od wielu miesięcy. Jeżeli jest w nas lęk przed czyjąś śmiercią, to jej nadejście ten lęk zamyka. Kiedy od dawna nie ma nadziei, a obserwuje się cierpienie najbliższej osoby, jej odejście przynosi chwilową ulgę. Ból przychodzi później. Ostatnia książka ma w sobie dużo momentów ciemnych, bo domyślam się, że o to pani pyta. Nie. Rozumiem oczywiście, że inaczej reaguje się na świat po stracie kogoś ważnego. I „Oddech”, w którym dużo pisze pani o śmierci, chwyta za gardło. Nie pytam jednak o emocje, wiadomo, przeżywa pani żałobę, ale o reakcje na to, co się dzieje w świecie. Jest rocznica stanu wojennego i pani pisze: coraz mniej mnie to dotyczy. – Tak, czuję wręcz ulgę. Jest informacja o kandydaturze Magdaleny Ogórek, a pani na to: właściwie mało mnie to obchodzi. – Tak. Może przy ojcu czuła się pani w obowiązku uważniej obserwować świat polityki? – W jakimś stopniu ma pani rację. W kolejne rocznice 13 grudnia starałam się ojcu pomóc, sama miałam jakąś potrzebę ekspiacji w stosunku do osób poszkodowanych w stanie wojennym. I teraz trochę tego ciężaru zrzuciłam. Rzeczywiście mniej mnie interesuje polityka historyczna. W tym momencie, bo jeżeli znowu mój ojciec znajdzie się na świeczniku w jakimkolwiek sensie – a można powiedzieć, że Jaruzelski wiecznie żywy, ponieważ ciągle powstają o nim publikacje, książki, ostatnio Kowala i Cieślika – więc jeśli przeszłość znowu stanie się dla mnie ważna, ponownie się nią zajmę. Już nie ze względu na ojca, ale z powodu przyszłości mojego syna, żeby nie spadło na niego odium niechęci, jaką wzbudzał w niektórych ojciec. Chociaż – trzeba dodać – zarówno ja, jak i syn bywamy także beneficjentami. Bo spotykamy się również z sympatią i szacunkiem. Społeczeństwo jest ciągle podzielone w ocenie stanu wojennego. – Tak, równo. A wracając do 13 grudnia, teraz już nie ma we mnie takiej kompulsywności w oglądaniu telewizji, czytaniu gazet, dzwonieniu do ojca: a widziałeś to, co sądzisz, może ci coś wydrukować z internetu? Tego nie ma we mnie. Nie ma osoby, z którą mogłabym o tym tak żywo rozmawiać. Ojca brakuje mi w wielu momentach, ale jeśli chodzi o grudzień – gęsty od dramatycznych dat dzielących Polaków – to raczej czuję ulgę. Polityką rządzi sensacja Ale mówimy o historii, a kandydatura pani Ogórek na prezydenta to współczesność. Odsuwa się pani od polityki? – To politycy coraz bardziej odsuwają się od nas. Pewne ich decyzje są wręcz groteskowe i niebezpieczne. Zyskuje Paweł Kukiz, który stara się być bliżej ludzi. Zyskuje, mimo że dość długo był ośmieszany przez media, a jego zaangażowanie przedstawiano jako oszołomstwo. Śledziłam oczywiście debatę prezydencką w telewizji. Bardziej niż kwestia polityczna zajmowało mnie oglądanie tego programu z punktu widzenia antropologii kultury. Mój syn słusznie zauważył, że to przypomina teleturniej. Bo kandydat ma minutę, żeby powiedzieć coś ważnego, coś, co może zaważyć na jego przyszłości i przyszłości nas wszystkich. Świat pędzi w taką dziwną stronę, że jeszcze chwila, a jakaś stacja telewizyjna zorganizuje konkurs. Widzowie esemesami rozstrzygną, która kandydatka na pierwszą damę ma lepszy przepis na zupę pomidorową albo która szybciej ubije pianę. A jakiś celebryta kulinarny, najlepiej Magda Gessler, sprawdzi jakość ubicia. Pisała pani w „Towarzyszce panience”, że świadomie schowała się do szafy, czyli weszła do świata mody, żeby nie tkwić w polityce. Ale czy polityka pani nie nęci? – Są momenty, kiedy mnie nęci. Jak piszę w „Oddechu”, rozważałam taki krok, rozmawiałam z różnymi ludźmi, ale nie ma w tej chwili

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2015, 22/2015

Kategorie: Wywiady