Dyskretny urok banknotów

Opory przed korzystaniem z obrotu bezgotówkowego często mają wymiar psychologiczny

Teoretycznie wiemy, że regulowanie płatności bez korzystania z gotówki jest bezpieczniejsze, tańsze i szybsze niż przy użyciu pieniędzy trzymanych w portfelu. W praktyce jednak często nie wyciągamy z tego wniosków.

Płacenie, czyli przyjemność
Nasze przywiązanie do brzęczącej monety i szeleszczących banknotów tłumaczymy różnie. Niektórzy uważają, że płacenie rachunków wcale nie jest przykrym obowiązkiem – często jest to powód, by wyjść z domu i pobyć wśród ludzi. Można wtedy spotkać znajomego, porozmawiać z kimś w kolejce lub w kasie. Takie powody podają głównie emeryci i renciści.
Dla ludzi pracujących płacenie rachunków gotówką jest zaś stałym elementem codzienności. Poświęcany na to czas nie stanowi żadnego problemu, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Dokonywanie opłat jest wpisane w system funkcjonowania, ludzie mają stałe miejsca, w których płacą, usytuowane zwykle – jak mówią – po drodze. I tylko część pracujących w wielkich miastach uważa, że płacenie rachunków gotówką oznacza dla nich stratę czasu.
Opinie o tym, dlaczego do obrotu bezgotówkowego podchodzimy z rezerwą, zebrała prof. Dominika Maison w ubiegłorocznym raporcie „Analiza barier dotyczących korzystania z obrotu bezgotówkowego”, przygotowanym dla NBP.
Często twierdzimy, że płacenie bezpośrednio w kasie danej instytucji – na przykład zakładu energetycznego czy operatora telekomunikacyjnego – jest dogodniejsze, bo nie trzeba wnosić opłat manipulacyjnych, a siedziby tych instytucji są zwykle (z wyjątkiem największych miast) usytuowane tak, że nie trzeba nadkładać drogi. Problem w tym, że kasy są stopniowo likwidowane. Prosty rachunek kosztów przemawia bowiem za tym, że lepiej inkasować pieniądze na konto, niż zatrudniać kasjerów, gromadzić fizycznie banknoty i monety, zabezpieczać je oraz transportować.

Nie nasza wina
Wybieramy płacenie w okienkach pocztowych, gdyż wówczas, mimo że poczta pobiera niemałą opłatę od każdego rachunku, nie ponosimy odpowiedzialności za prawidłową realizację przekazu. I jeśli pieniądze nie trafią do adresata, nie jest to nasza wina – mamy przecież dowód w postaci kwitka ze stemplem. Jeśli natomiast popełnimy błąd przy przelewie internetowym i przelejemy pieniądze nie temu, komu chcieliśmy je przesłać, będzie to wyłącznie nasz problem.
Argumentujemy niekiedy, że gotówką zapłacimy wszędzie, nie trzeba do tego pamiętać kodu PIN ani troszczyć się, by nie zgubić małego kawałka plastiku. Nie trzeba płacić bankowi za wydanie karty. Na bazarze kartą na ogół nie można płacić, tak samo w sieci sklepów Biedronka – W Biedronce rozumieją, że to dla nich tańsze i że z kartami płatniczymi może być więcej problemów niż korzyści – wyjaśniają respondenci pytani przez prof. Maison.
Wszystkie te argumenty nie są pozbawione sensu. Tym bardziej że pieniądze nie tylko są środkiem płatniczym, lecz także mają znaczenie psychologiczne. Przeszkody w rozwoju obrotu bezgotówkowego należy usuwać, obniżając jego koszty i sprawiając, by był dostępny i wygodny dla przeciętnego zjadacza chleba. Zawsze jednak będą istnieli, jak określa ich prof. Maison, miłośnicy gotówki, czyli ludzie, którzy, aby poczuć, że mają pieniądze, muszą je zobaczyć i ich dotknąć.


Obrót bezgotówkowy to dokonywanie różnych transakcji finansowych za pośrednictwem banków bez fizycznego używania banknotów i monet.
Służą do tego konta, przelewy, karty płatnicze, weksle, czeki bezgotówkowe, polecenia zapłaty, stałe zlecenia bankowe, akredytywy, cała bankowość internetowa. Bez rozwoju informatyki, dzięki której powstały bankowe systemy elektroniczne, pozwalające na wirtualne przelewy pieniędzy w czasie rzeczywistym (kliknięcie kończące transakcję oznacza, że w tym samym czasie zapis o posiadaniu środków pieniężnych znika z jednego konta, a pojawia się na innym), niemożliwy byłby prężny rozwój obrotu bezgotówkowego w ostatnich latach. U nas nie jest on jednak na tak wysokim poziomie jak w rozwiniętych krajach zachodnich. O rozwój obrotu bezgotówkowego wciąż trzeba zabiegać. Dlatego w Polsce powstała Koalicja na rzecz Obrotu Bezgotówkowego i Mikropłatności, zawiązana pod patronatem Narodowego Banku Polskiego i z udziałem Związku Banków Polskich, zrzeszającego banki komercyjne. – Chcemy wykorzystywać wspólne doświadczenie i wiedzę, tak aby rozszerzyć zakres funkcjonowania rozliczeń bezgotówkowych, przyspieszyć elektronizację gospodarki, zwiększyć satysfakcję klientów oraz obniżyć koszty jednostkowe operacji elektronicznych – podkreśla dyr. Remigiusz Kaszubski z ZBP.
Banki to instytucje, które najbardziej korzystają na rozwoju obrotu bezgotówkowego, więc ich zaangażowanie jest zrozumiałe. W tym przypadku jednak interes sektora bankowego jest zbieżny z interesem konsumentów i całej gospodarki.


Już nie zapomnisz

Dla osób, które nie chcą przeoczyć terminów różnych płatności, boją się karnych odsetek, nie lubią wypełniać druczków i stać w kolejce do okienek pocztowych, najlepszym rozwiązaniem będą stałe zlecenia albo polecenia zapłaty.
Stałe zlecenie polega na tym, że zlecamy bankowi, aby w regularnych odstępach czasu przelewał z naszego konta określoną, niezmienną sumę na rzecz innej osoby bądź instytucji. Na przykład spółdzielni mieszkaniowej, której płacimy czynsz. Stałe zlecenie jest przydatne wtedy, gdy uiszczamy opłaty stałe lub zmieniające się nie częściej niż raz, dwa razy do roku. W innym przypadku zbyt często będziemy musieli dokonywać zmian w umowie zawartej z bankiem.
Gdy płacimy kwoty, których wysokość może się zmieniać, warto skorzystać z polecenia zapłaty. Bank będzie wtedy regularnie opłacać z naszego konta faktury od wierzycieli, których mu wskażemy (mogą to być na przykład rachunki za telefon czy prąd). Abyśmy mogli kontrolować wydatki, również będziemy od banku otrzymywać te faktury, żeby porównać je z rozliczeniami dokonywanymi na naszym koncie. Aby polecenie zapłaty mogło funkcjonować, musimy udzielić zgody podmiotom, którym mamy płacić, na obciążanie naszego rachunku.
Obie te usługi można w niektórych bankach otrzymać gratis w pakiecie z kontami oszczędnościowymi czy wpłatami na fundusze inwestycyjne. Na ogół jednak za zlecenie stałe oraz polecenie zapłaty banki pobierają niewielkie opłaty.


13-latki – pchajcie się do banku!

Własne konto w banku może w Polsce posiadać już osoba 13-letnia. Do jego założenia jest wymagana zgoda rodziców lub opiekunów udzielona w obecności przedstawiciela banku, ale to młody człowiek jest właścicielem konta oraz karty płatniczej.
To dobra szkoła samodzielności finansowej i sztuki zarządzania swoimi pieniędzmi. Podobno w USA aż 60% tych, którzy od wczesnych lat dysponowali własnym kontem bankowym, osiągnęło sukces finansowy.
Konta młodzieżowe (czyli dla osób między 13. a 18. rokiem życia) zawsze mają znacznie niższy poziom opłat w porównaniu z kontami dla dorosłych. Część banków oferuje prowadzenie młodzieżowego konta i korzystanie z karty za darmo, ale za to pobiera większe opłaty za stałe zlecenia, przelewy, monity czy niedokonanie określonej liczby transakcji w ciągu miesiąca. Inne banki prowadzą konta i oferują kartę odpłatnie, natomiast nieco tańsze są u nich pozostałe czynności bankowe. O wszystkie te szczegóły należy spytać w banku.

Wydanie: 41/2011

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, część II
Tagi: NBP

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy