„Dziady” w całym kraju

„Dziady” w całym kraju

Od Treli do Żebrowskiego

Po premierze Dejmka przedstawienie Swinarskiego, które okazało się wielkim sukcesem, należało do nielicznych odważnych prób mierzenia się z arcydziełem Mickiewicza. Po zawirowaniach politycznych, kiedy to spektakl Dejmka stał się mimowolnym detonatorem wydarzeń marcowych, teatry omijały „Dziady” szerokim łukiem. Tym większe wrażenie zrobił Swinarski swoją inscenizacją, a Trela natchnioną Wielką Improwizacją. Rzecz ciekawa, że kiedy popularny w Krakowie „Dziennik Polski” ogłosił plebiscyt na najlepszy spektakl na krakowskich scenach w latach 1945-2006, to właśnie „Dziady” uzyskały najwięcej wskazań (30% głosów) i uznane zostały za najlepsze przedstawienie 60-lecia.

Grywano więc „Dziady”, a raczej ich fragmenty, sporadycznie, a pod koniec lat 80. pojawiły się na afiszu swoiście schyłkowe spektakle – inscenizacje Jerzego Grzegorzewskiego („Dziady. Improwizacje” w Teatrze Studio), Krystyny Skuszanki (Teatr Narodowy) i Grzegorza Mrówczyńskiego (Teatr Polski w Poznaniu), każda odmienna, ale wszystkie uwikłane w swój czas i przygotowane z poczuciem pewnego spętania. Potem na 10 lat zapadła cisza, grywano głównie Moniuszkowskie „Widma” i jakieś fragmenty, dowodzące, że dzisiaj „Dziadów” raczej grać się nie da. Toteż wystąpienie prof. Janion o tym, że wybiła ostatnia godzina romantyzmu, trafiało w ówczesny stan rzeczy, ale z prognozą już nie było tak dobrze. Najwyraźniej Jan Englert pomieszał wtedy szyki żałobnikom po romantyzmie. Po kilku latach przygotowań (przez dwa lata powstawał scenariusz) zrealizował wielkim nakładem pracy i środków monumentalny spektakl telewizyjny (prawie stu aktorów w obsadzie!), złożony ze wszystkich części romantycznego arcydramatu, z Michałem Żebrowskim w roli Gustawa-Konrada. 1 listopada 1997 r. w Teatrze Telewizji zobaczyliśmy pierwszą odsłonę jego „Dziadów”. Englert dokonał cudu – po raz pierwszy od lat znowu rozmawiało się o teatrze. „Wybitni znawcy dramatu romantycznego – mówił wtedy w rozmowie ze mną dla „Trybuny” – sami ogłaszają koniec romantyzmu. Powiadają, że idea romantyczna upadła. A kiedy ja próbuję tę ideę romantyczną po swojemu przybliżyć młodemu pokoleniu, budzi to ich protest. Widocznie rola płaczek pogrzebowych bardzo im odpowiada”.

Wrażenie, jakie wywarło widowisko Englerta, nie pozostało bez echa. Dość powiedzieć, że aż do dzisiaj, czyli przez niecałe 20 lat, Mickiewiczowski poemat dramatyczny ukazał się na polskich scenach aż 50 razy (nie licząc wersji radiowych i telewizyjnych, a także spektakli amatorskich). Już tylko to świadczy, że tekst Mickiewicza nareszcie wszedł do kanonu teatralnego, bo do tej pory należał do kanonu lektur szkolnych.

Nastał więc czas na Mickiewicza, na poszukiwanie w jego utworze tropów, które wiodą do współczesności. Taki charakter mają ostatnie wystawienia „Dziadów”, które tylko w ostatnich pięciu latach doczekały się aż 15 premier (nie wyłączając teatru lalkowego).

Strony: 1 2 3

Wydanie: 15/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy