Bractwo pływacko-poetyckie

Bractwo pływacko-poetyckie

50-lecie poznańskiej Grupy Poetyckiej „Wierzbak”

W warszawskim Domu Literatury 28 listopada wystąpiła, powstała w 1956 r. i od lat nieistniejąca, poznańska grupa poetycka „Wierzbak”. Jak więc może występować nieistniejąca grupa? Już śpieszę z wyjaśnieniami.
„Wierzbak” po prostu postanowił przypomnieć o sobie w 50. rocznicę swego powstania. To był gorący, pamiętny rok. W czerwcu w Poznaniu polała się krew, potem zamieszki wybuchły w Warszawie, a wydarzenia budapeszteńskie zamknęły tę koszmarną „jesień ludów”. Do dziś pozostała po niej zbiorowa trauma, jednak odwilż przyniosła częściowe skruszenie lodów. W Poznaniu doszło nawet do paradoksu – rozpoczął się tu okres bumu kulturalnego. Jakim cudem? W bardzo prosty sposób: władza po tragedii Czerwca bała się poznaniaków, wolała w tym mieście „poluzować śrubę”.
„Wierzbak” powstał jako „bractwo pływacko-poetyckie”. To na jeziorku w Parku Sołackim Ryszard Danecki i Marian Grześczak zgadali się co do wspólnej „sztamy literackiej”. Powstał zaczątek grupy o nazwie wziętej od lokalnego strumyka. Szybko pojawili się nowi konfratrzy: Gerard Górnicki, Maciej Maria Kozłowski, Józef Ratajczak i Eugeniusz Wachowiak. Ich wspólna pierwsza publikacja nosiła tytuł „Liść człowieka”. Niebawem grupa podzieliła się na „frakcję poetycką” i „frakcję estetyczno-programową”. W drugiej antologii grupy pt. „Wynikanie” (1959) zaprezentowali się: Bohdan Adamczak, Danecki, Grześczak i Konrad Sutarski. Poznań był już wtedy jednym z najciekawszych miast „Polski kulturalnej”. Ach, cóż tu się nie działo! Nowe tygodniki i pisma literackie („Tygodnik Zachodni”, „Kaktus”, „Wyboje”), kluby (Arsenał, Klub Artystów, Od Nowa), grupy poetyckie, kabarety (Żółtodziób), teatry (Atelier, Studencki Teatr Dramatyczny, Teatr Marcinek, Teatr 5), imprezy (Poznańska Wiosna Muzyczna), powstało Wydawnictwo Poznańskie…
Ogólnopolski Festiwal Młodej Poezji zorganizowany po raz pierwszy w 1957 r. stał się imprezą, na wzór której pojawiły się podobne w kilku miastach. Młoda poezja (i nie tylko ona) zaczęła wypracowywać swoje własne formy bytowania, konfrontacji, mityngów. To były bardzo ważne fakty.
Tak jak ważna była atmosfera wprowadzająca w codzienne życie „artystyczną kręciołę”. Grześczak pisze: „Bractwo (…) dyskutuje zawzięcie problemy estetyczne i filozoficzne. Ich bladym odbiciem będą późniejsze manifesty i jeszcze późniejsze działania, takie jak: plakatowanie wierszami słupów ogłoszeniowych, wieczory autorskie dla młodzieży, mityngi przy świecach, zespolone manifesty poezji, muzyki i plastyki, prowadzenie własnej kawiarni poetyckiej, ekstrawaganckie stroje, chodzenie na bosaka (nawet na premiery teatralne)”.
Czy „Wierzbak” był grupą programową? Ryszard Danecki twierdzi, że w jakiejś mierze tak. Po pierwsze, młodzi uznali, że „tradycje liryczne” miasta są nikłe i trzeba je stworzyć; po drugie chodziło o etos prawdy, czyli o stworzenie w poezji alternatywy dla języka oficjalnego (nowomowy?), o mówienie „innym głosem”. Ta fala zresztą – przypomnijmy sobie – rosła. Przecież w tym samym czasie w Warszawie ukazywało się „Po prostu”, powstała „Współczesność”, zaczynał działać Teatr STS.
Znaczenie, sens „Wierzbaka” można i trzeba wpisać w kontekst odwilży. A to jest ważka okoliczność.
Grupa po kilku latach rozpierzchła się; poeci porozjeżdżali (np. Grześczak do Warszawy, Sutarski do Budapesztu…), zaczęli, niestety, umierać (Kozłowski, Ratajczak). Ale też wyrastali na dojrzałych, znanych i uznanych twórców. Największą renomę zyskali Marian Grześczak (poeta pierwszej gildii; jego najnowszy tomik pt. „Snutki” to jedna z rewelacji poetyckich obecnego sezonu), Ryszard Danecki („klasyk” poznańskiego środowiska dziennikarskiego, autor wielu tomów poetyckich, filar literackiego Poznania) i Józef Ratajczak (przedwcześnie zmarły wybitny poeta otoczony sporą sławą). Zapewne bez „Wierzbaka” też doszliby do swoich sukcesów, ale dzięki niemu mieli okazję tworzyć smaczki historii literatury i „tworzyć pokolenie”.
Niedawno z inicjatywy Mariana Grześczaka wyszła antologia „Wiek Wierzbaka. Głosy poezji i prozy”. To solidne przypomnienie grupy wzbogacone kompetentnym wstępem – tam młodzi poloniści znajdą wszystkie szczegóły potrzebne chociażby do napisania takiego artykułu jak ten. W październiku antologia była prezentowana w Budapeszcie; autorzy mają zamiar objechać z nią jeszcze kilka krajów. Po co? To dobry pomysł: zwłaszcza w dawnych KDL-ach warto przypomnieć tę dawną trybunę, jaką była sztuka, tę alternatywę, jaka budowała lepsze światy.
W Domu Literatury Danecki i Grześczak opowiedzieli wiele drobiazgowych spraw, związanych z grupą i z Poznaniem tamtych czasów. Łza się w oku zakręciła. Ten wymiar kultury w PRL był arcyciekawy; dziś stał się kultowy i niemożliwy do powtórzenia, bo też czasy może są lepsze, ale ich klimaty – niekoniecznie!

 

Wydanie: 50/2006

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy