Dziesięciu partyjnych fachowców

Dziesięciu partyjnych fachowców

Czy Rada Polityki Pieniężnej gra przeciwko rządowi?

Na naszych oczach tworzy się mit Rady Polityki Pieniężnej – ciała niezależnego i mądrego, które chce zniszczyć Leszek Miller, do spółki z PSL-em i Unią Pracy.
To jest zły mit. Rada jest ciałem upolitycznionym, tak jak tylko możliwe jest to w Polsce. Jej większość stanowią nominaci AWS-u i Unii Wolności. I do tego skrajni monetaryści. Jest ciałem omylnym – jej prognozy oraz wypowiedzi niektórych jej członków wielokrotnie tego dowodziły. Jest wreszcie ciałem zadufanym i oderwanym od rzeczywistości.

Narodziny

Dzisiejsza opozycja bardzo chętnie o tym zapomina – obecni członkowie RPP powoływani byli nie na zasadzie parlamentarnego konsensusu, ale tak, że AWS i Unia Wolności wzięły wszystko.
Członków Rady wyłaniano (na sześcioletnią kadencję) na przełomie grudnia 1997 r. i stycznia 1998 r. I bynajmniej nie ukrywano, że jest to wybór polityczny. W grudniu 1997 r. „Gazeta Wyborcza” pisała: „Ustawa (o NBP) zakłada, że po trzech przedstawicieli do Rady wytypuje Sejm, Senat i prezydent. (…) Rządząca koalicja postanowiła zgłosić sześciu swoich kandydatów, wyczerpując tym samym pulę przewidzianą dla parlamentu. – Uznaliśmy, że o opozycję zatroszczy się prezydent, zgłaszając swoich kandydatów – powiedział nam wczoraj Jerzy Osiatyński (UW)”.
AWS i UW zawarły więc umowę, na mocy której podzieliły się stanowiskami w RPP. Cztery wzięła Akcja, dwa – Unia. I według tej zasady, rekomendowały swoich kandydatów.

Oni

Czyli kogo? Dziś, gdy prezentowane są biogramy członków RPP, pomijane są te informacje, które łączyłyby ich ze światem polityki. Szkoda. Bo tak naprawdę, to polityczne koneksje zadecydowały o ich nominacjach. Tego zresztą nikt cztery lata temu, w styczniu 1998 r., nie ukrywał. A nowych członków RPP przedstawiano wówczas tak:

– prof. Cezary Józefiak – rekomendowany przez Unię Wolności, ekonomiczny doradca „Solidarności” w latach 1980-89, przewodniczył podkomisji polityki gospodarczej w obradach Okrągłego Stołu, senator I kadencji (1989-91, przewodniczący senackiej Komisji Gospodarki Narodowej), prezes Centrum im. Adama Smitha. Wykładowca na Uniwersytecie Łódzkim. Jego studentami byli m.in. Bogusław Grabowski, Jarosław Bauc i Jerzy Pruski.

– dr Bogusław Grabowski – czołowy ekspert ekonomiczny AWS, współtwórca (razem z Jerzym Buzkiem) programu ekonomicznego AWS. Wojciech Arkuszewski (poseł AWS) mówił o nim: Grabowski to ukochane dziecko „Solidarności”. A Jerzy Kropiwnicki (były szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych): Nie ma wątpliwości, że głównym mózgiem ekonomicznym AWS jest Bogusław Grabowski. W 1997 r. Grabowski był kandydatem AWS na ministra finansów, potem doradcą Buzka, a w roku 2000 kandydatem AWS na premiera. W latach 1993-97 był prezesem zarządu Petro Banku (w tym czasie bank ten, w wyniku politycznego podziału łupów, dostał się w ręce prawicy, zbliżonej do ZChN).

– Wojciech Łączkowski – także rekomendowany przez AWS. Specjalista prawa publicznego, sędzia Trybunału Konstytucyjnego (1989-1997), przewodniczący PKW od 1994 r., w roku 1995 był wymieniany przez ZChN jako potencjalny kandydat prawicy na prezydenta.

– prof. Marek Dąbrowski, wiceminister finansów w rządzie Mazowieckiego. Jerzy Osiatyński przedstawiając w Sejmie jego kandydaturę, mówił: „W końcu sierpnia 1989 r. pan Dąbrowski wszedł w skład zespołu przygotowującego program gospodarczy dla rządu Tadeusza Mazowieckiego, a następnie pełnił w tym rządzie funkcje sekretarza stanu w Ministerstwie Finansów. W latach 1991-93 był posłem na Sejm I kadencji z ramienia Unii Demokratycznej. W roku 1991 był członkiem-założycielem Unii Demokratycznej i dwukrotnie członkiem władz krajowych UD, a później Unii Wolności”.

– Janusz Krzyżewski, wiceminister przekształceń własnościowych w rządzie Jana Olszewskiego. Rekomendował go, w imieniu AWS, Mirosław Styczeń. Mówił wówczas: „Pan Krzyżewski, obecnie dyrektor Departamentu Prawnego NBP (…) ma studia wyższe prawnicze. Jest radcą prawnym w specjalności prawo finansowe i bankowe. (…) Od 1 stycznia 1990 r. był głównym specjalistą w Biurze Legislacyjnym Kancelarii Senatu RP, a w dniu 31 stycznia 1992 r. otrzymał nominację na wiceministra w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. (…) Krótko o proweniencji politycznej pana Krzyżewskiego. W latach 1960-61 pan Krzyżewski był prześladowany i więziony za przekonania polityczne. Później wielokrotnie represjonowany, jako członek ruchu chrześcijańsko-demokratycznego w trakcie wydarzeń politycznych o szerszym kontekście. Był współorganizatorem regionu śląskiego NSZZ „Solidarność”, uczestniczył w strajkach w Hucie Katowice, następnie był doradcą związku, brał również udział w pracach „Solidarności” w okresie konspiracyjnym”.

– dr Jerzy Pruski. Rekomendował go AWS. W 1983 r. ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Łódzkim, w 1989 r. uzyskał tytuł doktora. Od 1983 r. pracuje w Katedrze Ekonomii Uniwersytetu Łódzkiego. W latach 1991-97 zatrudniony w Petro Banku, m.in. na stanowisku wiceprezesa Zarządu (co to za bank, już wiemy).

Tak więc sześciu członków RPP wybranych przez parlament, to:
– czterech ludzi AWS-u, dwóch Unii Wolności;
– dwóch prawników, czterech ekonomistów (z czego dwóch z tytułem profesora, trzech z Łodzi, dwóch z Petro Banku);
– dwóch byłych wiceministrów, trzech ekspertów „Solidarności” i AWS oraz jeden niedoszły kandydat ZChN na prezydenta.
Do tego przewodniczący RPP – Leszek Balcerowicz, prezes NBP. Balcerowicz to symbol twardej polityki monetarnej, a także polityki gospodarczej ostatnich lat. Jako przewodniczący Unii Wolności zawarł w roku 1997 koalicję rządową z AWS. W rządzie Buzka był wicepremierem, ministrem finansów, odpowiadał za finanse i za gospodarkę. Jej obecny stan to, ukryć się tego nie da, w wielkim stopniu efekt polityki Balcerowicza.

Pozostała trójka, to kandydaci prezydenta:
– prof. Dariusz Rosati. Były szef Sekcji Krajów Europy Środkowowschodniej Europejskiej Komisji Gospodarczej ONZ w Genewie, konsultant Banku Światowego, w latach 1995-97 minister spraw zagranicznych;
– dr Grzegorz Wójtowicz. Od 1970 r. w NBP. Negocjator polskiego długu. Gubernator Banku Światowego ze strony polskiej. W 1991 r. prezes NBP.
– dr hab. Wiesława Ziółkowska. Była wiceprzewodnicząca Unii Pracy, w Sejmie była m.in. przewodniczącą Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów.

Ludzie partii

Jest teoria głosząca, że członkowie RPP byli, owszem, kandydatami swoich ugrupowań, ale później wybili się na samodzielność i reprezentowali już tylko siebie. Czyżby?
Przykładem, że tak się nie stało, jest Bogusław Grabowski, jeden z najaktywniejszych członków Rady, a jednocześnie najściślej związany z AWS.
„Cudowne dziecko „Solidarności””, „Ekonomiczny mózg AWS” był w roku 1997 jednym z głównych orędowników koalicji AWS i UW. – Jeśli chodzi o programy gospodarcze, koalicja AWS z Unią Wolności jest ze wszech miar możliwa. Na pewno uda się zachować zasadnicze cele. Myślę, że taka koalicja wyjdzie na dobre Polsce – mówił „Gazecie Wyborczej”. W tym czasie trwały rozmowy liderów obu partii o zawiązaniu koalicji, uczestniczył w nich Grabowski, jako ekspert ekonomiczny AWS.
Już wówczas prezentował się jako przedstawiciel twardego monetaryzmu. – Bez przeprowadzenia tych zmian – reformy górnictwa, hutnictwa, służby zdrowia, ubezpieczeń emerytalnych – oraz bez przyhamowania konsumpcji nie da się osiągnąć równowagi makroekonomicznej – przekonywał. Apelował, by polityka budżetowa państwa była jeszcze bardziej restrykcyjna, bo powiększy się inflacja. Poza tym, część pieniędzy trzeba przeznaczyć na kosztowne reformy strukturalne. Mówił też, że „dewaluacja złotego i aktywna pomoc dla eksporterów” byłyby błędem. – Eksport rośnie wówczas, gdy zdrowy jest pieniądz – przekonywał. Echo tych opinii dojrzymy w późniejszych działaniach RPP.
Pod koniec maja 2000 r., gdy UW odchodziła z rządu, Grabowski był kandydatem AWS na premiera. Mówił o nim Jacek Rybicki: to ekspert gospodarczy AWS, autor naszego pomysłu prorodzinnych podatków. Mówił o nim Piotr Żak, jego przyjaciel (razem jeżdżą do Bukowiny, w tych wyjazdach biorą też czasami udział Jarosław Bauc i Stanisław Alot): – Grabowski rozumiał cenę, jaką będzie musiał płacić za bycie premierem. Także cenę zdrowia, wytrzymywanie nacisków politycznych. W jakiejś mierze był więc na nie przygotowany… – Nie obawiał się nacisków liderów AWS? – Nie, on by się nie bał, bo określiłby warunki funkcjonowania AWS i UW w koalicji.
Poparcie dla tej kandydatury deklarowali politycy SKL, PPChD i ZChN, Marian Krzaklewski, gdy podpowiedziano mu nazwisko Grabowskiego – tak relacjonowała to „Rzeczpospolita” – przyjął informację entuzjastycznie.
Ostatecznie kandydatura Grabowskiego nie przeszła, a on sam oficjalnie ją wycofał. Ale wciąż uczestniczył w centrum politycznych wydarzeń. Najpierw, razem z kolegami z Łodzi, Jerzym Pruskim i Jarosławem Baucem, wspierał Longina Komołowskiego podczas rozmów ekspertów AWS i UW. Potem, gdy Unia wyszła z koalicji, zarekomendował Buzkowi Jarosława Bauca na stanowisko ministra finansów.

Propagandzista budżetu
Czas, w którym Jarosław Bauc kierował Ministerstwem Finansów był równocześnie czasem politycznej próby dla Grabowskiego. Niedoszły premier RP zaangażował się w obronę Bauca i jego poczynań.
Na początku lipca 2000 roku, gdy Ministerstwo Finansów kończyło pracę nad budżetem na rok 2001, Grabowski mówił o nim w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”: „- Podziwiam jego konstrukcję i przejrzystość, doceniam skalę restrykcyjności. Jako członek RPP i ekonomista oczywiście wolałbym, żeby dawał jeszcze mniejszy deficyt. Ale, niestety, czasem trzeba dostosować się do sytuacji gwałtownego wzrostu wydatków, spowodowanej błędnymi założeniami do budżetu na ten rok (tj. na rok 2000, który przygotował Balcerowicz – przyp. R.W.). Ten budżet jest próbą zacieśniania deficytu, nie zwiększa zagrożeń. Apeluję do parlamentu, by go przyjął.
– Pan kiedyś był doradcą ekonomicznym AWS. Czy brał pan udział w pracach nad tym budżetem?
– Wielokrotnie rozmawiałem na temat problemów jego konstrukcji z ministrem Baucem. Mało jest w Polsce ekonomistów, którzy znają problemy makroekonomiczne, więc nie można się temu dziwić”.
Wypowiedzi Grabowskiego komentował parę dni później w radiowej Trójce Leszek Balcerowicz: „Jestem zdumiony. Muszę się przyznać do błędu w opinii. Opierałem się na wypowiedziach pana Grabowskiego z przeszłości. Konsekwentnie domagał się jak najmniejszego deficytu, wręcz krytykował Ministerstwo Finansów w czasach, kiedy za finanse państwa odpowiadała UW. Teraz nagle dowiadujemy się, że pan Bogusław Grabowski jest propagandzistą tego budżetu. (…) Jeżeli członek RPP, który zresztą reprezentuje pewną grupę, zmienia opinię w zależności od sytuacji, bo nagle zmieniła się konfiguracja polityczna (…), to jest chyba psucie państwa”.
Te uwagi Grabowski puszczał mimo uszu. I wciąż chętnie wypowiadał się na temat budżetu na rok 2001. – Jeśli inflacja średnioroczna będzie w tym roku wyższa, to jej poziom przyjęty na 2001 rok (6,1%) jest za niski i też należałoby go skorygować w górę – mówił. – Jeśli odchylenia od założonego wzrostu są nieduże, to wpływ tego na budżet jest niewielki, ale prognozę wzrostu na przyszły rok trzeba obniżyć z 5,7% do około 5%.
Te prognozy okazały się strzałem jak kulą w płot. Budżet na rok 2001, którego „konstrukcję i przejrzystość” podziwiał Grabowski (a propos – w tym samym czasie Wojciech Misiąg mówił, że tak mało przejrzystego budżetu to on nigdy wcześniej nie widział), okazał się wielkim niewypałem. W roku 2001 wzrost gospodarczy wyniósł jeden procent (a nie 5%), inflacja 3,6% (a nie 6-8%). A dochody państwa uległy takiemu zmniejszeniu, że budżet trzeba było dwukrotnie nowelizować.

Rada strzela

To, że dr Grabowski nie trafił z prognozami na rok 2001, nie powinno dziwić. Bo również Rada Polityki Pieniężnej strzelała Panu Bogu w okno.
Na rok 1999 prognozowała inflację na poziomie 8-8,5%, potem skorygowała te prognozę do przedziału 6,6-7,8%. Było 9,8%.
W roku 2000 inflacja wynosić miała 5,4-6,8%, zaś wzrost – 5%. Mieliśmy zaś inflację w wysokości 8,5% (średnioroczna wynosiła 10,1%). Wzrost wynosił 4,1%.
Na rok 2001 RPP, w listopadzie 2000 r., prognozowała wzrost gospodarczy w wysokości 4,5%. A cel inflacyjny w przedziale 6-8%.
Jak wyszło – wiemy.

Kaprysy Rady

Co ciekawe, RPP przechodzi nad tymi pudłami do porządku dziennego. I nadal walczy z inflacją, nawet jeżeli miałoby to wepchnąć kraj w nieodwracalną recesję. Nawet ekonomiści zaliczani do nurtu monetarystycznego, jak prof. Stanisław Gomółka czy prof. Witold Orłowski, przekonują, że stopy procentowe trzeba obniżyć, bo duszą one gospodarkę. To samo mówią zachodni biznesmeni działający w Polsce i analitycy, np. Duleep Aluwihare, szef Andersen Consulting, firmy ze światowej wielkiej piątki audytorów.
Prof. Andrzej Sopoćko, doradca premiera Millera, mówi wprost: – Rada Polityki Pieniężnej ustanowiła w Polsce najwyższe stopy realne na świecie, a wysokie stopy procentowe to kajdany dla gospodarki. I dodaje, w rozmowie z tygodnikiem „NIE”: „- Gospodarka nie ma szans na rozwój, bo przedsiębiorstwa nie są w stanie zarobić nie tylko na tak drogi kredyt, ale i na siebie. Dlatego są zwolnienia, bankructwa, ludzie nie mają pieniędzy, automatycznie więc popyt wewnętrzny spada jeszcze bardziej, a kryzys się pogłębia. Kto na tym zarabia? Sopoćko odpowiada: – W świecie finansów (polityka RPP) odczytywana jest jednoznacznie: chodźcie, tu dają pieniądze. Od sierpnia ceny polskich obligacji wzrosły od 15% do 30%. Jeżeli dodamy wzrost wartości złotówki wobec dolara i przychody odsetkowe, to szacunkowy przychód tego kapitału, który zleciał się do Polski od sierpnia – ja go szacuję na 1,5 miliarda dolarów – w ciągu tego pół roku wyniósł co najmniej 400 milionów. Ta półroczna stopa zwrotu w przeliczeniu na cały rok wynosi około 56%.
– Czy jest drugi taki kraj na świecie?
– Nie. W tej chwili nawet odsetki z lokat są w Polsce wyższe niż stopy procentowe kredytów na Zachodzie”.

Rzecz o wodzie sodowej
Bezsens wysokich stóp procentowych jest więc oczywisty. Tymczasem Rada zachowuje się tak, jakby nie docierały do niej jakiekolwiek argumenty. Skąd ten upór?
Światło na motywy kierujące zachowaniem Rady rzuciła niedawna wypowiedź Dariusza Rosatiego. Mówił on, że premier Miller nie powinien tak twardo żądać od RPP obniżenia stóp, stawiać ją pod ścianą, bo to automatycznie usztywnia Radę i utrudnia podjęcie decyzji o obniżce. Eureka! Okazuje się więc, że członkowie Rady nie podejmują decyzji na podstawie wyliczeń i analiz, to nie są żadne zimne komputery, tylko panowie-urzędnicy, z którymi trzeba po dobroci. Jak w powieści Gogola. Gdy będą w dobrym humorze i przychylnie nastawieni do Millera, to może obniżą mu stopy. Gdy ich zezłości – to figa z makiem.
I w zasadzie – dlaczego ma ich nie złościć, skoro on jest z SLD, a oni z AWS i UW, i tamta polityka, i tamten budżet (np. „klarowny i przejrzysty” budżet Bauca) im odpowiada? A na budżet Belki patrzą z największą nieufnością?
Dr Grabowski już sobie zażyczył, by do Rady przyszedł premier i się wytłumaczył, wtedy Rada oceni, czy może go traktować przychylnie, czy też nie. Ten pomysł, wezwania premiera na dywanik Grabowski (niedoszły premier) zapowiedział w mediach, jakby nie czując własnej bufonady. Byłoby więc śmiesznie, gdyby nie to, że upór Rady nas wszystkich kosztuje. Jeden procent obniżki stóp to dla budżetu ulga w wysokości 1,3-1,4 mld zł. Nie mówiąc już o uldze dla przedsiębiorców.
Może więc czas na zdecydowane działania? Co prawda rząd i wicepremier Belka wciąż deklarują, że niezależność RPP powinna być zachowana. I wciąż próbują negocjować i przekonywać jej członków do swoich, oczywistych racji. A jak nie przekonają?

 

Wydanie: 1/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy