Dziś Urban, jutro…

Dziś Urban, jutro…

Nie jest dobrze, gdy w sprawy dotyczące wolności słowa i prawa dziennikarzy do krytyki wkracza prokurator. Jeszcze gorzej, gdy uruchamia się wówczas organa sprawiedliwości, które angażują autorytet państwa i ferują w jego imieniu wyroki. I to opierając się na bardzo wątpliwych przesłankach. Felieton Jerzego Urbana w „NIE” „Obwoźne sado-maso” staje się, dzięki aktywności prokuratury i werdyktowi sądowemu, jednym z najgłośniejszych tekstów ostatnich lat.
W ocenie tego wyroku środowisko dziennikarskie byłoby zgodnie przeciw, gdyby rzecz nie tyczyła się Urbana. Solidarne w protestach przeciwko próbom łamania wolności wypowiedzi, w tym konkretnym przypadku tuzy dziennikarstwa zachowują się niejednoznacznie. Można by te obawy rozumieć, biorąc pod uwagę siłę wpływów tych, którzy najchętniej by Urbana zamknęli, i to na długo. I delikatny kontekst wiążący się z przyjętym w Polsce sposobem pisania o papieżu Janie Pawle II. Każdy czytelnik może sam ocenić, ile w tekstach o papieżu jest bezkrytycznego schlebiania, hipokryzji i służalczości. Każde wyjście poza ramy czołobitności spotyka się z bardzo krytyczną reakcją nie tyle instytucji Kościoła, ile samoistnych strażników świętego ognia. To oni tak naciskali na prokuraturę, że ta wystąpiła z aktem oskarżenia. Efektem tych starań jest wyrok. Sąd rozstrzygający w sprawie artykułu był na straconej pozycji. Bo jakie ma podstawy prawne, by określić granice smaku i zasady etyczne? Łamiąc zasadę wolności wypowiedzi zawartą m.in. w Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, sąd sprawił, że przeciwko wyrokowi protestują organizacje dziennikarskie z całego świata. A gdyby w drodze apelacji sprawa trafiła do Trybunału w Strasburgu, to Urban na pewno wygra. Wygra, bo tak interpretuje się prawo do krytyki w Unii Europejskiej.
Sąd skazał Urbana za znieważenie głowy Państwa Watykańskiego. Kwestionuje tę podstawę nawet ks. prof. Florian Lempa. A o ekwilibrystyce zastosowanej przez sąd świadczy i to, że jak dotąd nie było jeszcze w Polsce procesu o obrazę głowy państwa. Gdyby jednak tę formułę chcieć zastosować, to w wielu gazetach szybko znajdziemy epitety pod adresem szefów wielu państw.
Zastanawiam się, komu ten proces służy. Przecież nie Kościołowi ani państwu, które zaangażowało swój autorytet. Na pewno nie środowisku dziennikarskiemu, które musi pamiętać, że dziś skazany jest Urban, a za chwilę będzie to inny dziennikarz, nie tak wpływowy i znany. Tym samym trudniejszy do obrony.
Stając w obronie Urbana, staję przede wszystkim w obronie prawa do krytyki i wolności wypowiedzi. Nie mają one charakteru absolutnego. Co wcale nie znaczy, że granice tych praw może określić sąd. Trzymajmy się tego, co zostało już zapisane w konstytucjach, konwencjach i ustawach. A od pokusy zamykania dziennikarzy do więzienia za poglądy trzeba się trzymać jak najdalej.

Wydanie: 5/2005

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy