W drodze

Media i okolice

Ksiądz biskup Jan Chrapek, przewodniczący Rady Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu, wracając późnym popołudniem samochodem z wykładów na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, zderzył się czołowo z TIR-em w pobliżu Radomia. Nie miał szans, nie przeżył, stając się kolejną ofiarą polskich dróg.
Można oczywiście stwierdzić, że zasłabł, zjechał na drugą stronę drogi. Zapewne tak było. To jednak prawda formalna, prawna. Ale prawdą faktyczną, rzeczywistą, jest fakt, że biskup Chrapek wyjeżdżał w godzinach szczytu z Warszawy, w korku zaczynającym się na Nowym Świecie, a rozrzedzającym się dopiero w okolicach Janek. To nie jazda, to godzinna udręka. Potem kilkanaście kilometrów dwupasmówki i za Grójcem droga się nagle zwęża, trzeba tam piekielnie uważać. Jednak ksiądz profesor miał od rana wykłady i z akademickiego zamętu wracał wyczerpany psychicznie. Na szerokiej drodze, nie mówiąc już o autostradzie, mógłby się nieco odprężyć, a zwłaszcza zaplanować czas przejazdu. Nie na tej drodze.
Zmęczony profesor spieszył się do nowych obowiązków – biskupich – czekała go wieczorna msza w Radomiu. Nie zdążył. Strata człowieka, strata Kościoła, strata mediów polskich. Bowiem Jan Chrapek był przede wszystkim niezwykłym człowiekiem, księdzem biskupem, profesorem komunikacji społecznej.
Poznałem go przypadkowo – we wrześniu 1984 roku na Międzynarodowym Kongresie Medioznawczym w Pradze wygłosiłem referat „Lęki i nadzieje Polaków”, oparty na badaniach opinii publicznej. Notabene, wówczas baliśmy się najbardziej zagrożeń wojennych, zatrucia środowiska, najmniej – bezrobocia! Po moim wystąpieniu podszedł do mnie nieco nieśmiały, skromnie wyglądający człowiek i przedstawił się po polsku – Jan Chrapek. Nic mi to nazwisko nie mówiło, więc wyjaśnił, że studiował także w Anglii u słynnego profesora komunikacji społecznej, Roberta White’a. Od razu wiedziałem, że mam do czynienia ze specjalistą. Potem dodał, że jest księdzem i, że korzysta z mojej książki „Komunikowanie masowe” jako jedynego tego typu podręcznika w krajach bloku. „I co ksiądz o niej sądzi”, zapytałem z ciekawością, pamiętając, że obok amerykańskich teorii przedstawiłem również poglądy Marksa i Lenina na rolę prasy. Ksiądz Chrapek w lot zrozumiał, o co mi chodziło: „Słusznie ich Pan włączył, panie docencie. Ich teorie zawierają ciekawe elementy, tyle że leninowska praktyka jest całkowicie od pięknych haseł odmienna”. Nie trudno było mi się z nim zgodzić.
Rozmawialiśmy i wówczas, i później, już po roku 1989, na temat najwłaściwszej doktryny medialnej, gdy komunistyczną doktrynę nadzoru mediów przez partię zastąpiła liberalna doktryna kontroli mediów przez pieniądze. „Wolność prasy należy do faceta, który ją ma”, powiada amerykański dziennikarz i prasoznawca, Liebling.
Biskup Chrapek nigdy się nie godził z podporządkowaniem mediów sile pieniądza. Odrzucając także kontrolę państwa nad mediami, rozwijał ideę samoregulacji mediów i kształtowania poczucia ich odpowiedzialności społecznej. Nie akceptował indywidualistyczno-liberalnej koncepcji prasy, dostrzegał bowiem konflikt między korzystaniem z wolności słowa i prasy w rozumieniu liberalnym a prawdą i normami moralnymi. Wolność słowa, prasy, Internetu może być przecież wykorzystywana do wzbudzania nienawiści między narodami i grupami etnicznymi, do szerzenia brutalizmu, pornografii i fałszu. Nie domagał się jednak cenzurowania tych treści. Będąc człowiekiem Drugiego Soboru Watykańskiego, rozwijał idee jego głównego dokumentu o mediach „Inter Mirifica”. W jego koncepcji media, ogromny dar Boga dla człowieka, są wspaniałym narzędziem szerzenia dobra, pracy dla dobra wspólnego. Media są i mogą być przyjazne człowiekowi, wymaga to jednak troski ich kierowników i pracowników.
Wiedział wszakże biskup Chrapek, że większość mediów przyjazna ludziom nie jest. Skandal, sensacja, zbrodnia i seks wypierają inne wiadomości i wartości. Nawet katolicka Telewizja Puls w pogoni za widzami emituje „Ojca Chrzestnego,” co świadczy, że nie łatwo sprostać obietnicom telewizji przyjaznej i familijnej (chyba że myślano o Familii sycylijskiej). Może dopiero po straszliwym szoku zniszczenia World Trade Center kino hollywoodzkie przestanie epatować świat coraz efektowniejszymi horrorami. Ze Stanów Zjednoczonych dochodzą głosy, że należy powstrzymywać się przez bezustannym pokazywaniem tych samych obrazów – eksplozji i upadku dwóch wież. Obrazy terroru, zbrodni, przemocy (nie wiemy już, czy to Bośnia, Kosowo, Macedonia, czy Afganistan) tworzą w umysłach syndrom „nędznego świata”, gdzie już nic dobrego nie może się zdarzyć. Obwieszczają koniec nie tyle historii, co nadziei.
Troską biskupa Chrapka były zarówno media komercyjne, jak i te polskie media, które choć nominalnie katolickie, nie spełniają kryteriów ustalonych przez dokumenty Kościoła oraz przemówienia Jana Pawła II z okazji Dni Środków Społecznego Przekazu. Gdy spojrzymy na wiele mediów katolickich, jak Radio Maryja, tygodnik „Niedziela” czy „Nowy dziennik”, to widać, jak wielką stratą dla ich przyszłości była przedwczesna śmierć przewodniczącego Rady Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu. Oczywiście, jego władza nad mediami katolickimi była bardzo ograniczona, a wobec mediów komercyjnych biskup Chrapek był w sytuacji wołającego na puszczy. Jednak siła przykładu i mądrego argumentu bywa ogromna. Można było mieć nadzieję, że media nienawiści będą ewoluować ku mediom przyjaźni i rozsądku. To zadanie biskup Jan Chrapek pozostawił swoim następcom – oni są w drodze. Długiej drodze poprawy kondycji moralnej mediów.

 

Wydanie: 44/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy