Pamiętnik IV Rzepy

26.11 Świt. Warszawa szykuje się na ostateczny bój. Fanfary wyciągnięte, pochodnie płoną, w kotły już tarabanią, a Kazimierz Marcinkiewicz nawet wydzwania nocą do mieszkańców z nadzieją, że ci, kiedy znowu zasną, będą mieli cudowny sen o nim i o jego rządach w mieście.
Drugiej strony nie skomentuję, ponieważ za każdym razem kiedy myślałem, że już nareszcie rozumiem Platformę, okazywało się, że jestem w błędzie.
W każdym razie kandydaci mówili o sobie dużo i dobrze, natomiast mieszkańcy jak to mieszkańcy, chodzą ulicami i nie zwracają na te zawody większej uwagi. Prawdopodobnie jest im potrzebny skuteczniejszy środek przekazu, być może taki, jaki zastosował burmistrz stolicy Węgier, Budapesztu. Widząc, że rada miasta najwyraźniej go olewa i że jego postanowienia nie docierają do ludzi, zatrudnił na etacie dwóch krzykaczy. Kiedyś przed wiekami byli tacy, krzyczeli do przechodniów, co im miłościwie panujący uczynił i za ile. Burmistrz teraz uczynił to samo, powołał dwóch takich i ci chodzą i krzyczą do ludzi, co ich pracodawca miał na myśli, obiecując w czasie kampanii, że zbuduje metro w tamtą i z powrotem i milion tanich mieszkań. Mało tego, najchętniej krzyczą pod oknami członków rady miasta, doprowadzając ich do szału, co mnie nie dziwi, bo gdyby u mnie pod oknem ktoś krzyczał po węgiersku, też bym się stresował, bo nie wiedziałbym, czy się oświadcza, czy mówi, że jest głodny i prosi na chleb, czy krzyczy, żebym mu natychmiast oddał pieniądze, bo taki to już język. Węgrzy prawdopodobnie są bratankami dlatego, że nie potrafimy się pokłócić, w związku z tym pozostaje tylko wyjście drugie, napić się i polubić. Pomyślałem jednak chwilę później: a czemu nie zatrudnić takich krzykaczy u nas? Idziemy po Warszawie i słyszymy:
– Szczodrze nam panujący umiłowany przez gawiedź wszelaką Kazimierz Marcinkiewicz był dziś w piekarni i na wiadukcie!!!!!!!
Albo:
– Szanowna Jejmość Hanna Gronkiewicz-Waltz w godzinach porannych przebywała w szpitalu na oddziale położniczym!!!!!!!!
I ludzie na bieżąco by to komentowali: – Była na oddziale położniczym, a w trakcie kampanii nie chwaliła się, że jest w ciąży.
– Stał na wiadukcie, ciekawe, dlaczego nikt go nie trafił.
Takie normalne, nasze ludzkie reakcje. I po tej refleksji ruszyłem do miasta, żeby zagłosować. Całe szczęście była cisza i spokój, chociaż mijały mnie stołeczne tramwaje. Ale one nie hałasują.

Wydanie: 48/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy