Media publiczne do raportu

Media publiczne do raportu

Jest spokojniej i normalniej. Ale to tylko pozory. Na zapleczu toczy się bezpardonowa przepychanka o uratowanie jak największej części z PiS-owskiego desantu. Lobbują za tym szczególnie gorliwie PiS-owskie media. Już bez kamuflażu, za to coraz agresywniej i bezczelniej. Okazuje się, że wśród beznadziejnie marnych mianowańców pogonionej władzy jest cała masa wybitnych menedżerów i fachowców, których trzeba zostawić. Nawet tak zacietrzewiony PiS-owiec jak Mariusz Kamiński, szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, okazuje się dla niedowidzącego komentatora „Rzeczpospolitej” modelowym bezpartyjnym fachowcem. Można by zapytać: kpi gazeta czy o drogę pyta? Można by się zadumać nad faktycznymi przyczynami prezentowania takich bredni. Ile w tym jest ideologicznej identyfikacji z Kaczyńskimi czy Kamińskimi, a ile prozy życia? I walki o byt. I to o nie byle jaki byt. Stowarzyszenie Dziennikarzy RP bezskutecznie próbuje wydobyć od zarządu telewizji publicznej informację o zarobkach ludzi zatrudnionych w tej firmie. W tym także tych, którzy od dwóch lat indoktrynują społeczeństwo w duchu miłości do Prawa i Sprawiedliwości, nie szczędząc przy tym kopniaków i oszczerstw wszystkim innym. I co? Okazuje się, że zarobki reżysera, aktorki, dźwiękowca są jawne, a gaża filarów PiS-owskiej propagandy jest tajna jak operacja w Afganistanie. A dlaczego tego sekretu nie mogą poznać współwłaściciele telewizji publicznej, czyli obywatele płacący abonament? Im nie jest na pewno wszystko jedno, czy płacą na misję telewizji publicznej, czy na funkcjonariusza agresywnej, antyinteligenckiej partii, który udaje bezstronnego dziennikarza.
Byłem i jestem zwolennikiem utrzymania abonamentu radiowo-telewizyjnego. Ale przestaję mieć argumenty w jego obronie, gdy słyszę od ludzi marnie zarabiających i zwyczajnie niecierpiących PiS, dlaczego mają płacić i później oglądać ataki na swoje poglądy i życiorysy. Nie każdy ma przecież schizofreniczną radość z dokopywania ludziom i ich poniżania.
Telewizja publiczna i takież radio nie mają żadnych podstaw prawnych, by utajniać finanse i ukrywać decyzje faworyzujące ludzi z jednego obozu politycznego. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest przybudówką medialną nieistniejącego już porozumienia między PiS, LPR i Samoobroną. Każdy dzień jej istnienia ośmiesza wszystkie możliwe zasady dotyczące mediów i ładu medialnego. Nie ma więc na co czekać. Jedyne rozwiązanie to amputacja zgangrenowanego potworka. W Sejmie jest wystarczająca większość, by to przeprowadzić. Każdy, kto myśli o tym, by wejść w alians z PiS dla utrzymania obecnego układu, jest moralnym cynikiem i politycznym idiotą. Spustoszenie, jakie w mediach publicznych zrobiła poprzednia koalicja, będzie wymagało lat cierpliwej i bardzo ciężkiej pracy. Warto ją podjąć. Ale najpierw trzeba ukarać szkodników i przestępców. Uznanie, że nikt nie poniesie za to odpowiedzialności, i to karnej, będzie kpiną z paru milionów płacących abonamenty i tysięcy uczciwych i kompetentnych pracowników TVP i Polskiego Radia, których tak haniebnie potraktowano.
Wzywam przewodniczącą sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, Iwonę Śledzińską-Katarasińską, do powołania dziennikarskiej, ponadpartyjnej komisji, która dokona oceny stanu tych mediów i zaproponuje rozwiązania przywracające im należne miejsce w polskiej kulturze i życiu publicznym.

Wydanie: 48/2007

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy