Przyzwyczajenie propagandowe

Przyzwyczajenie propagandowe

Bez uprzedzeń

Jan Nowak-Jeziorański twierdzi w artykule „Poczekajmy na konkrety” („Gazeta Wyborcza”), jakoby w Waszyngtonie było „tajemnicą Poliszynela, że UOP oddał USA i NATO bardzo istotne usługi”. Z tego wynika wniosek, że nie należy tej instytucji reformować. Tajemnicą Poliszynela nazywamy sekret, który jest wszystkim znany i nie jest żadnym sekretem. W Waszyngtonie o usługach UOP może wiedzieć kilka wtajemniczonych osób i nawet gdyby chciały one uczynić ten sekret tajemnicą Poliszynela, nie bardzo by im się to udało z powodu małej ilości zainteresowanych tematem. Sekrety UOP mają jednak prawo kojarzyć się z tajemnicą Poliszynela, ale w Warszawie. Nasi wywiadowcy, z pełnomocnikiem rządowym na czele, bardzo lubili dzielić się sekretami z szeroką publicznością, ale czy te sekrety zawsze były prawdziwe, to inna sprawa. Rzekomo waszyngtońska, a naprawdę warszawska tajemnica Poliszynela o tajnych usługach UOP dla USA i NATO wygląda nie tyle na zdradę tajemnicy, co na gest samoobrony przed zmianami kadrowymi: nie wolno nas ruszyć z posad, ponieważ w Waszyngtonie wszyscy wiedzą, jacy jesteśmy użyteczni. Niestety, nie tak łatwo zdobyć uznanie Anglosasów, zwłaszcza że się jeszcze nie rozszyfrowało żadnej „Enigmy”. Gdy się kiedyś ją raz rozszyfrowało, uznanie również nie było zapewnione na długo. Mamy pytanie do Jana Nowaka-Jeziorańskiego: czy to ładnie tak blefować?
W tym samym artykule Autor napomina Leszka Millera, aby odpowiedzialnością za drastyczne pogorszenie sytuacji gospodarczej nie obciążał poprzedniego rządu. Przyczyn wzrostu bezrobocia, ogromnego deficytu budżetowego itp. należy szukać – jego zdaniem – za granicą, widzieć je w recesji światowej i załamaniu się gospodarki rosyjskiej. Jest to twierdzenie, pod którym nie podpisze się żaden ekonomista, ale zostawmy je na boku i czytajmy dalej. „Miller pozbawia w ten sposób samego siebie argumentów na przyszłość, a jest bardzo prawdopodobne, że w ciągu następnego roku albo dwóch lat dojdzie do dalszego pogorszenia gospodarczej sytuacji na świecie, która musi odbić się fatalnie na polskiej gospodarce”. Wówczas obecna opozycja całą winą obarczy jego rząd, a można by tego uniknąć, powstrzymując się od krytyki rządu Buzka. Tak sprawy wyglądają z manipulatorskiego punktu widzenia, w rzeczywistości rząd Millera już jest oskarżany przez opozycję solidarnościową i o nic innego jak o skutki polityki, którą ta opozycja prowadziła, będąc u władzy. Czy tych zdemoralizowanych ludzi można nauczyć przyzwoitości, umiaru, obiektywizmu, dając im dobry przykład? Krzaklewski już zapowiedział organizowanie protestów, jeżeli rząd będzie chciał zmniejszyć deficyt przez ograniczanie wydatków socjalnych, a zwłaszcza „prorodzinnych”. Platforma pod przywództwem marszałka poprzedniego Sejmu pomstuje na zmniejszanie deficytu na drodze obciążeń podatkowych. Koalicyjna opozycja wraz z „Solidarnością” jako swoim „zbrojnym ramieniem” nie czeka na błędy rządu Leszka Millera, zwalcza go za swoje własne.
„Rozpaczliwy obraz (gospodarki) przedstawiony przez Millera może być wykorzystany w Brukseli przez przeciwników przyjęcia Polski do Unii Europejskiej. Kandydat pogrążony w tak fatalnym stanie, jak go maluje Miller, nie ma chyba większych szans” – pisze Nowak-Jeziorański. Po pierwsze, Unia nie przyjmuje nowych członków na podstawie tego, co premierzy i całe rządy głoszą o swoich gospodarkach. Byłby to trochę za łatwy sposób na dostanie się do Unii. Bruksela ma swoich fachowców, rzeczoznawców, którzy nie gorzej potrafią obserwować i liczyć niż polski rząd. Po drugie, premier Miller znacznie złagodził ocenę stanu polskiej gospodarki w stosunku do tego, co o niej wiedzą ekonomiści. Nie wiem, dlaczego za patriotyczny obowiązek uchodzi ukrywanie prawdy o wielkości deficytu budżetowego na rok 2002. Można to ukryć przed społeczeństwem, ale nie przed Unią Europejską. Z nią mamy dwa kłopoty: jeden polega na tym, czy zechcą nas przyjąć, a drugi, czy społeczeństwo w referendum wyrazi wolę przystąpienia. Gdyby proeuropejskość nadal była kojarzona z Unią Wolności, wynik referendum byłby negatywny, to nie ulega dziś wątpliwości. Cała nadzieja na wygranie referendum mieści się w tym, że SLD i UP będą przewodzić ruchowi proeuropejskiemu. Także głos Jacka Soski będzie się bardziej liczył niż – dajmy na to – głos Frasyniuka. Nie namawiałbym Jana Nowaka-Jeziorańskiego do włączenia się w kampanię przedreferendalną, bo osiągnąłby może skutek odwrotny od zamierzonego, jak w kampanii wyborczej. Ludzie mają dość dotychczasowej polityki oraz partii i osób, z którymi im się ona najmocniej kojarzy. Trzeba przynajmniej udawać, że jest się kim innym, niż się było przez 10 lat.
Ocena rządu zależy nie tylko od programu, jaki on przyjął, bo rzeczywistość jest w ruchu i program może okazać się nieprzystający do zmienionego stanu rzeczy, niezależnego od niczyjej woli. Porzucenie programu w zmienionych warunkach obiektywnych może być nakazem zdrowego rozumu i to właśnie jest najważniejsze, czy rządzący mają ten zdrowy rozum. Bardziej ufam ludziom zdolnym do analizy rzeczywistości niż projektowiczom i postulatywistom.
W momencie startu premier Leszek Miller postanowił dla świętej zgody złagodzić obraz gospodarki pozostałej po rządach solidarnościowych. Oczywiście, żadnej świętej zgody nie będzie. To nie kryzys gospodarczy w Rosji doprowadził do tego, że Polska w ciągu

12 lat nie poprawiła ani o ułamek procenta swego miejsca w rankingu gospodarek narodowych. Przeciwnie, pod względem zdolności produkowania pogorszyła swoje położenie. To koalicje partii solidarnościowych swoimi karygodnymi decyzjami „bezpowrotnie wyeliminowały Polskę z wielu segmentów międzynarodowego rynku produkcji przemysłowej” – pisze Mirosław Zdanowski, rektor Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości („Zagrożenia przyszłości – krach czy rozwój”, Warszawa 2000 r.). Deproduktywizacja Polski stawia pod znakiem zapytania (łagodnie mówiąc) pozytywny bilans 12 lat „posierpniowego” gospodarowania.
*
Pro domo sua: mimo moich sprostowań nadal bywam przedstawiany jako pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, ostatnio nawet w „Przeglądzie”. Dane w „Informatorze nauki polskiej” są już nieaktualne. Obecnie pracuję w Akademii Pedagogicznej w Krakowie, jakby się kto pytał.

 

Wydanie: 45/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy