Ślimaki i podsłuchy

Ślimaki i podsłuchy

Nowe pokolenie ślimaków ślimaczy się po deszczu. I powtarza się odwieczny dramat – zagadka życia i śmierci. Doświadcza jej teraz mój trzylatek Franio. Idziemy na spacer drogą półleśną, którą czasami jeżdżą samochody. Uparte ślimaki dźwigają swoje domki na delikatnym, niemal ludzkim ciele, gotowe w każdej chwili do nich się schować. Nie widzą, że wkraczają w ślad opon i że nie uratuje ich krucha skorupka. Franio jednak wie, że to może się skończyć tragicznie, zna nawet słowo „rozgnieciony”, które z trudem wymawia. Trzeba więc ślimaki usuwać na pobocze. Po dziesiątym uratowanym namawiam go, by pomógł mi w tej humanitarnej akcji, którą sam zainicjował. W wielkim strachu bierze jednego w dwa paluszki i rzuca w popłochu na bok. Mało szczęśliwie, gdyż, jakby to powiedzieć, do góry tłustą nogą. Zastanawiam się, czy taka pozycja to też nie jest wyrok dla ślimaka. Może sam jakoś się obróci, nie jestem jednak pewien. Zaczęło się więc odstawianie i poprawianie. Im dalej w las, tym więcej ślimaków. Jak długo tak można? Chyba obaj mamy dosyć. Gdyby był z nami Antoś, który uwielbia statystykę, dokładnie policzyłby, ilu ślimakom uratowaliśmy życie i przy którym brak cierpliwości i ból krzyża zagłuszyły moje sumienie. Nie da się uratować wszystkich ślimaków.

Franio zaczął to rozumieć, więc rozpaczał tylko chwilkę. Dzieci w gruncie rzeczy o wiele lepiej niż dorośli radzą sobie ze śmiercią. W ich świecie jest tak wiele tajemnic, że ta ostateczna tonie w gęstwie innych, równie niepojętych. Dla dziecka coś żyje, potem nie żyje. I już. Dopiero po jakimś czasie zaczyna być nam potrzebna religia.

Rok temu Antoś, jeszcze sześciolatek, usypiany przeze mnie zapytał, czy wszyscy muszą umrzeć. – Tak – mówię bez wahania. Pyta, patrząc mi w oczy: – Ja też umarnę? Zrobiło się niemożliwie ciężko. Najchętniej bym nie odpowiadał. Kręcę: – Dla mnie będziesz żył zawsze w różnych postaciach, też sześcioletniego chłopczyka, który zadaje mi strasznie trudne pytania, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć. Żąda jednak prawdy. Mówię, że tak. Jakbym musiał wykonać wyrok na własnym dziecku, ale kiepski ze mnie Abraham, wolę zabić Boga niż dziecko.

Antoś to lekceważy, zaczyna robić obliczenia i nie ma dla nikogo litości.

– Najpierw ty umarniesz, tata, bo masz już dużo latek. Potem mama, potem ja, a na samym końcu Franio. Ale wcześniej umarnie ciocia. Antoś bardzo kocha ciocię, ale wie, że nie jest zdrowa, takie życie. W końcu prosi, by podrapać go po plecach, i zasypia, jakby wypływał żaglowcem na ocean wszechświata.

Teraz z wyżyn siedmiu lat obwieszcza swoje wielkie odkrycie: wszystko ma swój koniec! Wszystko! Nie mieści mu się tylko w głowie koniec świata jako koniec wszystkich końców. – Czy to możliwe? – pyta. Kiwam niepewnie głową. – Wielka szkoda – martwi się. – Fajnie byłoby, gdyby przynajmniej świat się nie kończył.

Myślę, że skoro nie możemy dotknąć ani wyobrazić sobie końca świata, jak i własnej śmierci, to jakby to nigdy nie miało się stać. Gra złudzeniami jest częścią umiejętności gry w życie. I każdy z nas ma swoją scenę, na niej wiele ról do odegrania.

W teatrze Polonia sztuka „Medea” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej. Świetnie grają dzieci, sześciolatek i ośmiolatek. Oczywiście lepiej sześciolatek, jest po prostu sobą. Ta naturalność kończy się gdzieś około ósmego roku. O wiele wcześniej dziecko odkrywa, że można kłamać. To też wielki przełom, prawda i nieprawda wchodzą wtedy na scenę.

Pisałem tyle o dzieciach, by jak najmniej było o polityce. Na początku lat 90. angielski brukowiec opublikował intymną rozmowę księcia Walii z jego kochanką Camillą. Książę mówił, że chciałby być jej tampaksem. Poczułem, że stało się coś ważnego. Teraz każdy będzie mógł zostać podsłuchany i ujawniony. Muszle klozetowe też czekają na kamerę i mikrofon. I są do podsłuchania nasze myśli. Premier myślał przez cały dzień o seksie i wykłuł oczy przywódcy opozycji. Z różnych powodów człowiek podsłuchany jest zawsze przegrany.

U nas zaczęło się od nagrania Rywina przez Michnika. Oddziaływanie tego debiutu na polskim rynku okazało się trwałe, jesteśmy tu w czołówce światowej. Nagranie Fibaka w telefonicznej rozmowie przez szefa „Wprost” i jej publikacja pokazały możliwości tego pisma zmienionego w brukowiec. Media bronią demokracji i ją niszczą. Platforma na pewno rządzi za długo. To niesłychanie korumpuje przy tak słabej u nas obywatelskości, z zimną wojną domową, z nową formą kapitalizmu, który skłania do skrajnego egotyzmu.

Kto powinien rządzić? Nie widzę. Nie słyszę. Wszelkie koalicje od razu wydają się jeśli nie egzotyczne, to parszywe. Pewnie, tylko że wszystkim już trzęsą się ręce do władzy. I Polska będzie roztrzęsiona. Czy nastanie czas mętu i zamętu z płonącą wschodnią granicą?

Wydanie: 26/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Komentarze

  1. stomatolog bytom
    stomatolog bytom 21 września, 2014, 03:47

    Wybitnie fajowy post, ciekawe zapisy polecam wszystkim literaturę

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy