Całe życie upokorzenie – mawiał Janusz Głowacki. Miał rację

Całe życie upokorzenie – mawiał Janusz Głowacki. Miał rację

Kostium przysłano tydzień temu. Błogosławiony kurier Władysław dzwoni zawsze o godz. 8 i to dzięki niemu udaje mi się zdążyć na próbę. A przesyłka nie plącze się przez cały dzień pod nogami pani Wiesi „na ochronie” ani wśród ogórków na blacie sąsiadki, ani w Żabce. W miękkiej, papierowej paczce było coś w rodzaju rajtuzo-śpiochów w kolorze czarnym. Z błyszczącej lajkry. I pomyślałam, że to żart kolegów, którym zdarzało się przysłać mi papier toaletowy czy suchary.

Ostrożnie wyjęłam i założyłam śpiochy. Miały „stópki” jak rajstopy, a do tego „rękawiczki”, tak że po chwili stałam w pokoju opakowana po szyję, z zapiętym na plecach rozpierdakiem. Próbowałam nie dotykać niczego, ponieważ moje mieszkanie jest pełne żółtej sierści, a wolę być (jednak) kobietą kotem niż kobietą psem (choćby ze względu na nomenklaturę).

Kostium leżał idealnie i to było najbardziej niepokojące. Kto i kiedy zdjął miarę? Czy kostium jest rodzajem zaproszenia, biletu lub klucza? Czy następnym razem kurier przyniesie pistolet? Listę zadań? Perukę? Mam na imię na Nikita? Co jest?!

Po chwili przyszedł esemes: „Hej, tu Jarek z grupy Mixer, czy kostium dobrze leży?”. I wtedy przypomniałam sobie, że za trzy dni robię w parku Wilsona w Poznaniu tzw. performans z kolegą aktorem. Jeśli chcę uniknąć upokorzenia, muszę być o wiele bardziej czujna niż podczas rozpracowywania pożal się Boże szajki – pomyślałam.

Poznań przywitał mnie wiatrem o zapachu mokrego asfaltu i jaśminu, który gdzieś tak w połowie maja przestał się krępować i skolonizował krzaki w wielu miastach Polski. Biennale, w którym – jak to się mówi – uczestniczyłam, położyło mnie na 16. piętrze hotelu w centrum miasta. Wiatr gwizdał, syczał i źle mi życzył. W kącie stała metalowa tuba podłączona do prądu. Nie umiałam uruchomić klimatyzacji. Wyjęłam kostium z torby i ułożyłam równo na stole. Wiatr wzmocnił swoje szumy i szepty. Obudziłam się o godz. 5, włożyłam kostium. Uspokojona zasnęłam.

Rano przemaszerowaliśmy (ja i kostium) przez hotelowy hol, zrozumiałam, że mogłabym wyglądać dwuznacznie, gdyby nie siwe włosy. I że nie mogę odebrać telefonu – interfejs pozostaje nieczuły na lajkrę. Wkrótce na parking podjechał bus. W środku byli producentka, Maciek (kolega aktor) i dwóch innych facetów. Po kwadransie weszliśmy do parku. Mokre blaszki liści odbijały światło i przy każdym silniejszym podmuchu – rozsiewały błyski, oślepiały nas, dezorientowały. Rozłożyliśmy na ławce nasze precjoza: kukurydziane chrupki, płatki ryżowe, winogrona, borówki. Srebrne i złote marynarki rozwiesiliśmy na drzewach. Do kostiumów przypięto nam mikroporty, które zbierały przede wszystkim wiatr – jego fochy i problemy z ego przeszkadzały nam w pracy. Dźwiękowiec lamentował, łapiąc się za głowę.

Przyszli pierwsi ludzie. Stanęłam za Maćkiem i na policzku namalowałam mu pierwsze kółko. Dzielnie czytał wiersze, kiedy wpakowałam mu w usta desant chrupek kukurydzianych, które musiały go od środka pokleić i na pewno cisnęły go w podniebienie. Czy cud przełknięcia chrupek został odnotowany? Czy ktoś widział wewnętrzną walkę Maćka? Moje negocjacje z kostiumem, który nieco obwisł w kroku i po chwili zaczął rzeczywiście przypominać śpioszki?

Czyjaś babcia podjechała z wózkiem. W środku siedziało białe dziecko z żółtymi włosami. Patrzyło na nas poważnie, być może filozoficznie. Albo tak, jak się patrzy na wyjątkowo duże okazy ślimaków – jednocześnie z szacunkiem i obrzydzeniem. Schowałam się za Maćka. Oczy dziecka mogły w każdej chwili zamigotać, a potem przeciąć nas na pół laserem z lat 70. Babcia nachyliła się nad nim. Opowiadała coś, może o czarnych śpioszkach, pod którymi porusza się zziębnięte ciało. Może o chrupkach, które pękają w ustach, znikają w ciemności i zmieniają kolor, jak wszystko, co znika. A może o tym, że tych dwoje za chwilę wysiądzie z busa – i mężczyzna, zmęczony, zje coś taniego na szybko, zanim pójdzie do drugiej pracy, a kobieta zamówi kieliszek wina stołowego, przykryta kocem w miejskim ogródku. I będzie nerwowo odświeżać portale i walle. A potem, w hotelowym pokoju, odkryje, że ciało pod kostiumem ma czarne, a farba jest wyjątkowo trwała.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy