Lekcja historii

Lekcja historii

Wydarzenia mówią same za siebie, słowa tracą znaczenie i od razu się starzeją. Wszystko, co się pisze na bieżąco w tygodniku, to już archiwum. Mniej więc komentujemy, a bardziej dajemy świadectwo.

„Prawo jest ważną rzeczą, ale prawo to nie świętość. (…) Nad prawem jest dobro narodu! Jeśli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać to za coś, czego nie możemy naruszyć i zmienić. To mówię – prawo ma służyć nam! Prawo, które nie służy narodowi, to jest bezprawie!”. Są to słowa Kornela Morawieckiego z trybuny sejmowej. Połowa Sejmu wstała i biła brawo. A jeśli Morawiecki będzie miał pecha, słowa te przejdą do historii polskiej głupoty. Tak bywa z prawem w tyranii, w demokracji prawo jest święte. Zacytuję tu jedną z wielu wypowiedzi liderów nazistowskich, chociaż wiem, że to niestosowna analogia, ale takie zestawienie skłania do myślenia. Pierwszy z brzegu, Wilhelm Kube, nadprezydent Brandenburgii, tłumaczył prawnikom: „Sędzia powinien być sprawiedliwy, ale obiektywizm ma swoje granice tam, gdzie idzie o sprawę narodu. Żywotne interesy narodu sędzia musi stawiać bezwzględnie ponad prawem formalnym”. Wierzę, że Morawiecki wystąpił nie ze złej woli czy z braku rozumu, i mam nadzieję, że jako człowiek uczciwy wytnie kiedyś PiS numer i będą żałować, że go teraz fetują. Ale to smutne, że u nas wszystko staje się od razu karykaturą, także marszałek senior.

Kiedyś nie rozumiałem, jak to się dzieje, że ludzie walczący o wolność tak często stają się potem rzecznikami tyranii. Dzisiaj widać to jak na dłoni. Mniej myślę o Morawieckim, więcej o innych moich dawnych znajomych z opozycji, którzy teraz w ramach jednej idei są w stanie pójść z nią aż do ściany, a gdy ona runie, to dalej. To śmiertelnie niebezpieczne, gdy jednemu człowiekowi i jednej sprawie zawierza się swój rozum i sumienie. Taki mechanizm identyfikacyjny leży u źródeł wielu tragedii w historii. Jest też fundamentem świata fanatycznych kibiców piłkarskich.

Jeśli PiS zaczyna swoje rządy tak energicznie i prawicowo, nasuwa się pytanie, co będzie dalej. To spowodowało taką burzę. Wiem od kogoś, kto ma dobre kontakty w świecie polityki, że bardziej umiarkowani politycy naszej prawicy też są zaniepokojeni. Zapowiedź Kaczyńskiego rozpoczęcia nowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej i drugiego – w sprawie śledztwa ma charakter absurdalny i paranoiczny. Jak w sprawie Dreyfusa założonej tezy będą musieli bronić wszelkimi środkami i do upadłego. Aby było ciekawiej, ta teza jest teraz nieoczywista. Zamach, spisek? Zanurzamy się w oparach absurdu i śmierdzi świętą inkwizycją. Co czują teraz setki, tysiące wybitnych polskich specjalistów zaangażowanych w wyjaśnienie tej katastrofy?

Na poruszającym spektaklu-koncercie „Jacek Kaczmarski – lekcja historii”. Reżyseria i śpiew Jacek Bończyk. Świetny pomysł, by włączyć w spektakl malarstwo, a do znanych obrazów Kaczmarski napisał wiele piosenek. Mała sala w podziemiach Teatru Ateneum, jak w dawnych mieszkaniach, gdzie pamiętam, jak Jacek śpiewał. Ciasno, tłoczno, zaczepia mnie serdecznie jakiś staruszek, okazuje się, że kolega, z którym wiele lat temu grywałem w tenisa, wybitny fizyk. (Zdumiewające, jak starzy są czasami ludzie, którzy są moimi rówieśnikami). Nie widzieliśmy się 30 lat, pokazuje mi opornik wpięty w sweter, dziwi się, że ja nie mam. Nawet nie pyta, jakie mam poglądy, to oczywiste. Złudzenie, że jest nas bardzo wielu, bo nadal żyjemy bardzo środowiskowo. Więc może nasze wzburzenie to tylko burza w szklance wody? Nie, elity, inteligencja są niezwykle ważne, bez nich już dawno nie byłoby Polski. To nasza elita robiła powstania, ocaliła polskość, tworzyła w latach 70. opozycję i Solidarność. Jak nędzny jest naród, który nie ceni swojej elity. Słyszymy na jej temat szyderstwa ze strony prawicy. Co robić? Szykować się na długi marsz, na wiele obrzydliwości i na obronę demokracji przed „tyranią większości”. Potrzebna też refleksja nad tym, jakie błędy popełniliśmy, dlaczego wyborcy nie mieli dobrej oferty ze strony polityków, a 50% społeczeństwa jest w uśpieniu. Jak tych ludzi obudzić? A kiedy się obudzą, czy na pewno będą po naszej stronie? „Die Welt” zacytowała moje zdanie z felietonu w PRZEGLĄDZIE, że Polska to nie Węgry, że w Polsce myślenie liberalne jest mocniej ugruntowane i tu będzie bardzo silny ruch sprzeciwu wobec tych, którzy chcą wkładać w dyby demokrację. Tak napisałem, a czy jestem pewien? Uginam się pod ciężarem odpowiedzialności.

Wydanie: 50/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy