Źli dorośli

Źli dorośli

Handlarze narkotyków, zabójcy, manipulatorzy, członkowie gangów, a w najlepszym razie narkomani i alkoholicy – oto, kim są rodzice bohaterów największych hitów Netflixa i HBO GO przeznaczonych dla grupy YA (young adults), czyli tzw. młodych dorosłych.

Napiszmy od razu: i dobrze. Bo nikt nie czuje się bardziej samotny niż nastolatek, który obejrzy serial pełny cukierkowych scenek rodem z reklamy płatków śniadaniowych. Obraz, w którym dojdzie do częściowego utożsamienia, a który pozostawi w młodym człowieku ziejący zimnem przerębel. Dorośli robiący filmy o wspaniałych dorosłych i nastolatkach nieradzących sobie z pokusami naszych czasów są nie tylko niewiarygodni, ale i okrutni. No i nikogo nie ciekawią fałszywe, poprawnościowe portrety. W filmie jest to zmarnowany potencjał drugiego planu, który przecież może podbijać napięcie, budować „trójwymiarowość” życia bohaterów.

„Plotkara”, „Riverdale” czy świetny „Ty” to seriale, które kształtują masową wyobraźnię współczesnych nastolatków na całym świecie. Wyobraźnię, ale też obyczaje, modę i język. Rodzice są w nich przedstawiani jako oprawcy, obłudnicy i seksoholicy, którzy czasem pokażą swoje ludzkie oblicze, ale częściej robią więcej szkód niż młodzi gniewni. W „Plotkarze”, która pozwala nam obserwować dojrzewającą elitę Manhattanu, przegląd rodziców przynosi niedojrzałą miłośnicę (matka głównej bohaterki Sereny van der Woodsen), egotycznego, nieodpowiedzialnego pijaka (ojciec Nate’a), pozbawionego uczuć, okrutnego biznesmena (ojciec Chucka Bassa) czy skupioną wyłącznie na sobie i swojej pracy projektantkę (matka Blair Waldorf). Wszyscy oni są do cna zepsuci, chimeryczni i nieobliczalni. Może poza ojcem Dana Humphreya, który jest sympatycznym głupolem, nieudanym artystą, zakochanym w rozpasanej seksualnie matce Sereny. Warto pamiętać, że bohaterowie tego serialu to w Stanach Zjednoczonych ikony. Wszyscy znają ich imiona i losy, a odgrywający ich aktorzy są gwiazdami na miarę gwiazd rocka.

Nowszy „Riverdale” idzie jeszcze dalej – rodzice sympatycznych, inteligentnych, choć mających ciemne strony nastolatków należą do gangów, ulegają idiotycznym rytuałom w sektach, handlują narkotykami, a w końcu nawet mordują. Serial ze zwykłej obyczajówki typu high school niebezpiecznie szybko ewoluuje w stronę dramatu, aż w końcu zamienia się w ostry thriller. Role się odwracają – to nastolatki okazują się tymi rozsądnymi i w końcu tylko one mogą uratować miasto.

W „Ty”, który rozsadza właśnie słupki oglądalności na platformie Netflix, obserwujemy sympatycznego psychopatę (w tej roli przekonujący Penn Badgley, który z dobrym skutkiem pozbył się manieryzmów Dana z „Plotkary”). Sprawiający wrażenie wymarzonego chłopaka, uprzejmy i nieco staroświecki Joe z odcinka na odcinek odsłania coraz mroczniejszą stronę swojego ja. Jednocześnie widz ze skrawków wspomnień układa sobie obraz przeszłości bohatera. Opuszczony przez rodziców, przygarnięty przez przemocowego, zamykającego go w specjalnej klatce opiekuna, powoli staje się takim samym psychopatą jak on. Równolegle obserwujemy małego Paca, sąsiada, któremu Joe wielokrotnie pomaga wyjść z opresji. Sugestia scenarzystów jest jasna: uważajcie, z bólu, przemocy, głupoty i okrucieństwa rodziców może się urodzić Joe. Nawet jeśli tym razem będzie miał na imię Paco.

W ikonkach umieszczonych przy serialach pojawiają się ostrzeżenia przed wulgarnym językiem, przemocą, scenami seksu czy przyjmowania narkotyków (nigdy nie zrozumiem, jak można łączyć seks i narkotyki pod szyldem szkodliwych treści). Ale te seriale ostatecznie raczej przed nimi przestrzegają, pokazują konsekwencje złych wyborów, a czasami (jak w „Riverdale”) dają młodym ludziom sygnał, że mogą, a nawet powinni, walczyć z rodzicami, kiedy ci okazują się złymi ludźmi. Wpływ tych seriali na świadomość naszych teens jest tak wielki, że chyba każdy rodzic pragnący zrozumieć swojego nastolatka powinien prześledzić przynajmniej te najgłośniejsze produkcje. Zresztą nie bez przyjemności.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy