Wybór między przeszłością a przyszłością

Wybór między przeszłością a przyszłością

Najbliższe tygodnie zapowiadają się nerwowo. I to bynajmniej nie z powodu podziałów na prawicy i wyłaniania się kolejnych i, jakże by inaczej, nowych bytów. Dla większości Polaków losy Platformy Obywatelskiej to jeszcze melodia przyszłości. Póki co, można tylko pogratulować jej twórcom zręczności, z jaką prezentują szerokiej publiczności swoje nowe oblicze. A że są to prawdziwi światowcy, właściwe jest chyba słowo nowy image. Sam jestem ciekaw, czy inteligentnie pomyślana i bardzo zręcznie realizowana kampania medialna może być w dzisiejszej Polsce trampoliną do władzy? Czy wystarczy zmienić garnitur i plakietkę firmy, by ludzie to kupili?
Politycy Platformy Obywatelskiej już na starcie mają wielką okazję do zademonstrowania, że w swoich działaniach będą kierowali się przede wszystkim interesem państwa. Sejm i Senat właśnie finalizują prace nad ustawą reprywatyzacyjną. Ustawą wątpliwą prawnie i groźną dla interesów ekonomicznych i społecznych państwa.
Niedawno zamieściliśmy rysunek Andrzeja Sejana, na którym mąż mówi do żony: “Reprywatyzacja ma polegać na tym, że z naszych podatków państwo zapłaci osobom, których nie widzieliśmy na oczy za mienie zabrane przed naszym urodzeniem”. Gdybyż to był tylko żart satyryka… Niestety, jest to także ponury żart obecnej ekipy rządzącej, żart z milionów ludzi, którzy bezskutecznie czekają na poprawę swojej sytuacji materialnej. Mająca katastrofalnie niskie notowania ekipa rządząca podejmie kolejne decyzje.
Nie tylko nie raczy słuchać opinii ludzi, ale wręcz pozbawia ich prawa do współdecydowania o najważniejszych dla nich decyzjach. Idea referendum obywatelskiego na poziomie państwa ciągle pozostaje tylko martwym zapisem. W Polsce idea referendum kończy się na próbach obalenia władz gminy lub decyzji o tym, gdzie ma być wysypisko śmieci. W przypadku tak ważnej dla finansów państwa ustawy reprywatyzacyjnej nie pomogło masowe poparcie. Nie pomogły podpisy, apele, prośby i petycje.
Prawie wszystkim grupom społecznym i zawodowym rząd mówi, że nie ma pieniędzy. Że nie można podnieść pensji, emerytur i rent, kupić leków itp. I w takiej sytuacji okazuje się, że jednak możemy. Że możemy przekazać na reprywatyzację 44 miliardy złotych.
Zdumiewa zwłaszcza stanowisko polityków UW. Przez lata jak refren powtarzali jedno zdanie: jeśli mamy dać, to komu zabrać? No właśnie. Komu te 44 mld zł wyjmiemy?
Walka o te pieniądze jest bezpardonowa. Z jednej strony, patetyczny język zwolenników reprywatyzacji opisujących swoje roszczenia. Święte Prawo Własności. Relacja między Dobrem i Złem. Sprawiedliwość dziejowa. A z drugiej strony, epitety pod adresem przeciwników: grabieżcy, paserzy, złodzieje i jeszcze gorzej. Upływ czasu przyćmił im pamięć o tym, że reforma rolna i ustawa nacjonalizacyjna zostały przeprowadzone przy poparciu większości sił demokratycznych. Walcząc o swoje interesy, nie wahają się kłamać i straszyć skutkami braku reprywatyzacji. A to Unią Europejską, która nic do tego nie ma. A to Trybunałem w Strasburgu, który się tym nie zajmuje. Decyzja o reprywatyzacji to w gruncie rzeczy wybór między przeszłością a przyszłością. I tym, na co i dla kogo pójdą środki publiczne.
Najcelniejszym komentarzem do toczących się dyskusji w tej sprawie są słowa prof. Karola Modzelewskiego: “Kiedyś w “Solidarności” obowiązywała zasada, że trzeba chronić słabszych. Dziś w AWS obowiązuje zasada, że trzeba chronić majętnych”.

e-mail: j.domanski@przeglad-tygodnik.pl

Wydanie: 5/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy