Z podróży

Z podróży

Krzyś z Kanady u nas – był nauczycielem w Toronto, a teraz na emeryturze stał się podróżnikiem. Sam zaproponował, bez wynagrodzenia, wykłady w szkole moich dzieci o Patagonii, w której się zakochał. Krzysztof uwielbia mówić i wykładać, robi to zresztą świetnie. Jego syn ma firmę w Toronto. Globalizacja problemów. Pracodawcy mają taki sam problem jak w Polsce – dramatycznie brakuje pracowników. A jak uda się w końcu kogoś zatrudnić, okazuje się kapryśny i niekompetentny. Młodzi są narcystyczni, od razu z wielkimi wymaganiami finansowymi. Odwożąc Krzysia, biorę benzynę na pisowskiej stacji Lotos, ta sieć ma nakaz, by prawicowe pisma były na wierzchu, a inne chowane. I rygorystycznie się tego przestrzega. Widzę tygodnik „W Sieci”, na okładce krzyczy tytuł: „To Soros stoi za planem rozbicia Polski”. Budzenie głębinowych lęków, że ktoś chce rozebrać Polskę, oczywiście obcy, miliarder i Żyd. Ależ oni są obrzydliwi.

Ktoś trafnie napisał, że opozycja musi zrozumieć, że w obecnym teatrze politycznym jest postrzegana przez prosty polski naród jako wrogowie ludu. Prosty człowiek bierze teraz na niej odwet za lata upokorzeń, też za pańszczyznę. Lud uważa, że opozycja nie jest obrońcą demokracji w Polsce, bo broni wyłącznie własnych interesów. A demokrację lud pojmuje tylko jako możliwość dostatniego życia, pracy i wyborów, w których może dokonać wyboru swoich. W analizowaniu powodów porażki i rozważaniach, co zrobić, by to się nie powtórzyło przy wyborach parlamentarnych, wraca motyw rozmowy z ludem – że za mało z ludem opozycja rozmawiała. Nie jestem pewien, czy po tym, jak PiS „pogadało”, da się tych wyborców przekonać za pomocą jakichkolwiek argumentów. Są na nie odporni. Zostali hojnie obdarowani i dowartościowani. Poza tym codziennie zjadają kłamstwa telewizji publicznej i one im smakują, już żadna inna potrawa ich nie przekona.

Dwa dni we Wrocławiu, miły hotel tuż przy dworcu. Wrocław jest dumny ze swojego pięknego dworca i słusznie. To brama powitalna, przedsionek miasta. Rewolucja, która się dzieje w dworcach w Polsce, bardzo poprawia wizerunek naszego kraju. We Wrocławiu zawsze byłem na chwilę, więc zdaje mi się, że te dwa dni to dużo. Świetne wrażenie, gęste, frapujące miasto, nowe budynki uzupełniają starą tkankę miejską, ciekawe jest to starzenie się architektury sprzed kilkudziesięciu lat, ona zwykle starzeje się interesująco. Nagle wpadam na słynną rzeźbę Jerzego Kaliny „Przejście”. Stalowy tłum ludzi schodzi pod ziemię, mężczyzna z walizką, kobieta z wózkiem… Ci ludzie jakby wychodzą po drugiej stronie ulicy. Artysta miał pewnie inne intencje, projekt rzeźby powstał w latach 70., ale teraz ta instalacja kojarzy się z uchodźcami. I z naszą cywilizacją, która zmierza do zagłady. Świetna rzeźba, wybaczam więc Kalinie pomnik smoleński, zresztą dobry artystycznie.

Dzień po dniu serdeczne spotkania z młodymi, jestem już w takim wieku, że każdy przed czterdziestką zdaje mi się młody. Inna sprawa, że młodość dzisiaj niezwykle się wydłuża, a starość jakby oddala. Mam znajomych 80-latków, którzy wcale nie są tacy starzy, a ja sam do osiemdziesiątki dorzucę już bez trudu kamieniem i słyszę, jak spada. Jedna ze znajomych pracuje w korporacji, druga ma duży zakład fryzjerski. Dzielna walka o byt, niezależność, otwarte poglądy na świat i podobne jak moje widzenie Polski. Tylu świetnych ludzi w tym kraju, a taki syf się porobił.

W ogrodzie botanicznym na Ostrowie Tumskim podkładam pod głowę plecaczek i kładę się na chwilę na ławce, po czym zasypiam. Jak bezdomny. Po raz pierwszy coś takiego mi się przytrafia. Czy to jakiś znak?

Z Wrocławia rano do Opola, szybka, bezbolesna podróż, chociaż miałem bilet z błędem, jedno miejsce z Japończykiem, bardzo tym przejętym. Bywają pożytki z cudzych błędów, w tym przypadku kasjerki. Zamieniłem wagon bez klimatyzacji na sąsiedni klimatyzowany. To też Polska, dwa światy obok siebie, duszny i zatęchły, a tuż obok klimatyzowany.

W Opolu spotkanie z dziećmi, w pięknej i nowoczesnej bibliotece. Spacer po mieście, dawno tu nie byłem, wiele odnowiono, wyczyszczono, jest ładnie, chociaż upalnie. Obiad na rynku z wydawcą, będzie publikował moje felietony z dawnych lat. Opole gęste od festiwalu. Wszędzie wozy TVP, które budzą obrzydzenie. Ten festiwal też niesmaczny, kojarzy się z nieświeżym kotletem schabowym. I we Wrocławiu, i teraz tu rozmowy, jak obrzydliwie się zrobiło w Polsce, zdumienie, z jakich dziur i zaścianków oni powyciągali te rzesze „prawdziwych Polaków”. Upiorny pochód mrocznych duchów przeszłości.

Wydanie: 26/2019

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy