Tłum ustawodawczy

Tłum ustawodawczy

Bez uprzedzeń

Opozycja sejmowa zarzuca marszałkowi Borowskiemu, że nie potrafi sobie z nią poradzić. Poprzednia, solidarnościowa większość przyznała swojemu marszałkowi duże uprawnienia, aby nie musiał liczyć się z klubami opozycyjnymi. Te uprawnienia na nic by się Płażyńskiemu przydały, gdyby w Sejmie znaleźli się posłowie gotowi zablokować trybunę. Ale w poprzedniej kadencji takich posłów nie było. Przestrzeganie regulaminu jest w Polsce kwestią towarzyską. Grzeczny przestrzega, gbur zachowuje się, jak mu się podoba, i nic mu nie można zrobić. Dzieje się tak nie tylko w Sejmie, ale również w samorządzie, w kamienicy, w szkole i coraz częściej na uniwersytecie.
Na początku tej kadencji znany z wybryków słownych poseł Platformy Obywatelskiej ogłosił, że Samoobrona jest zbrojnym ramieniem SLD. Zbrojnym ramieniem ona się rzeczywiście poniekąd okazała, ale ramieniem PiS i Platformy Obywatelskiej. Te partie nie posłały ekipy Leppera do blokowania trybuny, ale wykorzystały lepperum veto w celu odebrania marszałkowi Borowskiemu tego, co przedtem przyznały marszałkowi Płażyńskiemu. Warcholstwo i anarchia nie muszą przejawiać się w okupowaniu trybuny. Zmiana reguł odpowiednio do własnych marnych interesów jest również warcholstwem i anarchią. Żądania opozycji idą tak daleko, że jeśli zostaną zaspokojone, nie będzie wiadomo, kto odpowiada za pracę Sejmu: większość czy mniejszość? Sejm ostatnio tak nisko upadł w oczach społeczeństwa, że może to nie mieć znaczenia.
Mówią, że nie ma takiego złego, co by na dobre nie wyszło. Odrodzenie się przedrozbiorowych obyczajów sejmowania takich jak faktyczne liberum veto czy przemoc mniejszości, uniemożliwiająca obradowanie, skłoni wielu wyborców do zastanowienia się nad strukturą naszych władz najwyższych. Łącząc to, co wiedzieliśmy o posłach do tej pory, z tym, co zobaczyliśmy ostatnio, dochodzi się do wniosku, że Sejm jest zbyt liczny. W Polsce nie znajdzie się 400 osób, które chciałyby być w Sejmie i były wystarczająco mądre, aby się do tego nadawać. Większość posłów nie ma pojęcia o sprawach, które od ich głosowania zależą. Nie mają odpowiedniego wykształcenia prawniczego i ekonomicznego, nie są doświadczeni, ani trochę nie są honorowi, w polemikach i propagandzie nadużywają kłamstwa, zwłaszcza ci z etykietkami katolików. Słuchając niektórych, ma się prawie pewność, że oni kłamią z czystym sumieniem, bo nabrali gdzieś przekonania, że na tym polega polityka. Gdy się ich krytykuje, słyszy się czasem: no cóż, to jest reprezentacja społeczeństwa, tacy posłowie, jacy wyborcy. Nic bardziej nie szkodzi demokracji niż taki pogląd. Sejm nie ma być w ten sposób reprezentatywny jak grupa wybrana losowo do sondowania opinii publicznej. Niepodważalne założenie ustroju demokratycznego mówi: lud jest reprezentowany przez swoich najlepszych członków, najlepiej do funkcji rządzenia przygotowanych, najbardziej dobrem narodowym przejętych i dających przykład poszanowania prawa.
Wprowadza się lustrację kandydatów do wysokich i średnich władz, poprawia się lustrację, bada się jej konstytucyjność. Pomija się jednak w tych sporach oczywistą potrzebę lustrowania posłów pod względem zdrowia psychicznego. Psychiatria ma swoje ograniczenia, nie aż tak duże jednak, by niemożliwe było rozpoznanie patentowanych czubków w polskim Sejmie. Co tu napisałem, nie jest żadną przesadą, żadną hiperbolą. Wielu ludzi tak myśli, jest to spostrzeżenie oczywiste. Nie wiem, czy można wymyślić ordynację wyborczą gwarantującą wybór najlepszych. Program minimum to przebadanie posłów przez przysięgłych psychiatrów. Jest to wykonalne.
Pierwszym krokiem do zreformowania władzy ustawodawczej powinno być zmniejszenie liczby posłów co najmniej o połowę. Im więcej ludzi zebranych razem, tym silniej działa psychologia tłumu. Wariat, od razu rozpoznawalny w małym gronie, wydaje się podobny do wszystkich innych w dużej grupie, owładniętej politycznymi namiętnościami. W zmniejszonym Sejmie łatwiej będzie egzekwować regulamin obrad, osłabiona zostanie psychologia tłumu utrudniająca zastanawianie się.
Drugim krokiem powinno być wyegzekwowanie podziału władz – ustawodawczej od wykonawczej. To, że ten podział został zatarty w wielu, może w większości państw demokratycznych, nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla uzurpowania sobie przez Sejm uprawnień rządu. Stawianie ministrów jednego po drugim przed wetem nieufności jest zabawą posłów opozycyjnych, która wiele kosztuje. PiS-y i POPiS-y nic na tym nie zyskują, stwarzany jest natomiast pozór niestabilności władzy, państwa, a w polityce odległość między pozorem a rzeczywistością nie jest tak duża jak w przemyśle.
Nie mówię, że blokowanie trybuny sejmowej jest tą formą warcholstwa, która mnie najbardziej przejmuje. Samoobrona to zjawisko efemeryczne, bez większego znaczenia. O wiele szkodliwszy jest dziennikarski odpowiednik lepperyzmu – ciągłe, przeważnie cynicznie fałszywe oskarżycielstwo, bez celu i bez logiki.

 

Wydanie: 43/2002

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy