Anarchia na górze

Anarchia na górze

Gdy nadciąga rzeczywiste niebezpieczeństwo, nie czas dzielić włos na czworo, oceniać je z jednej strony, z drugiej strony i pocieszać się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zagrożeniu należy stawić czoła wszystkimi dostępnymi środkami. Samoobrona jest niebezpieczeństwem dla Platformy Obywatelskiej i innych partii, mocno zasiedziałych pod zmiennymi nazwami na tak zwanej scenie politycznej. Nic dziwnego, że one przyjmują postawę agresywną i zwołują się na wojnę przeciw Lepperowi. Czy Samoobrona jest tak samo groźna dla całego społeczeństwa jak dla partii, tego należałoby dopiero się dowiedzieć. Trzeba by zacząć od ustalenia tożsamości, a to byłoby niełatwe. Samoobrona się zmienia, podobnie jak jej przywódca, który zaczynał niedawno jako nieforemny protestowicz powiatowy, prawie chuligan, a dziś porusza się wśród elity politycznej nie gorzej niż ci, co do niej weszli jako doktorzy nauk i stypendyści Fulbrighta, przewyższając ich nieraz pod względem rozumu. Zwłaszcza w tych dniach, gdy politycy wszystkich partii kompromitują się swoimi działaniami anarchizującymi państwo od góry i przedstawiają je w Europie w najgorszym świetle, rzuca się w oczy spokojne zachowanie Leppera. Kto się okazał bardziej antyeuropejski w rzeczywistych działaniach: Lepper czy Platforma Obywatelska ze swoją śmiercią za Niceę? W ogóle okazało się, że linia podziału na zwolenników i przeciwników Unii Europejskiej przebiega gdzie indziej, niż przedtem sądzono, i inaczej się wyraża. Samoobrona nie będzie umierać ani za Niceę, ani za preambułę do konstytucji, ani za żadne inne głupstwa, ale będzie twardo i z pewnością niegrzecznie bronić polskiej produkcji. Na tym polega jej wyższość nad innymi partiami. Taką mam nadzieję.
Wątpię, czy w Samoobronie znajdzie się wystarczająca ilość ludzi zdolnych do pełnienia funkcji poselskich, nie mówiąc o rządowych. Nie wierzę, że w wypadku zwycięstwa wyborczego mogłaby utworzyć sama efektywny rząd. Jej program socjalny przyniósłby tylko szkody, może nie aż takie, jakie spowodowała „Solidarność” w roku 1981 i których nie udawało się usunąć przez dziesięć lat, ale z pewnością byłyby one znaczne. Samoobronie nie będzie łatwo uwolnić się od składnika anarchicznego, pozornie równoważonego przez (też niepokojące) wypowiedzi przewodniczącego w duchu autorytaryzmu. Pod żadnym pozorem nie wolno usprawiedliwiać skłonności działaczy Samoobrony, a zwłaszcza jej przewodniczącego do wygłaszania bezpodstawnych oskarżeń, miotania obelg, poniżania przeciwników. Nie jest usprawiedliwieniem fakt, że bezczelne oskarżycielstwo stało się w Polsce demokratycznej powszechnym zwyczajem. Nie od Leppera się zaczęło i nie on doprowadził je do skrajności, ale tylko jego za to się potępia. Czy oszczerstwa wykrzykiwane w idiomie plebejskim są większym złem niż wygłaszane w języku inteligenckim? Czym się pod istotnym względem od Leppera różni inny wicemarszałek Sejmu, Tomasz Nałęcz, który na prawo i lewo, w telewizji i w gazetach zniesławia ludzi na podstawie wniosków, do jakich doszedł swoim nielogicznym umysłem, gdy próbował ogarnąć ilość informacji przekraczającą jego zdolności percepcyjne? Redaktor gazety (okazuje się, dość szmatławej) wychodzącej w Policach koło Szczecina zniesławiał miejscowego działacza samorządowego. Wyrokiem sądowym nakazano mu opublikowanie sprostowania i przeproszenie pomówionego. Dziennikarz nie podporządkował się wyrokowi sądowemu, co pociągało odwieszenie wyroku trzech miesięcy aresztu. Prawie całe dziennikarstwo stanęło w jego obronie. Rzecznik Praw Obywatelskich uznał, że jego rolą jest obrona nie obywatela zniesławionego, lecz tego, który rzuca oszczerstwa. Jak wybronić skazanego od kary, zastanawiał się publicznie prezydent RP, a także marszałek Sejmu. Niezawisły (dopóki nikt na niego presji nie wywierał) sąd częściowo ustąpił i prawdopodobnie ugnie się przed naciskami Rzecznika Praw Obywatelskich i gazet. Czy w takiej atmosferze ludzie Samoobrony odnajdą motyw do poprawy?
O wiele poważniejsze niebezpieczeństwa niż mało prawdopodobne rządy Samoobrony rodzą się w głębi społeczeństwa, które nie tylko nie czyni postępu, jeśli chodzi o formy współżycia czy obyczaje polityczne, lecz przeciwnie, spada na coraz niższy poziom. Na wprowadzenie do Sejmu przez SLD pana Florka można było wzruszyć ramionami, dopóki taki zabieg mógł się wydawać czymś wyjątkowym. Okazuje się, że był to czyn pionierski. Na listę kandydatów do parlamentu europejskiego Platforma Obywatelska wpisała śpiewaka operowego. Żeby w tym parlamencie najlepiej śpiewał. I kierowcę wyścigowego. Żeby najszybciej dojeżdżał. Ktoś wpadł na pomysł zrobienia prezydentem Polski prezentera telewizyjnego, młodego człowieka, z którego nie wiadomo jeszcze co wyrośnie, ale na razie umie on tylko odtwarzać komunały i obłe frazesy, jakich się naczytał i nasłuchał w mediach polskich i zagranicznych. Całą książkę z takich zdań ułożył. Rola polityka w Polsce jest tak łatwa, że może nim być każdy, kto posiada minimum zewnętrznej ogłady. Jeżeli już okazyjnie politykiem stał się, to partyjniacki ustrój sprzyja temu, aby pozostał nim bardzo długo, niezależnie od szkód, jakich narobi.
Można się obawiać, że Samoobrona, jeśli zdobędzie władzę, zechce ją sprawować z pogwałceniem reguł konstytucyjnych. Wówczas partie, które będą się sprzeciwiać, postarają się zatrzeć pamięć o tym, co same teraz robią. W tych tygodniach ze wszystkich sił starają się pogwałcić konstytucję, a prezydent, który jest jej strażnikiem, jakoś słabo ją strzeże. Sejm na mocy konstytucji został wybrany na cztery lata. Nie zaszła żadna przewidziana w konstytucji okoliczność, która pozwalałaby tę kadencję skrócić. Odwrotnie, istnieją nadzwyczajne powody, aby właśnie teraz władz najwyższych nie osłabiać, nie destabilizować. Jakie są powody zmiany rządu już teraz? Żadnego prawnego, konstytucyjnie uzasadnionego powodu nie ma. Rząd jest legalny i legalnie działa. Stał się niepopularny, co jest losem każdego rządu w Polsce. Ma złe notowania w sondażach. Co konstytucja mówi o sondażach? Czy nakazuje rządowi ustąpienie, gdy jego popularność spada poniżej jakiegoś poziomu? Uzależnianie legalności rządu od wyników doraźnych badań opinii publicznej byłoby zmianą ustroju z demokracji przedstawicielskiej na bezpośrednią. Demokracja bezpośrednia nie sprawdza się nawet w dziesięciotysięcznych miastach. W państwach wielomilionowych może ona być tylko oszukańczą fasadą dla władzy oligarchii partyjnej i medialnej. Niech partie, które dziś starają się, i z powodzeniem, pogwałcić chwilowo niekorzystny dla nich układ konstytucyjny, nie spodziewają się, że ich głosy zabrzmią poważnie, gdy odezwą się kiedyś w obronie konstytucji. Najgorszą rolę w obecnym zamieszaniu „na górze” odegrali posłowie i działacze SLD. Przejęci wynikami sondaży postanowili za wszelką cenę usunąć Leszka Millera, w którym dopatrzyli się głównej przyczyny niepopularności partii i zagrożenia swoich karier. Leszek Miller z pewnością sprowadził SLD na złą drogę, ale to już się stało, a obalanie premiera w tym momencie było czynem nieodpowiedzialnym. Kto się okazał największym wichrzycielem w tej sytuacji – nietrudno odpowiedzieć. Tak się złożyło, że nie był to Lepper.

Wydanie: 15/2004

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy