Zakodowana Rada prezesa Dworaka

Zakodowana Rada prezesa Dworaka

Ten turniej będziemy długo pamiętać. Drużyna Antigi przechodzi do legendy. Dołączyła do zwycięskiej ekipy Wagnera. Po ogromnych emocjach, gdy czasem od porażki dzieliła nas jedna źle odebrana piłka, doczekaliśmy największego od 40 lat triumfu siatkarzy. Potwierdziło się, że każdy sport istnieje dzięki kibicom. Bo jak są wyniki, to są i kibice. A wtedy znajdą się i sponsorzy. No i media.
Tak zwykle jest. Nawet w Polsce. Ale przy okazji tych mistrzostw świata stała się rzecz tak kuriozalna, że warto do niej wrócić. Na spokojnie, bo nic już się nie zmieni. A sprawcy zamętu, jak prawdziwe liski chytruski, udają, że ich przy tym nie było, lub zręcznie podrzucają czapeczkę hańby komu innemu. Podobnie jak kilkanaście milionów ludzi oglądałem tylko mecz otwarcia i finałowy. I fragmenty pozostałych. Czyli tyle, ile w Polsce nie było zakodowane. Czy podobało mi się to ograniczenie? Oczywiście, że nie. Dla ludzi i tak niemających kasy szlaban na tak ważne wydarzenie sportowe był upokarzającą lekcją wolnego rynku. Niby to nie były wielkie kwoty, ale przy okazji siatkarskich mistrzostw mogliśmy się przekonać, ile Polacy są w stanie wydać na rozrywkę. Bo to przecież nie jest artykuł pierwszej potrzeby. A gdyby mecze były transmitowane w telewizji publicznej jak w czasie Euro 2012, widownia byłaby wielomilionowa. I żeby było jasne, nie mam pretensji do Zygmunta Solorza i Polsatu o kodowanie transmisji.
Za winnych tego, co się stało, uważam prezesa Juliusza Brauna i zarząd TVP. A największą odpowiedzialność za marazm w tej telewizji, za jej mizerię programową, sobiepaństwo kadrowe i traktowanie pracowników jak worków z ziemniakami, o czym pisze w tym numerze Wiktor Raczkowski, ponoszą ci, którzy konstytucyjnie odpowiadają za ład medialny. Czyli Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji z przewodniczącym Janem Dworakiem na czele. Panowie z Rady mają wszelkie instrumenty do tego, by media publiczne wyznaczały w Polsce standardy jakości i dziennikarstwa najwyższej próby. A co zrobili przez kilka lat pełnienia funkcji? Rada zdominowana przez PO od początku stoi na straży poglądów byłego premiera Tuska, który nie zrobił nic, by mediom publicznym pomóc, rozwiązując choćby fundamentalny problem ich finansowania. Taplanie się w błotku niemocy, kumoterstwa i interesów robionych na majątku TVP bardzo – widać – PO odpowiada. Sytuacja na Woronicza to klasyczna kwadratura koła. Ci, którzy podejmują decyzje, ci, którzy je potem realizują i czerpią profity finansowe, i ci, którzy ich teoretycznie nadzorują, to jedna polityczna i towarzyska rodzina.
Zdziwiłem się bardzo, gdy prezydent Komorowski apelował do właściciela Polsatu o transmisję finałowego meczu w otwartym dla wszystkich kanale. Toż to czysty populizm, bo przecież prezydent mógł dużo wcześniej poprosić mianowanych przez siebie członków Rady z Janem Dworakiem na czele, by to TVP transmitowała mecze siatkarskich mistrzostw świata.
Bywają ludzie, którzy przewracają się o własne nogi. Ale tacy nie powinni nadzorować mediów. Ani zajmować się polityką.

Wydanie: 40/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy