Jesteśmy w tym umorzeni po uszy

Jesteśmy w tym umorzeni po uszy

Przed tygodniem zakończył się umorzeniem proces przeciwko pisarzowi Jakubowi Żulczykowi oskarżonemu o „publiczne znieważanie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”, co podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 (art. 135 par. 2 k.k.). Żulczyk w komentarzu na Facebooku nazwał prezydenta Andrzeja Dudę „debilem”. Według pisarza Andrzej Duda zasłużył sobie na taką ocenę swoim zachowaniem po wyborze Joego Bidena na prezydenta USA i porażce faworyta polskiego prezydenta – Donalda Trumpa. Wbrew uznanej, powszechnej, międzynarodowej praktyce Andrzej Duda zwlekał z gratulacjami dla nowego prezydenta, oczekując na mityczne „uznanie” ważności wyboru nowego prezydenta przez Kolegium Elektorskie podczas rutynowej, czysto formalnej procedury. W swoim wpisie Żulczyk przypomniał, że jest absolwentem amerykanistyki i że „prezydenta elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko, co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46. prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem”. Akt oskarżenia wniosła do prokuratury osoba prywatna (nie wiemy kto), a prokuratura okręgowa sporządziła akt oskarżenia. „Oskarżony Żulczyk użył obraźliwego sformułowania, które nie dotyczyło kompetencji prezydenta, ale jego osoby. (…) Przyznać trzeba, że prezydent, jak inni politycy i osoby publiczne, narażony jest na ostrzejszą krytykę. Nie oznacza to, że ona może się odbywać w każdej formie. Jakub Żulczyk nie został oskarżony za to, że obraził prezydenta, ale za to, że zrobił to w takiej znieważającej formie”, mówił prokurator Michał Marcinkowski.

Jakub Żulczyk wygłosił w sądzie własne oświadczenie, w którym mówił: „Nie jest tajemnicą mój, bardzo delikatnie mówiąc, krytyczny stosunek do obecnej władzy w Polsce, natomiast rzeczywiste niebezpieczeństwa, które niesie ze sobą precedens mojego oskarżenia, wykraczają daleko poza osobę Andrzeja Dudy. Dla tej sprawy nie ma znaczenia, czy prezydent Duda jest mądry bardziej lub mądry mniej. Znaczenie ma możliwość krytyki władzy, wyrażenia sprzeciwu. (…) Jakie mamy możliwości działania, gdy władza zachowuje się źle, głupio, gdy władza kłamie? Czy władza może nas pouczać, w jaki sposób ją krytykować? (…) sympatycy prezydenta Dudy, odnosząc się do mojej sprawy, krytykują mnie głównie z pozycji »dobrego wychowania«. »Nie wypada«, »nie można«, »to poniżej wszelkich standardów« mówią popierający Dudę wyborcy, a nawet sam prezydent zapytany o moją osobę podczas jednego z wywiadów. Może nie wypada, może to poniżej standardów. Co jednak, kiedy sama idea »dobrego wychowania«, »szacunku« staje się narzędziem do kneblowania opinii? I czy szeroko pojęte dobre maniery powinny być przedmiotem postępowania karnego?

Jestem przekonany, że w Polsce władza gra przeciwko obywatelom znaczonymi kartami. Posłowie, ministrowie, dziennikarze sympatyzujących i dotowanych przez władzę mediów mogą mówić wszystko. Mają za sobą immunitety, ochronę, pieniądze spółek skarbu państwa”.

Sam Żulczyk miał raczej spory dystans do samego procesu: „Moją sprawę traktuję bardziej jako kłopot, trochę śmieszny, trochę straszny, ale na pewno istotny. Wierzę, że ta sprawa jest pewnym papierkiem lakmusowym, jednym z wielu drobnych testów, podczas którego sprawdzamy nasze możliwości obywatelskiego oporu” (całość wystąpienia Jakuba Żulczyka dostępna jest na: https://oko.press/mowa-jakub-zulczyk-andrzej-duda-prezydent-debil/).

Każdy urzędujący prezydent był krytykowany, obrzucany inwektywami, wulgaryzmami, za każdej kadencji ktoś miał pecha i stawał za to przed sądem. „W 2002 roku Sąd Apelacyjny skazał Andrzeja Leppera na 20 tys. zł grzywny za znieważenie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego oraz dwóch wicepremierów – Leszka Balcerowicza i Janusza Tomaszewskiego. Lepper podczas konferencji prasowej w 1999 r. nazwał Kwaśniewskiego między innymi »największym nierobem w Polsce«, a Balcerowicza i Tomaszewskiego – »bandytami«” (OKO.press). Był bezdomny, który nazwał Kaczyńskich złodziejami, ścigany był administrator strony antykomor.pl, były sprawy za plakat z penisem narysowanym na czole Andrzeja Dudy czy za hasło „Durnia mamy za prezydenta”.

Polski Kodeks karny ma kilka takich dziwnych przepisów, które choć krytykowane przez polityków opozycji, wiodą w najlepsze swój żywot, kiedy zaczynają oni rządzić. To legendarny art. 216 czy też art. 196 o obrażaniu uczuć religijnych (nie wiadomo, czym są, jak można je obrazić, ale procesy się toczą, a wyroki zapadają). Można by poprzestać na konstatacji, że władza takimi procesami się ośmiesza, że inkryminowana fraza utonęłaby w oceanie agresywnych, wulgarnych fal internetu – a tak, dzięki nagłośnieniu podczas procesu, zaczynać żyć nowym życiem. Truizmem jest powiedzieć, że powinniśmy móc władzę na różne sposoby krytykować, szydzić z niej, drwić, a nawet obrażać. I tak jesteśmy słabszą stroną w takim starciu.

Puentą niech będzie krótki dialog na Facebooku, gdzie internautka zapytała Żulczyka: „Czy jak ktoś nazwie Pana debilem, to będzie ok?”, i nadziała się na bezwzględną ripostę: „Jak ktoś będzie się czuł z tym ok, to ok. Na pewno nie będę za to nikogo pozywał. Nie jestem debilem”. Staram się, podobnie jak Kuba Żulczyk, nie być debilem, chociaż nie pełnię żadnych, a tym bardziej ważnych, funkcji w państwie za publiczne pieniądze. Czego i Andrzejowi Dudzie życzę. Ale sprawa to chyba przegrana.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 4/2022

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy