Gruba kreska

Gruba kreska

Zmarł Tadeusz Mazowiecki. Gdy dziś wszyscy o nim mówią i piszą, co można jeszcze napisać? Co można napisać, aby nie wpaść w banał, że „Tadeusz Mazowiecki wielkim politykiem był”?
Można napisać, że był dobrym człowiekiem. Czy młodsze pokolenie zrozumie, co to znaczy?
Można napisać, że był mężem stanu, jednym z niewielu, jakich mieliśmy w ostatnim ćwierćwieczu. Czy obecne pokolenie polityków wie, co to znaczy być mężem stanu? Można napisać, że był uczciwym człowiekiem. Uczciwym w życiu osobistym i uczciwym w polityce. Czy w obecnej polityce jest miejsce na uczciwość?
W przeszłość odchodzi całe pokolenie twórców III Rzeczypospolitej: Geremek, Kuroń, Skubiszewski, Kozłowski, Jurczak, Chrzanowski…
Postaram się wyjaśnić, co to znaczy być dobrym człowiekiem. Być dobrym człowiekiem, to znaczy być życzliwym ludziom. Wierzyć w ich dobre intencje, starać się nikogo nie skrzywdzić, w każdym dopatrywać się chociaż odrobiny dobra, sprzeciwiać się temu, co niezgodne z własnym systemem wartości, ale szanować głoszącego inne poglądy i słuchać, co ma do powiedzenia. Dobry człowiek szanuje przeciwnika, nawet gdy fundamentalnie się z nim nie zgadza, próbuje zrozumieć jego racje nawet wtedy, gdy ich nie przyjmuje. To ktoś, kto nie zna takich pojęć jak zemsta czy odwet, chęć pognębienia przeciwnika.
Tadeusz Mazowiecki był takim właśnie człowiekiem.
A kto to jest mąż stanu? Czym się różni od zwykłego polityka? Mąż stanu to ktoś, kto swoją misję pojmuje jako służbę. Kto interes państwa i narodu stawia wyżej niż interes własny i swojej partii. Ktoś, kto ma poglądy i wizję polityki i gotów jest ich bronić, nawet gdy ceną jest utrata popularności, a w konsekwencji władzy. Mąż stanu myśli o państwie w perspektywie dziesięcioleci. Tandetny polityk – głównie o sobie i swojej partii w perspektywie najbliższych wyborów. Mąż stanu nie waha się podejmować decyzji odważnych, czasem niepopularnych. Tandetny polityk rozważa, jak jego decyzja przełoży się na słupki społecznego poparcia. Mąż stanu mówi narodowi prawdę, często niepopularną. Marny polityk obiecuje bez pokrycia, podlizuje się potencjalnemu wyborcy, ucieka w populizm i demagogię. Mąż stanu ma sprecyzowane poglądy i jest im wierny. Poglądy polityka zależą od ostatnich wyników badań opinii publicznej i słupków poparcia.
Szczęściem Polski było to, że pierwszym premierem w 1989 r. został Tadeusz Mazowiecki.
Był nim tylko przez kilkanaście miesięcy. Tych kilkanaście miesięcy zmieniło Polskę. Ta zmiana to w dużej mierze zasługa premiera Mazowieckiego. Nie antagonizował – przeciwnie, próbował łączyć i godzić. Wiedział, że nową Polskę można budować razem, nikogo nie odtrącał, nikogo a priori nie wykluczał. I nie bał się podejmować decyzji, nawet tych najbardziej niepopularnych.
Później najzagorzalsi antykomuniści (gdzie oni w większości byli przed 1989 r.?) wypominali mu „grubą kreskę”, którą interpretowali jako rzekomą ochronę przedstawicieli dawnego reżimu – jeśli nie jako akt zdrady i wypełnianie jakiegoś tajnego traktatu zawartego przy Okrągłym Stole, to co najmniej jako wyraz nieudolności, słabości, braku zdecydowania.
Tymczasem gdy Mazowiecki mówił o „grubej kresce”, a ściślej o „grubej linii”, mówił nie o abolicji dla niegodziwości poprzedniego okresu, ale o tym, że od tej pory „My, naród” bierzemy odpowiedzialność za siebie i za Polskę. Mówił, że za to, jaka ta Polska będzie, odpowiadamy już sami. Nie zaborcy, okupanci, ale my sami. I rozumiał, że Polska jest wspólnym dobrem wszystkich Polaków: i tych spod znaku „Solidarności” i Lecha Wałęsy, i tych spod znaku PZPR i gen. Jaruzelskiego, i tych, którzy nie zaciągnęli się pod żaden znak i nawet w czasie pierwszych wolnych wyborów pozostali w domu. A rządzić ma prawo ten, któremu polska demokracja w wolnych wyborach da mandat do rządzenia.
Po odkreśleniu przeszłości „grubą linią” budujemy nową Polskę. Będzie ona taka, jaką po raz pierwszy sami, wedle własnej woli i własnego pomysłu, zbudujemy. Będzie taka, jacy my jesteśmy.
Jacy jesteśmy, pokazały pierwsze wolne i powszechne wybory prezydenckie, w których Tadeusz Mazowiecki w pierwszej turze przegrał z tajemniczym demagogiem Stanem Tymińskim. Jacy jesteśmy, pokazują aktualne sondaże, w których co trzeci Polak jest gotów zagłosować na PiS.
Do historii odchodzi pokolenie twórców III RP. Wraz z nimi odchodzi pewien styl uprawiania polityki. Polityki etycznej i pragmatycznej zarazem.
Historia kreśli nam nową „grubą kreskę”, którą odcina pewną epokę. Jaka Polska będzie, zależy tylko od nas. Musimy sobie radzić bez ich czynnego udziału. Ale przecież coś nam po nich zostało. Jakiś wzór do naśladowania, jakieś wyobrażenie o polityce, która nie musi być ani podła, ani jałowa, której celem ma być dobro Polski i Polaków, a nie tylko władza dla samej władzy.
Polska będzie taka, jaką zbudujemy. Ale bez ludzi takich jak Tadeusz Mazowiecki budować ją będzie nam trudniej.
Żegnaj, Panie Premierze, będzie nam Pana bardzo brakowało.

Wydanie: 45/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy