Zaułek

Kuchnia polska

Jesteśmy ostatnio szalenie uczuleni na elegancję i dobre maniery, których domagamy się szczególnie od parlamentu. A więc po debacie na temat Rady Polityki Pieniężnej cała prasa wypełniła się wyrazami oburzenia na gwałtowne sformułowania używane przez niektórych posłów, sugerując nawet, że owe nieeleganckie ataki na Radę i jej politykę sprowokowane zostały umyślnie przez rząd i rządzącą koalicję, aby upokorzyć prezesa NBP i złamać jego doktrynalny upór. Co do mnie, szczerze mówiąc, przyjąłem tę debatę z satysfakcją, bo chociaż pomysł, że prof. Balcerowicz jest autorem nowego holokaustu, wydaje mi się po prostu głupi, to jednak po raz pierwszy nareszcie starły się na sali sejmowej dwa przeciwstawne programy społeczne i gospodarcze, a więc stało się coś pozytywnego, na co dawno już była pora. Starcie to, nawiasem mówiąc, zarysowało także dość nieoczekiwane podziały i alianse sejmowe, przeciwko monetarystycznej i neoliberalnej doktrynie Balcerowicza występowały więc zarówno lewica, jak i skrajna prawica. Niewykluczone, że podobnie jak w kwestii integracji europejskiej, tak i w kwestii strategii gospodarczej prawdziwe podziały nie pokrywają się z układami partyjnymi i tak jak Frasyniuk mówi jednym głosem z SLD w sprawie Unii, tak Olszewski na przykład mówić będzie jednym głosem w sprawie Rady Polityki Pieniężnej. Ale to wszystko zdaje się nie interesować komentatorów prasowych skupiających całą swoją uwagę na obyczajach i bon tonie.
Przed niedawnym czasem mieliśmy też w Sejmie jeszcze większy skandal towarzyski w postaci słynnego wystąpienia Leppera. I podczas kiedy obecne oburzenie dotyczy tylko prasy, w tamtej kwestii w obronie bon tonu wystąpił wręcz oskarżyciel publiczny, żądając kary więzienia, co nadal wydaje mi się decyzją wątpliwą od strony prawnej, skoro dotyczy przemówienia wygłaszanego z trybuny sejmowej. Myślę, że rację mają ci, którzy twierdzą, że osoby pomówione przez sejmowego mówcę mają prawo czy też wręcz obowiązek, aby wystąpić w obronie swego imienia w drodze powództwa cywilnego, prokuraturze zaś nic do tego. Ale nie o to mi chodzi.
Chodzi mi o to, że w klimacie aż tak wielkiego uwrażliwienia na kwestie towarzyskie i honorowe, czego jesteśmy świadkami, bardzo niewielkie echo wywołały naprawdę skandaliczne wystąpienia poselskie wygłoszone po sprawozdaniu prof. Kieresa z Instytutu Pamięci Narodowej. Nie jestem szczególnym fanem tego instytutu, uważam, że zachowaniem pamięci narodowej zajmować się powinna nauka historii, a także szkoła, literatura i piśmiennictwo, przyznawanie zaś IPN regularnych funkcji śledczych i prokuratorskich jest prawnym dziwolągiem. Nie zmienia to jednak faktu, że to, co usłyszeliśmy w Sejmie po sprawozdaniu prof. Kieresa, było czymś znacznie gorszym niż wszystkie dotychczasowe skandale sejmowe. Była to, krótko mówiąc, demonstracja jawnego antysemityzmu i szowinizmu odbywająca się na sali, w której stanowione ma być prawo narodu aspirującego do nowoczesnej Europy. Zarzuty, jakie stawiano działalności IPN, dotyczyły zarówno tego, że starając się ujawnić sprawców zbrodni w Jedwabnem, instytut ten działa w „niepolskim” – czytaj więc żydowskim – interesie, a także że jego prezes, prof. Kieres, sam jest postacią rasowo czy też narodowo podejrzaną.
Są to argumenty przerażające. W wielu parlamentach Europy deputowani skaczą sobie do oczu, obrzucają obelgami, a nawet okładają pięściami, należy to w pewnym sensie do ich zawodu, który musi być także widowiskowym. Ale w żadnym już parlamencie nowoczesnej Europy nie toleruje się antysemityzmu ani innych form szowinizmu narodowego. Próbował tego we Francji Le Pen, ale w tym wypadku całkowicie słusznie wkroczyła prokuratura. Po prostu dlatego, że dotyczy to nie tylko obyczajów, elegancji, bon tonu ani nie tylko honoru poszczególnych osób, ale zasad, na jakich budowana jest nowoczesna demokracja, jej podstaw prawnych i etycznych.
Autorzy szowinistycznych wystąpień sejmowych są znani, można się było tego po nich spodziewać. Prawdziwym zaskoczeniem natomiast stał się dla mnie dziwaczny, choć szlachetny w intencji list, zamieszczony w „Gazecie Wyborczej ” przez Otwartą Rzeczypospolitą – Stowarzyszenia Przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii, w którym obrońcy prof. Kieresa piszą, że na skutek ataku posłów Ligi Polskich Rodzin, panów Macierewicza i Stryjewskiego, prof. Kieres został „zmuszony do dowodzenia swojej polskości”.
Dowodzenia, przepraszam – czego? Myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że prof. Kieres jest obywatelem polskim, ktoś musiał przecież oglądać jego dowód osobisty, kiedy powoływano go na szefa IPN lub kiedy dawano mu tytuł profesorski. Czegóż więc jeszcze poza tym miałby dowodzić, do jakiego „dowodzenia polskości” możemy być „zmuszani”? A gdyby prof. Kieres urodził się Niemcem, jak posłowie mniejszości niemieckiej w naszym Sejmie, albo Karaimem, Szwedem, Turkiem, Chińczykiem, który zdecydował się przyjąć polskie obywatelstwo i służyć państwu polskiemu – to co? Nie miałby prawa kierować Instytutem Pamięci Narodowej?
Nie jest to pierwszy taki wypadek. Mieliśmy już w III Rzeczypospolitej sytuację, kiedy jeden z najwybitniejszych współczesnych polityków – człowiek światły i wielkich zasług – odwołał się wręcz do władz kościelnych, aby dostać zaświadczenie, że jest katolikiem, a jego rodzina od któregoś tam wieku mieszka w Polsce i chodziła do kościoła. Na wspomnienie tego incydentu do dziś odczuwam rodzaj zawstydzenia. A także złośliwego rozbawienia, bo takiego glejtu nie otrzymałby na przykład, proszę sobie wyobrazić, ulubieniec naszego narodu, Adam Małysz, który jest ponoć ewangelikiem – tak przynajmniej usłyszałem w radiu Tok-FM…
Nieelegancka sejmowa debata o Radzie Polityki Pieniężnej posunęła nas naprzód w rozumieniu dylematów, przed którymi staje nasza polityka gospodarcza i społeczna. Skandaliczne przemówienie Leppera poza kwestiami personalnymi postawiło nam przed oczyma obraz nastrojów społecznych, których Lepper nie wymyślił, lecz je tylko wyraził. Debata o Instytucie Pamięci Narodowej cofnęła nas w ciemny, ślepy zaułek. I nie usłyszeliśmy, że była nieelegancka.

 

Wydanie: 10/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy